Wartościowe książki o kobiecości. „Kirke“ Madeline Miller i „Supermenki“ Debora L. Spar

Wartościowe książki o kobiecości. „Kirke“ Madeline Miller i „Supermenki“ Debora L. Spar

Chociaż dzisiejszy tekst pojawia się na blogu z okazji Dnia Kobiet, pomysł na taki cykl krążył mi po głowie od dobrych paru miesięcy. Kobiecość – to temat, który ostatnio najbardziej mnie porusza. Co to znaczy być kobietą, jak mi się żyje jako kobiecie? Co odróżnia nas od mężczyzn, co jest w tym dobre i wznoszące, a co bolesne i trudne? Po wielu latach reagowania na ten temat zaprzeczeniem czy irytacją, wreszcie zaczęłam zauważać i doceniać odrębność naszej płci. A za tym idzie potrzeba obcowania z kobiecą energią na każdej możliwej płaszczyźnie – również w literaturze. Nieprzypadkowo czytam ostatnio książki pisane wyłącznie przez kobiety. Szukam narracji, w których istotną rolę odgrywa płeć. 

Nadchodzący Dzień Kobiet to dla mnie przypomnienie o wartości bycia kobietą i okazja do celebracji kobiecości. I tej własnej, i wszystkich otaczających mnie kobiet. Dlatego właśnie teraz wrzucam pierwszą część tekstu, w którym opisuję wartościowe książki czyniące kobiecość swoim tematem przewodnim. Dzisiaj opowiem Wam o kobiecości w męskim świecie na podstawie powieści Kirke Madeline Miller i o kobiecej pogoni za perfekcją na podstawie popularnonaukowego eseju Debory L. Spar Supermenki. W drugim odcinku cyklu możecie z kolei spodziewać się dwóch wielotomowych serii, które towarzyszyły mi przez ostatnie zimowe miesiące 🙂

Kirke Madeline MillerKobieta w świecie mężczyzn. Kirke – Madeline Miller

Opis wydawcy: W domu Heliosa, boga słońca i najpotężniejszego z tytanów, rodzi się córka. Kirke jest dziwnym dzieckiem – nie tak potężnym jak ojciec ani tak bezwzględnym jak matka… Dziewczyna próbuje odnaleźć się w świecie śmiertelników, lecz odkrywa w sobie czarnoksięską moc, dzięki której może zagrozić samym bogom. Z tego powodu zostaje wygnana. Nie zamierza jednak przestać kształcić się w czarach. Jej ścieżki skrzyżują się z Minotaurem, Dedalem, jego synem Ikarem, morderczą Medeą i, oczywiście, z przebiegłym Odyseuszem. Samotna kobieta zawsze narażona jest na niebezpieczeństwo, a Kirke nieświadomie budzi gniew zarówno w ludziach, jak i w mieszkańcach Olimpu. Aby ochronić to, co kocha, będzie musiała zebrać wszystkie siły i zdecydować, czy należy do bogów, z których się urodziła, czy do śmiertelników, których pokochała.  

Madeline Miller czyni główną postacią swojej książki bohaterkę, która w greckiej mitologii pojawiała się na peryferiach tradycyjnych męskich narracji. Przede wszystkim – mitu Odyseusza. Zgodnie z mitem, kiedy Odys przybywa na wyspę Kirke – Ajaję – ta pod pozorem gościnności rzuca na wszystkich członków jego załogi urok, który zamienia ich w wieprze. Dzięki swojej przebiegłości i darowi przekonywania, Odyseuszowi udaje się uniknąć tego samego losu, nakłonić czarodziejkę do zdjęcia uroku, a nawet zdobyć jej serce i spłodzić z nią syna – Telegonosa. Odys nie poznaje swojego syna, przed narodzinami opuszcza Ajaję, by wrócić do swojej wiernej żony Penelopy.

Ale dlaczego właściwie Kirke zamieniała mężczyzn w świnie? Na to pytanie nie znajdziemy w greckiej mitologii odpowiedzi. Dopiero Madeline Miller dopisuje czarom Kirke przejmującą motywację.

Czarodziejka nie działa bowiem z kaprysu czy złośliwości, ale w obronie własnej. Bo kobieta, która mieszka sama, w świecie mężczyzn zawsze narażona jest na niebezpieczeństwo. Kiedy Ajaję po raz pierwszy odwiedzili goście, Kirke przyjęła ich z gościnnością i radością – została jednak okradziona i zgwałcona. Skoro do nikogo nie „należała“ – mieszkała bez ojca, męża czy brata – marynarze mogli potraktować ją jak przedmiot, który można wykorzystać i zniszczyć.

Całą historię życia Kirke czytam właśnie jako opowieść o kobiecej emancypacji. O uwalnianiu się z toksycznych relacji z kolejnymi mężczyzami i nauce życia samej dla siebie, na własnych warunkach. Przez tysiące lat Kirke stara się zrobić wszystko, by zadowolić kolejnych ważnych w jej życiu mężczyzn. Ojca, brata, pierwszą platoniczną miłość, kochanków, wreszcie – własnego syna. Ale czego by nie robiła, jej poświęcenie jest marginalizowane, brane za pewnik i traktowane jak oczywistość.

I choć funkcjonujemy tu w świecie antycznych mitów, ten przekaz dotyczący kobiecości dalej wydaje mi się aktualny i bolesny. W końcu od wielu z nas wciąż wymaga się takich poświęceń. Bo kobiecą rolą jest kochać mimo wszystko, wybaczać i w milczeniu cierpieć… Uwolnienie się od tego przekazu i pozwolenie sobie na postawienie własnego szczęścia na pierwszym miejscu to wciąż trudna sztuka. Równie trudna dla greckiej mitologicznej bogini, co dla zwykłych współczesnych śmiertelniczek.

To wszystko, co napisałam powyżej, brzmi ciężko i smutno. Zapewniam Was jednak, że Kirke nie jest bynajmniej książką przytłaczającą czy mroczną! Język powieści jest miękki i ciepły, a odkrywanie w jaki sposób autorka wplata w fabułę kolejne historie z greckiej mitologii dostarcza dużo literaturoznawczego funu. Lektura Kirke sprawiła mi dużą przyjemność i wierzę, że również Wam może okazać się bliska.

Supermenki Debora L. SparKobiety rakiety. Supermenki – Debora L. Spar

Opis wydawcy: „Dajcie spokój, nie da się być tytułową, perfekcyjną we wszystkim Supermenką” – to przesłanie Debory L. Spar, redaktorski żeńskiego Bernard College przy Columbia Uniwersity, matki trojga dzieci, mężatki z 25-letnim stażem i byłej profesor Harvard Business School. Przesłanie dla kobiet, które codziennie dokonują rzeczy niemożliwych, godząc karierę z byciem perfekcyjną matką, atrakcyjną kochanką, czułą żoną i dobrą gospodynią. To również świetna lektura dla tych, które stojąc u progu dorosłego życia za wszelką cenę chcą to wszystko osiągnąć. Świetnie napisana, osobista opowieść o tym, jak kobiety wpadły w pułapkę feminizmu. 

Z książką Debory L. Spar zetknęłam się kilka lat temu, kiedy sama próbowałam jeszcze usilnie stać się supermenką. Miałam wtedy potrzebę robienia wszystkiego za wszystkich i uważałam to za normę. Kiedy wracając do domu po całym weekendzie zajęć na uczelni zastawałam świeżo ugotowany przez męża obiad i czysty zlew, nie myślałam wcale „fajnie, że mąż o mnie zadbał“ tylko „skoro mąż musiał się tym zająć, to znaczy że nie wypełniam moich obowiązków domowych wystarczająco skutecznie“. Przy tym wszystkim identyfikowałam się już jako 100% feministka i kiedy słyszałam od kogoś, że troska o dom jest zadaniem kobiety, trzęsłam się ze złości.

Piszę o tym, by pokazać Wam, że nasze deklaratywne poglądy mogą mieć niewiele wspólnego z rzeczywistością. I że choć na rozum możemy mieć wszystko poukładane, w sferze emocji i zachowań wciąż pokutują w nas tradycyjne przekazy, które nie tak łatwo wyprzeć.

I właśnie na taki grunt trafiły Supermenki. Debora L. Spar na podstawie doświadczeń własnych i innych bliskich jej kobiet pokazuje, jak w ciągu kilku dziesięcioleci obróciłyśmy postulaty feminizmu przeciwko sobie. Jak przesłanie „kobieto, możesz wszystko!“ zamieniło się w „musisz“. Skoro możeszrobić karierę,musisz ją zrobić. Skoro wolno ci być aktywną seksualnie, to korzystaj z tego. Ale jednak nie porzucaj projektu domu na przedmieściach, bogatego męża i trójki dzieci. Pracuj po kilkanaście godzin dziennie – „jak facet“ – ale nie zapominaj o dbaniu o seksowną sylwetkę, odbieraniu ciuchów z pralni i troskliwych buziakach na dobranoc. Weź wszystko, co możesz wziąć, ale nie kosztem swoich dawnych, „tradycyjnych“ obowiązków.

Na blogu nieraz pisałam już o moich próbach wyzwolenia się z pułapki „możliwości, które zamieniają się w powinności“. Ale dopiero lektura Supermenek uświadomiła mi, w jak dużym stopniu ta moja postawa jest uwarunkowana przez płeć. A przecież, jak pisze Debora L. Spar:

To nie tak miało być. Feminizm nie miał wpędzać nas w poczucie winy. Miał nas uwolnić. Nie postulował wyścigów typu „która lepiej wychowuje dzieci i mniej przy tym sypia”. Miał nas wynieść do świata krytycznego myślenia i działania, a nie przykuć do domowego ogniska (…). Dobre dziewczyny z lat 70., 80., 90. i początku XXI wieku starają się ze wszystkich sił. Próbujemy udowodnić – może bardziej sobie samym niż reszcie świata – że przejęłyśmy pochodnię, którą przekazał nam feminizm. Że nie zawiodłyśmy. A jednak w poważnym i głębokim sensie nie dajemy rady (s. 281).

Jeśli Wam również bliskie jest myślenie, że musicie wszystko, polecam lekturę Supermenek. Może i Wam pomoże zdjąć z siebie trochę presji. I zastanowić się, jak wiele obciążeń dokładamy sobie same, dążąc do perfekcji w każdej dziedzinie życia.

Na dzisiaj to tyle! W następnym tekście opowiem Wam o komplikacjach kobiecej przyjaźni (na podstawie cyklu neapolitańskiego Eleny Ferrante). A także o kobiecej genealogii przez pryzmat Ósmego życia (dla Brilki) Nino Haratischwili, które niedawno skończyłam czytać.

Znasz którąś z opisywanych przeze mnie książek? Jakie uczucia w Tobie wzbudziła? Jaką książkę o kobiecości Ty miałabyś/miałbyś ochotę mi polecić?