#Tu i teraz: grudzień 2017

#Tu i teraz: grudzień 2017

Połowa grudnia za pasem, więc najwyższa pora na publikację nowego tekstu z cyklu #tu i teraz. Tym razem powstał on na fali przyjemnego, grudniowego rozleniwienia. Czuję się z siebie naprawdę dumna, bo celebrowanie przedświątecznej magii wychodzi mi w tym roku wyjątkowo dobrze 🙂

# Słucham

Od kilku tygodni słucham praktycznie tylko jednej płyty – The Assassination of Julius Ceasar zespołu Ulver. W wyniku bardzo spontanicznej decyzji dwa tygodnie temu widziałam ich na żywo w warszawskiej Progresji. Miałam nie iść, bo nie znam ich twórczości tak dobrze, bo listopad, bo poniedziałek… ale dałam się namówić koleżance. I jestem jej za to niewymownie wdzięczna, bo choć w tym roku byłam na wielu fajnych koncertach, to ten zdecydowanie zapisze się w mojej głowie jako najlepszy. To był fantastycznie dopracowany spektakl! Niesamowite światło, płynne i wyreżyserowane co do joty przejście od supportu do właściwej gwiazdy, wprawiające w trans improwizacje. A na deser – cover The Power of Love, co bardzo mnie rozbawiło, biorąc pod uwagę że frontman Ulver wygląda tak, a ich pierwsze płyty to rasowy black metal 😛

 

The Assassination of Julius Ceasar w każdym razie z blackiem nie ma już wiele wspólnego. To raczej mroczny electropop, w którym ponura monumentalność i teksty o upadku rzymskiego imperium łączą się z popową chwytliwością. Pyszna płyta na te ciemne i mroźne miesiące.

# Czuję się

Wdzięczna. Kilka dni temu dotarła do mnie wiadomość o śmierci znajomej ze studiów i bardzo mnie poruszyła. Przypomniałam sobie też, że przez wiele lat okres przedświąteczny był dla mnie ze względów rodzinnych trudny. Jako dziecko nie znosiłam Wigilii, co z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się mocno symptomatyczne. Ten żal z dawnych lat i świadomość śmierci zadziałały na mnie w dosyć paradoksalny sposób. Dzięki nim znów doceniłam to, jak wiele dobra i ciepła spotyka mnie na co dzień. Dawno nie czułam się tak spokojna i radosna.

# Chciałabym

Począwszy od tego wpisu, chcę ilustrować kolejne teksty z cyklu #tu i teraz już wyłącznie własnymi zdjęciami. Nigdy nie czułam się specjalnie uzdolniona w tej dziedzinie i wiem, że te kadry pozostawiają sporo do życzenia. Zaczęłam jednak widzieć zbyt dużą sprzeczność między tymi osobistymi tekstami a zdjęciami branymi ze stocków. Pora złapać za aparat i zacząć ćwiczyć 😉

# Jestem wdzięczna za

Życie. Zdrowie. Przyjaciół. Męża. Takie tam codzienne, niedoceniane, ale najważniejsze na świecie rzeczy.

# Pracuję nad

Nad tym, by w przyszłym roku wymagać od siebie mniej, a robić więcej. Długo hołdowałam w życiu zasadzie, że jakość jest ważniejsza niż ilość. Ostatnio zauważyłam jednak, że wkładam w swoje projekty bardzo dużo energii (i emocji), ale moje wyniki okazują się rozczarowujące. Mam wrażenie, że wynika to z tego, iż większość swojej energii inwestuję nie w działanie i faktyczne tworzenie, ale w teoretyczne dywagacje o osiąganiu perfekcji i wprowadzenie miliardów poprawek do wciąż nieskończonej pracy. Bardzo zainspirował mnie fragment Metody czarnej skrzynki, który ostatnio przytoczyła na Facebooku Ania Ulanicka. Coś zdecydowanie jest na rzeczy! Dlatego moja maksyma na najbliższe dni brzmi: najpierw ilość, potem jakość.

# Cieszę się

Z pięknych, świątecznych dekoracji – część z nich możecie zobaczyć na ilustrujących tekst zdjęciach. Cieszę się, że w tym roku zdecydowaliśmy się rozstawić je trochę wcześniej. Do tej pory robiliśmy to praktycznie tuż przed Wigilią, a tuż po niej wyjeżdżaliśmy z Warszawy i nie mieliśmy kiedy się tą świąteczną atmosferą nacieszyć. W tym roku od początku grudnia mamy w domu świąteczny klimat, a przebywanie w czterech ścianach stało się dla mnie naprawdę rozkoszne. Hygge jak się patrzy 😉 

Tu i teraz: grudzień 2017

# Uczę się

Odpuszczać i pozwalać sobie na bycie leniuszkiem. Co ciekawe, z takim podejściem wcale nie robię wiele mniej niż zazwyczaj, za to czuję się o niebo lepiej.

# Czytam

Kończę właśnie Kata miłości Irvina D. Yaloma. Zdaję sobie sprawę, że tytuł jest niezbyt fortunny – przynajmniej u mnie budzi skojarzenia z egzaltowanym romansidłem albo tandetnym psychoporadnikiem. Na szcżęście Kat miłości nie ma nic wspólnego z tymi kategoriami. To zbiór esejów psychoterapeutycznych, opisujących najciekawsze przypadki, z którymi Yalom spotkał się podczas swojej kilkudziesięcioletniej praktyki. Największe wrażenie podczas lektury zrobiła na mnie bezwzględna szczerość autora, który szczegółowo opisuje także swoje porażki: popełnione błędy, własne uprzedzenia, momenty, w których unosił się pychą. To fantastyczne studium terapii, pozwalające na poznanie techniki i zrekonstruowanie toku myślenia jednego z najbardziej cenionych współczesnych terapeutów. Myślę sobie jednak, że nawet w oderwaniu od tego kontekstu zawodowego czyta się Kata miłości wartko i przyjemnie – historie opisywane przez Yaloma są uniwersalne i fascynujące.

A w kolejce do lektury czeka już na mnie mikołajkowy prezent – Niksy Nathana Hilla. Przebieram nogami z niecierpliwości, bo uwielbiam zagłębiać się w takie opasłe tomiszcza. Szczególnie zimą! 🙂

# Oglądam

Wróciłam do Mad Men. To serial, który idealnie pasuje mi do niespiesznego klimatu ostatnich tygodni. Oglądanie przerwałam kilka lat temu, w połowie drugiego sezonu. Sama nie wiem dlaczego, bo bardzo mi się podobało – chyba po prostu były inne, bardziej palące premiery. Od tego czasu regularnie wracałam jednak do Mad Menów myślami i obiecywałam sobie, że muszę wreszcie prześledzić do końca losy pracowników agencji Sterling Cooper. I… jestem przeszczęśliwa, że wreszcie się na to zdecydowałam, bo ten serial mnie zachwyca. Uwielbiam go za dopracowanie detali i fantastycznie napisane dialogi, w których tak wiele można wyczytać między słowami. Mad Men jest dla mnie jak specjalnie skomponowana herbata albo szwajcarska czekolada – smakołyk, który chcę konsumować pomalutku, żeby za szybko się nie skończył.

Mam też dużą ochotę dać drugą szansę The Crown. Pierwszy sezon mnie nie porwał, przerwałam oglądanie w połowie. Ale zapowiedź drugiej serii, którą ostatnio wyświetlił mi Netflix spodobała mi się do tego stopnia, że obejrzałam ją pięć razy z rzędu i mam ochotę na więcej, dużo więcej! Ktoś z Was jest już po seansie drugiego sezonu? Jeśli tak, chętnie poznam Wasze wrażenia.

# Czekam na

Wigilię, którą spędzę z mężem, moją warszawską rodziną i kotami. A potem powigilijne dni u teściów, podczas których zawsze relaksuję się i odpoczywam od zgiełku za cały rok na zapas. Dobre i ciepłe dni nadchodzą – chcę być ich w pełni świadoma i jak najwięcej z nich uchwycić. I Wam też życzę takiego świątecznego zatrzymania – niech to będzie dla Was piękny, spokojny czas!

A jak Wygląda Twoje „tu i teraz“?

#Tu i Teraz to cykl zapoczątkowany przez Kasię Mistacoglu – autorkę Worqshop.pl