#Tu i teraz: wrzesień 2017

#Tu i teraz: wrzesień 2017

Dawno nie było na blogu tekstu z cyklu tu i teraz. Ostatni pojawił się na początku maja, a przecież od tego czasu tyle się wydarzyło! Muszę przyznać, że bardzo stęskniłam się za tą serią. To dla mnie idealny sposób na to, by w prostej i ciekawej formie opowiedzieć, co wydarzyło się w ciągu bieżącego miesiąca i co mam jeszcze w planach. Pomaga mi zauważać upływ czasu i to, jak się w nim rozwijam. Zapraszam Was więc do lektury jak wygląda moje tu i teraz w ten deszczowy, typowo jesienny, wrześniowy wtorek.

# Słucham

Chętnie słucham ostatnio płyty Krzysztofa Zalewskiego – Złoto. To nie do końca moje klimaty, dość rzadko zdarza mi się też słuchać polskich wykonawców, ale coś zatrzymało mnie przy niej na dłużej. Może jej nietandetna melodyjność, dzięki której po kilku odsłuchach mogę z powodzeniem odtworzyć w głowie większość utworów. Może słowa piosenek, które stanowią miłą odmianę od przeważnie kaleczącej język polski tekściarskiej papki. Może wreszcie sama postać Krzysztofa Zalewskiego – czyli Zalefa, którego uwielbiałam za to wykonanie Pearl Jam w „Idolu“ 14 lat temu (choć że to ten sam olśniło mnie dopiero po dłuższym czasie). Dyskutowaliśmy ostatnio z mężem, czy powstaje współcześnie dobra, polska muzyka (popowa albo z pogranicza popu i alternatywy). Moim zdaniem – jak najbardziej, a Złoto jest za tym jednym z moich mocnych argumentów.


# Czuję się 

Podekscytowana. Skojarzenie września z „nowym początkiem“ jest u mnie bardzo silne i nawet wiele lat po zakończeniu szkoły nowe projekty rozpoczynam właśnie na jesieni. W tym roku będzie się działo naprawdę dużo i to na kilku frontach jednocześnie. Wiele rzeczy zrobię po raz pierwszy, kilka wizji rozkwitających w mojej głowie od miesięcy wreszcie doczeka się konfrontacji z rzeczywistością. Trochę mnie to przeraża, ale jednocześnie – aż przebieram nogami z ekscytacji!

# Chciałabym 

Prozaicznie – móc się w końcu wyspać. To taki przykry rewers stanu, który opisałam w poprzednim akapicie. Kiedy mam dużo planów (nawet tych wyczekiwanych i mało stresujących) trudno mi się wyciszyć i pozwolić sobie na regenerację. Im bardziej jestem zmęczona, tym mniej śpię. Pobudzenie jest zbyt duże i nawet leżąc w łóżku chciałabym dalej działać. Znacie ten stan?

# Jestem wdzięczna za

Wrześniowe wieczory, które są dla mnie kwintesencją tego, co najpiękniejsze w jesieni. Serial, herbata, mąż i koty u boku, a za oknem ciemność i deszcz. W takich chwilach najpełniej doceniam to, jak wiele fajnych spraw jest w moim życiu.

# Pracuję nad

Regularnością w prowadzeniu bloga. I chyba nawet mi to wychodzi! Odkąd w lipcu wróciłam do działania po mojej nieplanowanej, przedślubnej przerwie, znowu nabrałam motywacji do pisania. Piszę regularnie, mam mnóstwo pomysłów na dalszy rozwój tego miejsca, a co najważniejsze – blogując znowu czuję przede wszystkim przyjemność, a nie presję.

# Cieszę się

Że jest jesień. Serio, serio! Druga połowa roku to dla mnie zawsze ten spokojniejszy, weselszy i bardziej produktywny okres. Nawet sezonowe obniżenie nastroju z reguły mnie omija (pod tym względem dużo bardziej cierpię na przełomie zimy i wiosny).

 

 

# Uczę się

Pod tym względem nowy rok szkolny rozpoczynam z przytupem 🙂 i to w dwóch nowych obszarach jednocześnie.

Po pierwsze, zaczynam kurs księgowości. Do końca roku chcę przejąć od mojej mamy całość do tej pory wspólnych obowiązków zawodowych i stwierdziłyśmy, że taki kurs jest mi potrzebny. Szczerze mówiąc, zastanawiam się co z tego wyniknie, bo dawno już niczego tak nie prokrastynowałam i od 3 tygodni zbieram się do odpalenia pierwszego tematu… Myślę sobie jednak, że ma na to wpływ przede wszystkim czarny PR, jaki ma księgowość. Podejrzewam, że w praktyce ta tematyka jest dużo mniej nudna i skomplikowana, niż się to wydaje. Zwłaszcza dla kogoś, kogo nieliczne spotkania z tabelkami i cyferkami na moich humanistycznych studiach raczej odprężały niż przerażały. Wierzę więc, że nie będzie tak źle – jeśli macie inne doświadczenia, to proszę, nie wyprowadzajcie mnie z błędu 😉

Drugi obszar jest już bardziej związany z tematyką bloga i moim wykształceniem. Na dniach (a dokładnie jutro!) zaczynam swój pierwszy staż psychoterapeutyczny. W tym roku chciałabym ich zrobić jak najwięcej, by maksymalnie podnieść swoje kwalifikacje zawodowe i wreszcie oswoić się z pracą z „prawdziwym pacjentem“, której brakowało mi podczas studiów. Niestety psychologia (a w dalszej przyszłości psychoterapia) to takie dziedziny, w którą – zanim zacznie się faktycznie wykonywać zawód – trzeba najpierw zainwestować naprawdę dużo czasu, pieniędzy i wysiłku. Samo skończenie studiów raczej nie wystarczy. Rozumiem to i patrząc z perspektywy pacjenta nawet się cieszę, ale nie powiem – z drugiej strony bywa to frustrujące.

# Czytam

Przez kilka tygodni męczyłam się z Amerykańską sielanką Philipa Rotha, ale w końcu skapitulowałam i odłożyłam ją na półkę. Rozumiem, dlaczego to klasyczny i wielokrotnie nagradzany tekst, a sam Roth co roku wymieniany jest wśród najbardziej prawdopodobnych kandydatów do Nobla. Myślę jednak, że jest to książka na wskroś amerykańska i bez organicznej znajomości tła społecznego i kulturowego opisywanych wydarzeń trudno tę historię poczuć. Ja przynajmniej nie umiałam. Kontekst społeczny był mi obcy, a indywidualny dramat bohaterów – zbyt mało wyrazisty, by poprowadzić mnie przez dalszą lekturę.

Zmęczona Ameryką (przed Rothem czytałam jeszcze Amerykańskich bogów Gaimana) zabrałam się za coś z zupełnie innego rejestru. Obecnie czytam długo wyczekiwany anty/alter-poradnik Olivera Burkemana Szczęście: poradnik dla pesymistów. Wymieniałam tę książkę jako jedną z 4 pozycji psychologicznych, które mam ochotę przeczytać kilka miesięcy temu i jak na razie spełnia wszystkie moje oczekiwania – jest świetna! Na pewno wkrótce napiszę o niej w osobnym tekście.

# Oglądam

Zabrałam się za oglądanie serialu Dawno, dawno temu. Widziałam w TV kilkanaście przypadkowych odcinków 1 i 2 sezonu, i zawsze miałam ochotę prześledzić je wreszcie chronologicznie. Dawno, dawno temu opiera się na bardzo prostym, postmodernistycznym koncepcie – kim byliby bohaterowie znanych nam bajek, gdyby mieszkali we współczesnym świecie? Za serialem stoi twórca Lost, więc fabuła jest zakręcona jak słoik, a cliffhangery i fabularne twisty trzymają poziom tych pierwszych odcinków Zagubionych, wyczekiwanych co tydzień w wieczornej ramówce TVP 🙂 Niestety, dotarły do mnie słuchy, że tak jak w przypadku Lost scenariusz nie trzyma dobrej formy do końca i w którymś momencie staje się absurdalny i głupi. Po 2 sezonach nie jest źle, choć trochę boję się kierunku, w którym idą scenarzyści… Na razie jednak odsuwam od siebie te myśli i czerpię ogromną przyjemność z identyfikowania współczesnych wcieleń bajkowych postaci (Czerwony Kapturku ♥) i brawurowej kreacji Roberta Carlyle’a jako Rumpelsztyka.

Once Upon A Time Rumpelsztyk

# Czekam na 

Na nic nie czekam. Dzieje się u mnie tak dużo, że staram się dodatkowo nie wybiegać w przyszłość i skupiać tylko na tym, co już jest.

A na koniec tradycyjnie już pytam: jak wygląda Wasze tu i teraz? Jak Wam mija wrzesień?

#Tu i Teraz to cykl zapoczątkowany przez Kasię Mistacoglu – autorkę Worqshop.pl | Fot.: Annie Spratt / Unsplash

  • A ja właśnie piszę swoje wrześniowe tu i teraz :). Pięknie piszesz o wrześniowych wieczorach, o tym, ile jest ciepła i piękna w jesieni. Zawsze jest mi trochę przykro, że jesień jest zestawiana z latem i w tym porównaniu tak często wypada negatywnie. Przecież ma tyle uroku!

    O tak, Krzysiu Zalewski nie do poznania. Uwielbiałam go w Idolu i uwielbiam go teraz, pięknie dojrzał muzycznie. Z przyjemnością patrzy się na niego i się go słucha. Dzięki za podrzucenie tych utworów! 🙂

    Mocno trzymam kciuki za Twoje edukacyjne cele! Jeśli będziesz zajmować się księgowością online, daj znać ;). A tak serio, to choć księgowość brzmi mało sexy, to bardzo doceniam ten zawód. Od kiedy mam działalność widzę, jak taka wiedza rachunkowa jest w życiu potrzebna. Na pewno o wiele bardziej niż funkcja kwadratowa ;).

    Z perspektywy czasu trochę żałuję, że nie poszłam na psychologię, choć naprawdę wiele razy o tym myślałam. Z biegiem lat myślę sobie, że mam predyspozycje, ale może się mylę. I chyba „żałuję” to nie jest dobre słowo. Po prostu jakaś tęsknota za planami, których się nie spełniło. Nie pierwsze, nie ostatnie.

    Trzymam kciuki za regularność na blogu! Czekam na Twoje posty :).

    • Czekam na Twoje tu i teraz, bardzo lubię je u Ciebie czytać 🙂

      Chyba w ogóle jest trochę tak, że jakoś wartościujemy pory roku. Lato to ta najbardziej pożądana, wiadomo, bo ciepło i jasno. Zima niby mniej fajna, ale są Święta i śnieg, pod którym wszystko wygląda ślicznie. Wiosna – pączki, moment kiedy wreszcie zdejmujemy kurtkę itp. Jesień w takim zestawieniu wypada kiepsko, choć moim zdaniem zupełnie niesłusznie!

      U mnie psychologia też nie była pierwszym wyborem. Wręcz przeciwnie – na moje pierwsze studia (polonistykę) trafiło wiele osób, którym nie udało się dostać właśnie na psychologię, i pamiętam że patrzyłam na nie z ukosa. A potem na 2. roku trafiłam na specjalizację pedagogiczną, gdzie miałam zajęcia z psychologii ogólnej i budowy mózgu… i wtedy zrozumiałam, dlaczego tak wiele osób się tym pasjonuje 😉 Ale bardzo rozumiem tę tęsknotę, bo też często ją czuję. Staram się myśleć sobie, że to w gruncie rzeczy dobry znak – tego, że jestem ciekawa życia, że chcę ciągle poznawać i doświadczać nowych rzeczy. I pomalutku, szanując swoje ograniczenia, jakoś je odkrywać. Psychologia ma ten plus, że w tym zawodzie wiek i doświadczenie życiowe często działają na korzyść, więc na ewentualne przebranżowienie jest jakby co dużo czasu 😉

  • Jaki miły, jesienny już wpis. 🙂 Też uwielbiam tę porę roku… czytanie, kocyk, litry herbaty, deszcz za oknem, The Doors z głośników… zawsze lubiłam. Szkoda mi tylko, że od paru lat jesienią mam najwięcej pracy i raczej nie mogę wtedy nigdzie wyjechać! A jesienne, brunatne kolory tak mnie przyciągają. <3

    • To prawda, jesienne urlopy są cudowne! Kolory, o których piszesz, słońce, które jeszcze na początku października bywa przyjazne i przyjemnie grzeje, a do tego brak tłoku. Ja od kilku lat staram się złapać tych kilka urlopowych dni we wrześniu i bardzo to sobie cenię <3

  • Bardzo lubię takie wrześniowe wieczory, kiedy właśnie z Mężem oglądamy jakieś fajne seriale lub zaszywam się pod kocem z kubkiem ciepłej herbaty i czytam książki.

  • Zapowiada się owocny wrzesień =]
    Zaciekawiła mnie ta książka po którą sięgnęłaś. Będę musiała się jej przyjrzeć. Co do serialu, próbowałam go oglądać ale nie dałam rady, nie podszedł mi. To samo serial „Grimm” bo z tego co pamiętam też tam było coś o bajkach =]

  • Na razie mija mi pod kołdrą z kubkiem Gripexu – niestety, bo jesień też uwielbiam i chciałabym w tym roku cieszyć się nią trochę bardziej. Wygląda na to, że sporo się u Ciebie dzieje. Dobrze znam ten stan, kiedy chcesz działać tak bardzo, że nie da się zasnąć…

    • Oj, w takim razie współczuję i życzę szybkiego powrotu do zdrowia! Niestety towarzystwo Gripexu też jest chyba jednym z nieodłącznych atrybutów jesieni. A jak radzisz sobie z takim stanem „całodobowego pobudzenia”? Próbujesz się wyciszyć, czy wręcz przeciwnie – ulegasz mu i działasz na miarę swoich możliwości także w nocy?

      • Dziękuję :* Raczej próbuję się wyciszyć/wypisać bo zbyt długie działanie na najwyższych obrotach prowadzi u mnie do Gripexu. 🙂 A Ty?

        • Staram się wyciszyć albo – jeśli zrobię się już naprawdę rozbudzona – wstaję, zawijam się w koc i czytam książkę. Po 20-30 minutach takiego czytania z reguły jestem już spokojna i robię się baardzo śpiąca 😉

  • Ja z kolei już wyglądam wiosny… Za to zaciekawiłas mnie serialem. Obecnie oglądam Narcos i mam kilka na swojej liście, ale przyjrzę się i jemu.

    • No, to zupełnie inne klimaty niż „Narcos”, natomiast na pewno nie da się przy nim zdołować ani zadumać nad trudnymi sprawami tego świata (co przynajmniej mnie przy cięższych formatach regularnie się zdarza 😉 ).