Top 5: Najciekawsze książki 2016 roku

Top 5: Najciekawsze książki 2016 roku

Dziś ostatecznie zamykam i odkładam na półkę ubiegły rok. Nomen omen, bo w ramach dzisiejszej, drugiej części podsumowania, chciałabym opowiedzieć Wam o pięciu książkach, które w 2016 zrobiły na mnie największe wrażenie. Ten tekst miał wyglądać inaczej, chciałam napisać o wszystkim, co miałam okazję w tym roku przeczytać, ale byłby to bardzo przygnębiający ranking. Nie imponował ani ilością odhaczonych tekstów (książkowe wyzwania typu „52 książki na 52 tygodnie“ to nigdy nie był mój typ), ani ich tematyką. Okazało się, że w ubiegłym roku czytałam głównie taką sobie literaturę gatunkową albo poradniki. I choć żyje mi się teraz sprawniej, a wakacje z fantasy i grudzień z kryminałami to całkiem miłe wspomnienia, to jednak w perspektywie roku czuję, że nie warto pisać o nich więcej.

Dlatego z mojej niezbyt imponującej listy czytelniczych osiągnięć wybrałam 5 tytułów, o których faktycznie chciałabym opowiedzieć Wam coś więcej. 5 książek, które z perspektywy roku wydają mi się najciekawsze. Przy czym najciekawsze – to wcale nie znaczy najlepsze. To raczej te pozycje, o których było głośno i których lektury po prostu nie mogłam się doczekać. Niektóre podołały moim wielkim nadziejom, inne – bardzo mnie irytowały, jeszcze inne przyjęłam, ale z mieszanymi uczuciami i świadomością ciążących na nich zarzutów… OK, kończę budować tę sądową metaforę, zanim pójdzie za daleko. Oto mój prywatny ranking 5 najciekawszych książek, które przeczytałam w 2016 roku.

Najciekawsze książki 2016 roku:

Książki 2016 – Dmitry Glukhovsky Metro 20355. dmitry glukhovsky – Metro 2035

Na ostatnią część postapokaliptycznej serii o moskiewskim metrze czekałam z bardzo mieszanymi uczuciami. Debiut Glukhovsky’ego mnie zachwycił. To świetnie napisana powieść z pogranicza horroru i mrocznego science fiction, ale można ją też czytać jako moralitet albo filozoficzną przypowieść o poszanowaniu odmienności. Niestety, dwie kolejne książki – Metro 2034 i Futu.re – zrujnowały moje dobre zdanie, głównie przez sztampowość wątku romantycznego (Metro 2034) i szowinizm (Futu.re). Zaczęłam już podejrzewać, że w pierwszej części cyklu o moskiewskim metrze zobaczyłam więcej, niż chciał w nim umieścić sam autor. Na szczęście Metro 2035 to powrót do lepszej formy. Może dlatego, że Glukhovsky porzuca tu swoje nieudolne próby psychologicznego pogłębiania bohaterów i skupia się na tym, co wychodzi mu najlepiej, czyli na diagnozach społeczno-politycznych. Pod płaszczykiem postapokaliptycznej groteski kryje się bowiem zaskakująco trafna interpretacja mechanizmów władzy, propagandy i psychologii tłumu. Bez dobrych wyborów i łatwych rozwiązań. Polecam ku przestrodze.

Książki 2016: Lauren Groff – Fatum i furia4. Lauren Groff – Fatum i furia

Fatum i furię reklamowano po pierwsze jako ulubioną książkę Baracka Obamy (a któż nie chciałby się dowiedzieć, co lubi czytać Barack), po drugie – jako mroczny thriller małżeński o kłamstwach i tajemnicy. To miała być historia o tym, że dobrego małżeństwa nie da się zbudować bez kłamstw, co mnie – zwolenniczce bezwzględnej szczerości w każdej relacji – wydawało się kontrowersyjnym, ale szalenie atrakcyjnym tematem. Próżno jednak doszukiwać się w prozie Groff analitycznego zacięcia czy wiarygodności psychologicznej. „Fatum i furia” to książka nużąca, melodramatyczna i pseudoartystyczna, pełna niby-poetyckich, a dla mnie raczej chaotycznych i momentami grafomańskich opisów. Relacje są sztuczne, problemy wydumane, twist fabularny łatwy do przewidzenia i grubymi nićmi szyty. Czytałam w tym roku jeszcze jedną podobnie mało wiarygodną i rozbuchaną emocjonalnie książkę (o której też piszę niżej – Małe życie), ale Yanagihara zdołała mnie tym melodramatyzmem kupić. W przypadku Fatum i furii czułam tylko irytację i pustkę.

Książki 2016: Jeffrey Eugenides – Middlesex3. Jeffrey Eugenides – Middlesex

Middlesex to mój niekwestionowany faworyt rankingu na książkę-straszak dla wszystkich obawiających się rozmaitego typu mniejszości. Nie dość, że opowiada o historii hermafrodyty odkrywającego swoją seksualność i eksperymentującego z nią, nie dość że porusza wątek kazirodztwa, to jeszcze rozgrywa się w rodzinie greckich imigrantów, przedstawiając przy tej okazji blisko 80 lat historii konfliktów na tle narodowym, rasowym i społecznym. A przy tym wszystkim napisana jest z filozoficznym rozmachem, niesamowitym poczuciem humoru i ogromną czułością wobec bohaterów, z którymi czułam się podczas lektury związana tak mocno i na tyle sposobów, jakbym sama należała do rodziny Stephanidesów.  Middlesex to niesamowita opowieść o poszukiwaniu i konstruowaniu własnej tożsamości – seksualnej, narodowej, rodzinnej. Piękny, uczący wrażliwości i tolerancji tekst, bardzo potrzebny w dzisiejszych czasach.

Książki 2016: Donna Tartt – Tajemna historia 2. Donna Tartt – Tajemna historia 

Nagrodzony Pulitzerem (2014) Szczygieł był zdecydowanie najpiękniejszą i najbardziej chwytającą za serce książką, jaką miałam przyjemność czytać w 2015 roku. Z ogromną przyjemnością zabrałam się więc za debiut Donny Tartt – Tajemną historię. W porównaniu ze Szczygłem wydała mi się młodzieńcza i bardziej naiwna, a jednocześnie bardziej mroczna.

W Tajemnej historii już na pierwszych stronach pojawia się trup. Na kolejnych kartach dowiadujemy się, co się stało i jak do tego doszło. To jednak nie kryminał, a raczej mroczna historia o dorastaniu, fascynacji sztuką i zgubnych konsekwencjach autokreacji. I to właśnie studium autokreacji wydaje mi się jej naczelnym tematem. Artystowsko-dandysowskie pozy (świetnie napisanych!) bohaterów na samym początku wydają się snobistyczne i śmieszne, później – zabawne i urocze, na samym końcu jawią się zaś jako gesty rozpaczy, tak jakby ucieczka w pozę była jedynym, co jeszcze chroni przed rozpadem ich świata. Poza ratuje przed zwyczajnością, pozwala uciec od banalnych problemów rodzinnych i miłosnych, wreszcie – usprawiedliwia zabójstwo dokonane pod wpływem chwili, z bardzo naiwnych i lekkomyślnych przyczyn. Tajemna historia to fantastyczne studium psychologiczne rozgrywające się w klimatycznej, artystowsko-snobistycznej scenerii, z wartką, czasem wręcz sensacyjną akcją. Smakowitość!

Warto przeczytać „Tajemną historię” i „Szczygła”, ale „Małego przyjaciela” możecie sobie śmiało odpuścić – w tym tekście wyjaśniam, dlaczego tak myślę. A jeśli lubicie takie dandysowskie w duchu historie z pogranicza literatury i „prawdziwego życia”, polecam baaardzo ciekawy artykuł biograficzny z „Wysokich Obcasów”

Książki 2016: Hanya Yanagihara – Małe życie 1. Hanya Yanagihara – Małe życie

Obsada pierwszego miejsca jest oczywista, bo Małe życie to książka, która w zeszłym roku narobiła zdecydowanie najwięcej zamieszania. I zbierała najbardziej ambiwalentne recenzje – słyszałam mniej więcej tyle samo opinii o jej geniuszu, co o nudziarstwie, tandecie i grafomanii. Sama mam do niej niejednoznaczny stosunek, któremu dawałam już wyraz w moim tekście pisanym na gorąco tuż po skończeniu książki. Kilka miesięcy później mam chyba jeszcze więcej żalu do autorki, która – mam takie wrażenie – dosyć cynicznie zagrała na moich emocjach. Z drugiej strony, wciąż bardziej niż grafomanię i niewiarygodność widzę w Małym życiu epicki rozmach, uniwersalność i wielki, literacki talent. I gdybym miała wytypować jedną książkę, która w dziejach literatury będzie reprezentować zamknięty właśnie rok, bez wątpienia wskazałabym dzieło Yanagihary. Za ból, za melodramatyzm, za to, że wszystko idzie źle, a mimo to jakoś musi się dalej toczyć… Idealna przedstawicielka 2016 roku.

Bardzo ciekawią mnie Wasze wrażenia. Czytaliście którąś z książek z mojej listy? Jakie teksty Was zaciekawiły najbardziej w 2016 roku?