#Tu i teraz: styczeń 2018

#Tu i teraz: styczeń 2018

Podobno to naturalne, że w styczniu często przychodzi kryzys. Ważne daty końca roku minęły, więc nie ma już na co czekać. Brzuchy przez świąteczne obżarstwo większe, motywacje nowego początku już nieco osłabione, Blue Monday i tym podobne. A ja na to: oj tam, oj tam. U mnie jest wprost przeciwnie. Dużo się dzieje, są dni kiedy poza snem i szybkim jedzeniem w biegu nie starcza mi czasu na nic, ale to zapracowanie z gatunku tych przyjemnych i bardzo je sobie cenię. Dobrze rozpoczęłam ten rok i mam nadzieję, że trochę tej mojej styczniowej energii również i Wam się dzisiaj udzieli 🙂

#Słucham

Ostatnio dużo jeżdżę autem – a im więcej jeżdżę, tym bliżej zaprzyjaźniam się z radiem. Od kilku miesięcy jestem wierna stacji Muzo.fm. Strasznie mi się podoba, że nie ograniczają się na antenie do jednego gatunku i puszczają i trochę rocka, i trochę alternatywy, i fajniejszy polski pop. Odkryłam dzięki nim już sporo fajnych, nowych wykonawców, jak chociażby Warhaus czy Krzysztofa Zalewskiego, którymi zachwycałam się w poprzednich „tuiterazach“ (odpowiednio tutaj i tu). W minionych tygodniach w ucho wpadły mi z kolei Dance With Somebody szwedzkiego zespołu Mando Diao i miłe polskie odkrycie, czyli Raj Anity Lipnickiej & The Hats. Fantastycznie mi się do nich jeździ, ale sprawdziłam i bez burczenia silnika w tle też brzmią naprawdę fajnie 😉

#Czuję się

Usatysfakcjonowana. Kiedy wspominam ubiegły rok, uświadamiam sobie, jak wiele ważnych i trwałych zmian zaszło przez ten czas w moim życiu. Teraz mogę wreszcie trochę zwolnić i wrócić do równowagi, której tak mi brakowało w 2017. To właśnie moje tegoroczne one little word: RÓWNOWAGA. Przy czym nie chodzi o dozowanie sobie godzin pracy i odpoczynku z aptekarską precyzją. Raczej o bycie w zgodzie ze sobą i dbałość o zaspokajanie wszystkich swoich potrzeb. Samorealizacji – przez intensywną pracę na 100% tak długo, jak widzę, że to działanie mnie uskrzydla. I regeneracji, kiedy tylko poczuję, że moja energia zaczyna się kończyć.

#Chciałabym

Szkic tego tekstu napisałam sobie jeszcze w zeszłym tygodniu i w tym punkcie znajdowało się jedno wycapslockowane zdanie: wreszcie napić się kawy!!! Po świątecznym i noworocznym obżarstwie zrobiliśmy sobie z mężem jaglany detoks (tutaj pisałam o nim więcej), który wymagał od nas odstawienia większości produktów odzwierzęcych, nabiału, soi, zbóż, słodyczy, alkoholu i właśnie kofeiny. Sam detoks znosiłam bez większych problemów – w sumie to nawet z przyjemnością płynącą z testowania nowych przepisów – ale każdego dnia o poranku marzyłam o kawce. O mojej pierwszej, przepysznej, świeżozmielonej kawce z ekspresu. Pitej o świcie z nowego ukochanego kubeczka For.rest, który możecie zobaczyć na zdjęciu głównym.

Detoks się skończył i… wiecie co? To już nie to samo. Kawa przestała mi smakować. Zamiast 2-3 filiżanek wypijam teraz tylko tę pierwszą, poranną – ale też raczej siłą rozpędu niż z prawdziwą rozkoszą. Narwal i morświn dużo częściej niż capuccino goszczą teraz zieloną herbatę 😉

#Jestem wdzięczna za

Za to, że dni stają się coraz dłuższe. Trochę mnie to napawa egzystencjalnym lękiem (bo przecież ledwo była poprzednia wiosna, a tu już zaraz następna!), ale jednak bardziej się cieszę 😉

#Pracuję nad

Powrotem do regularnych ćwiczeń. Nieregularność ostatnich miesięcy niestety mocno wpłynęła na moje sportowe zwyczaje. Nie porzuciłam zajęć całkowicie – z reguły udawało mi się wyrwać na zumbę w weekend i poćwiczyć coś w domu – ale brakuje mi mojego dotychczasowego, żelaznego rytmu. Tęsknię przede wszystkim za… tymi emocjami, które towarzyszą mi po sporcie. Za euforią i czystą radością po zumbie; za pojogowym poczuciem absolutnego spokoju.

Chciałabym też więcej ćwiczyć w domu. Zumba wprawdzie niezbyt się sprawdza w tej wersji (brak klimatu party + każdy trening w domowych warunkach kończy się wpadaniem na meble, co ani mnie, ani meblom szczególnie nie służy 😉 ), ale joga już jak najbardziej. Stąd więc moje pytanie jogiczne do Was! Jak ćwiczycie? I z kim ćwiczycie? Może polecicie mi jakieś fajne kanały, oferujące pełne (najlepiej dłuższe!) sesje? Kojarzę tylko PortalYogi, a wiem, że takich treści jest mnóstwo! Lubię raczej dynamiczne sesje i jestem wielką fanką metody Iyengara, ale nie pogardzę też czymś spokojniejszym na jogowy chillout przed snem 🙂 

#Cieszę się

Aktywnie walczę z moją lękową tendencją do generowania najczarniejszych scenariuszy, więc dla przeciwwagi staram się cieszyć wszystkimi możliwymi drobiazgami. Aktualnie – zieloną herbatą w kubku i tym, że za oknem jest wciąż bardziej biało niż szaro. 

#Uczę się

Chodzić spać przed północą. Ale póki co nie wychodzi 😉

#Czytam

Po skończeniu Niks/Niksów (?) Nathana Hilla, którym poświęciłam całkiem ważne miejsce w przeglądzie najciekawszych książek 2017 roku, zabrałam się za cykl Dzikusy Sabri Louataha. Dzikusy charakteryzowane są jako połączenie sagi rodzinnej z thrillerem politycznym. Opowiadają historię wielopokoleniowej rodziny kabylskiego pochodzenia, której losy splatają się z największym przełomem politycznym we Francji (oto szansę na zostanie prezydentem po raz pierwszy w historii ma imigrant z Algierii). Po przeczytaniu kilkudziesięciu stron trudno mi jeszcze ocenić fabułę, jestem natomiast pod ogromnym wrażeniem językowej sprawności i świetnego ucha Louataha. Dialogi i zachowania bohaterów faktycznie oddają współczesne czasy. Czytałam uwagi, że akcja pierwszego tomu Dzikusów rozwija się bardzo powoli i w związku z tym jest nużąca. Dla mnie jednak nie jest to minus – poznawanie kolejnych członków rodziny Narrusz i ich bardzo skomplikowanych wzajemnych relacji sprawia mi ogromną przyjemność. 

#Oglądam

Na moim netfliksowym koncie króluje ostatnio tylko jeden serial – The Crown. Cieszę się, że po pierwszym, niezbyt udanym podejściu dałam mu drugą szansę, bo tym razem bardzo się wciągnęłam. Wiecie, ja akurat nigdy nie byłam miłośniczką brytyjskiej monarchii i wszystkie okołokrólewskie wydarzenia, od których kipiały Facebooki moich znajomych, mnie omijały szerokim łukiem. Dlatego o tym, w jaki sposób monarchia brytyjska tak naprawdę funkcjonuje (i skąd bierze się to królewskie szaleństwo!) dowiaduję się właściwie dopiero teraz, dzięki oglądaniu serialu. I bardzo doceniam ten edukacyjny aspekt.

Jednak tym, co w Królowej zachwyciło mnie najbardziej, jest fantastyczna gra aktorska. Bardzo teatralna – w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Jestem pod wielkim wrażeniem dialogów, w których pada w gruncie rzeczy niewiele słów, a jednocześnie aż kipią od emocji. Uczta psychologiczna! 😉

#Czekam na

Na ekranizację Patricka Melrose – jednej z moich ulubionych książek ubiegłego roku, o której więcej opowiadałam Wam tutaj i tutaj. Usłyszałam o planach przeniesienia Patricka na telewizyjny ekran już jakiś czas temu i szczerze mówiąc trudno było mi to sobie wyobrazić. Jednak niedawno zobaczyłam pierwszy trailer i przepadłam! Nie mogę się już doczekać, czuję że to będzie naprawdę dobra i mocna rzecz. Tym bardziej, że ojca głównego bohatera gra Hugo Weaving, a samego Patricka – Benedict Cumberbatch 🙂 

I tym serialowym akcentem kończę dzisiejszy tekst. Jakie jest Twoje #tuiteraz w styczniu?
  • Ja też styczeń zaczęłam z przytupem i zaczęłam konsekwentnie (ja? konsekwentnue?! czyli jednak się da!) realizować decyzje podjęte jeszcze w grudniu.

  • Faktycznie widać po tym poście, że sporo się u Ciebie dzieje, ale aż kipi od pozytywnej energii a to dobrze! 🙂 Kubeczki śliczne i bardzo kusisz mnie tym opisem jaglanego detoksu… „Tu i teraz” u mnie? Raczej tak jak ten Twój pierwszy akapit z Blue Monday ale pracuję nad pozytywnym nastawieniem. A „równowaga” rozumiana jako zaspokajanie swoich potrzeb i mądre słuchanie siebie to chyba też moje słowo-klucz na nadchodzący rok…

    • W takim razie mocno trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieję, że ten „blue mondayowy” początek roku ustąpi wkrótce miejsca o wiele przyjemniejszym doświadczeniom <3