#TU I TERAZ: maj 2018

#TU I TERAZ: maj 2018

Jakbym się nie starała utrzymywać regularności w publikacji „tuiterazów“, wiosną jakiś miesiąc wypadnie z nich zawsze. Napisałam w zeszłym roku, że to taka pora, kiedy zdecydowanie więcej żyję niż przeżywam i zdanie to podtrzymuję. Wiosną mniej jest miejsca na refleksję, raczej intensywnie uczestniczę w akcji i produkuję materiał do jesienno-zimowych przemyśleń. I w takim właśnie nastawieniu przystępuję do pisania dzisiejszego, majowego #tu i teraz. 

#Słucham

Nie słucham ostatnio zbyt wielu płyt. Ubolewam nad tym, bo technicznie nic nie stoi na przeszkodzie – wiele czasu spędzam ostatnio w korkach i przestrzeni do zapełnienia dla uszu mam aż nadto. Ciągle sobie projektuję, że w wolnej chwili zgram sobie na płytę jakiegoś audiobooka albo wreszcie ogarnę i podłączę w samochodzie odtwarzacz mp3, ale ten plan jakoś zawsze mi się rozmywa 😉 Kiedy już słucham, wracam do płyty Cheta Fakera Built On Glass, którą odkryłam o tej porze w zeszłym roku. Kojarzy mi się z ciepłymi wieczorami i leniwymi posiadówkami na wiślanych bulwarach albo w jakiejś knajpie nad morzem.

#Czuję się

Od kilku tygodni funkcjonuję w stanie zawieszenia, o którym trochę wspominałam Wam już na Instagramie i w wiadomościach prywatnych. Na początku kwietnia w naszym mieszkaniu zaczął się remont, więc na ten czas wyprowadziliśmy się do innego miejsca – po drugiej stronie Warszawy, w zupełnie nieznanej mi do tej pory dzielnicy. Termin powrotu do domu jest nieokreślony (a właściwie – jak to z remontami – określony, ale co tydzień przesuwa się w jeszcze dalszą przyszłość 😉 ). Początkowo myśleliśmy, że spędzimy tu 2-3 tygodnie, ale jesteśmy już 6… Z jednej strony całkiem już się zadomowiłam w nowym miejscu i odkrywam jego liczne zalety (o czym niżej). Z drugiej, trudno mi się pozbyć poczucia tymczasowości, a wszystkie wady odczuwam szczególnie mocno, ponieważ wiem, że nie muszę się do nich przyzwyczajać na stałe.

Od połowy kwietnia jestem też na stażu klinicznym w Instytucie Psychiatrii i Neurologii – to moja druga wielka zmiana. Staż zdominował mój kalendarz i moje myśli 🙂 Uczę się i rozwijam tak intensywnie i szybko, że aż czuję skrzypienie tworzących się nowych połączeń neuronowych 😉 Bardziej przyziemne zmiany typu: codzienne wstawanie o 6, stanie w korkach, załatwianie wieczorem spraw na które do tej pory miałam cały dzień, przyswoiłam nieoczekiwanie łatwo. Ale fakt jest faktem – mam teraz dużo mniej czasu, co sprawia, że przez ostatnie tygodnie nawet podczas relaksu zasuwam truchcikiem.

Więc jak się czuję? Czuję się jak człowiek w zmianie. Zwykle wydaje nam się, że zmiana to takie krótkie spięcie w życiorysie, a ta moja trwa i trwa. Wiem, że już niebawem z niej wyjdę i wszystko będzie inaczej, ale póki co płynę na tej fali. I czuję… euforię. Bo wiecie, chociaż blog nazywa się Calm Station,to w życiu ja lubię ten spokój serwowany w mniejszych dawkach, po solidnym zmianowym wysiłku.

#Chciałabym

Trochę chciałabym wrócić już do domu. Tęsknię za naszym mieszkaniem i wszystkimi udogodnieniami, które mamy w nim na co dzień. Bardzo jestem też ciekawa efektów remontu i tego, czy wszystko wyjdzie tak fajnie, jak to sobie zaplanowaliśmy. Jednocześnie już wiem, że za niektórymi aspektami mieszkania w innym miejscu będę tęsknić.

#Jestem wdzięczna za

Przede wszystkim za to, jak wiele zieleni widzę teraz codziennie z okien! Tymczasowo zamieszkaliśmy na Bielanach, a to najbardziej zielona dzielnica Warszawy – jedyna, w której nie ma smogu podczas zimowych miesięcy. Zachwyca mnie bliskość Lasu Bielańskiego i dziki, zielony brzeg Wisły. Podczas majówki wybraliśmy się na wycieczkę rowerową. Jadąc między drzewami tuż koło rzeki czułam się tak, jakbym uciekła z Warszawy, zupełnie zapomniałam o szumiącej nad nami Wisłostradzie 😉 Dopiero mieszkanie tutaj uświadomiło mi, jak bardzo tęsknię za zielenią. Niestety z naszego właściwego mieszkania mamy widok tylko na ulice, osiedla, place budowy i biurowce.

#Pracuję nad

Nad tym tekstem 😉 A potem nad kolejnym, i kolejnym… Mam na pisanie bloga zdecydowanie mniej czasu, więc kolejne notki powstają w przerywanym rytmie. Ale za to nie opuszcza mnie motywacja do pisania. Limity czasowe sprawiają, że już nie dręczą mnie te wszystkie lękowo-perfekcjonistyczne rozterki z cyklu „czy pisząc w ten sposób właśnie się nie ośmieszam“. Zwyczajnie szkoda mi poświęcać na to myśli.

#Cieszę się

Bardzo się cieszę, bo ostatnio z różnych stron docierają do mnie informacje, że mój blog komuś w czymś pomógł, kogoś do czegoś ośmielił… Bardzo mnie to zaskakuje i wzrusza. Publikując, zawsze gdzieś z tyłu głowy słyszę głosik, który mówi, że moje przemyślenia są nikomu niepotrzebne, ośmieszające i głupie. Dobre słowa, które do mnie docierają, są przeciwko temu wewnętrznemu krytykowi naprawdę potężną bronią, więc dzięki, dzięki, dzięki!

#Uczę się

O tak, uczę się jak szalona! I wreszcie czuję, że jestem na swoim miejscu. A to uczucie, które naprawdę uskrzydla i niesie mnie przez wszystkie trudniejsze momenty.

#Czytam

Zbliżając się do lata, wchodzę w tryb literatury light 😉 Nabieram ochoty na lżejsze, bardziej gatunkowe teksty – najczęściej kryminały albo fantastykę. Obecnie szykuję się do lektury Dawcy przysięgi, czyli trzeciego tomu Archiwum Burzowego Światła Brandona Sandersona. Pisząc „szykuję się“ mam na myśli systematyczne czytanie streszczeń dwóch poprzednich tomów, które objętościowo mogłyby chyba stworzyć samodzielną książkę (Sanderson znany jest z bicia rekordów, jeśli chodzi o długość tekstów). Jeśli lubicie takie superepickie, tolkienowskie w duchu fabuły, to bardzo Wam Archiwum Burzowego Światła polecam. To taka historia, w której wszystko idzie dokładnie tak, jak się tego po niej spodziewasz. Ale nic nie szkodzi, bo kibicujesz bohaterom, więc kolejne sceny czytasz z coraz szerszym uśmiechem na ustach. A Sandersonowska drobiazgowość i pomysłowość w kreowaniu świata są naprawdę godne szacunku.

#Oglądam

Nie mogąc się już doczekać drugiego sezonu Glow (uwielbiam ten „ejtisowy“ klimat!), wczoraj zaczęłam oglądać Orange Is The New Black. Pierwszy odcinek bardzo mnie zaciekawił, choć nieco irytuje mnie główna bohaterka. Bardzo spodobało mi się natomiast to, że podobnie jak Glow, Orange… jest serialem opowiadającym niemal wyłącznie o kobietach – ostatnio mam dużą potrzebę takich dziewczyńskich fabuł. Oglądaliście Orange Is The New Black? Podobało Wam się?

#Czekam na

Czekam, aż będę mogła zobaczyć efekty naszego remontu. Trochę zaszaleliśmy z dobieraniem kolorów, bardziej tradycyjni znajomi i członkowie ekipy remontowej łapią się za głowę, słysząc o nich… Trzymajcie proszę kciuki, by wszystko wyszło tak fajnie, jak widziałam to oczami wyobraźni – obym nie pożałowała, że koniec końców nie postawiliśmy na szarość, biel i beż.

A jak Wasze tu i teraz w maju? Dajcie znać!

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

  • Uau, no to faktycznie u Ciebie zmiany! I jakie ładne zdjęcie 🙂 Trochę zazdroszczę Bielan do mieszkania, ale nie zazdroszczę drogi, jaką musisz pokonać do Instytutu – przez 5 lat studiów pokonywałam prawie identyczną, tylko w drugą stronę (no i jeszcze bieg przez lasek! nie było wtedy jeszcze nawet chodników :D). Bo masz na myśli ten instytut przy Sobieskiego?
    U mnie ostatnio też aktywnie, z czego przeogromnie się cieszę… czuję, że realizuję teraz takie rzeczy, które w 100% sprawiają mi przyjemność i dają mi satysfakcję. I też widzę, ile z nich się uczę. I coś w tym jest, że gdy robi się tak ciepło, to więcej działamy a mniej czasu poświęcamy refleksji – w tym miesiącu na przykład o wiele mniej czytałam, co do mnie niepodobne ostatnimi czasy. 😛
    Mam nadzieję, że szybko uda Wam się wrócić do mieszkania, a efekty będą dokładnie takie, jak sobie wymarzyliście 🙂 Uściski!

    • Dziękuję Aneta! Zdjęcie starusieńkie, z czasów samych początków bloga, ale nasza rozmowa przypomniała mi o tej sesji 🙂
      Tak, dokładnie ten Instytut mam na myśli. Domyślam się, że to musiała być niezła trasa i szczerze mówiąc akurat za tym aspektem zupełnie nie będę tęsknić… Zwłaszcza że z naszego „stałego” mieszkania będę mogła dojeżdżać do Instytutu na rowerze, czego już nie mogę się doczekać. Choć Las Bielański jest fantastyczny, a kampusy wkomponowane w niego mają mnóstwo uroku. Byliśmy z mężem na spacerze po kampusie AWF i strasznie zazdrościliśmy, że nie mieliśmy okazji tam studiować! Ty na UKSW o ile dobrze pamiętam, ale chyba jest równie blisko natury, prawda? 🙂

  • rudawstazka.wordpress.com

    Kolory w domu to zawsze fajna sprawa. Nie ma co słuchać znajomych i ekipy, bo pewnie zupełnie inaczej sobie to wyobrażają 😀

    • Dziękuję za słowa wsparcia! Już widziałam efekt i jestem zadowolona, ale miałam chwile grozy. Zdecydowaliśmy się na granatowy sufit w łazience i każdy – każdy! – po kolei musiał upewnić się, że to nie pomyłka 😀

  • Trzymam kciuki za efekty remontu – pochwalisz się, jak już będzie skończone? 🙂 A co do zieleni to świetnie Cię rozumiem, tęsknię za nią ogromnie i tak się cieszę, że obok domu mamy las… Zazdroszczę Ci też tego, że jesteś w zmianie bo u mnie niestety pomimo wiosny stagnacja i bardzo mi to przeszkadza. Oby trwała jak najkrócej!

    • Dziękuję, Marta 🙂 Jak tylko wygrzebiemy się wreszcie z pudeł, na pewno zrobię room tour – przynajmniej na Instagramie 😉 Trzymam kciuki za Twoje szybkie wyjście ze stagnacji (choć czytałam ostatni tekst o czerpaniu dobrych rzeczy z zastoju i też bardzo się z nim zgadzam 🙂 ).

  • Pingback: #TU I TERAZ: Czerwiec 2018 - Calm Station()