Sans Parade

Sans Parade

Odkryłam ich zupełnym przypadkiem. Odsłuchiwałam na chybił trafił piosenki polecane mi przez Spotify, co z reguły kończy się zupełną klapą (wyobrażenie Spotify o moim guście jakoś nie zgadza się z moją własną wizją). I pośród tych wszystkich troszkę zbyt popowych, zbyt wesołych, zbyt plumkających utworów, takich z cyklu “bezpłciowe, chociaż sympatyczne” – nagle miłość z miejsca.

Sans Parade to zespół/wykonawca albo bardzo mało jeszcze znany, albo nad wyraz enigmatyczny: internet niewiele o nim mówi, strony na Wikipedii brak, ciężko ustalić, czy to zespół, czy solista (chyba zespół), jakiej są narodowości (Finowie), co właściwie grają (podobno indie pop). Mnie urzekły melancholia i specyficzny chłód ich kompozycji, które – dokładnie tak jak w teledysku – kojarzą mi się z Północą, lodowcami i bardzo chłodnymi, jesiennymi porankami (za dnia może być jeszcze dwadzieścia parę stopni, ale w taki poranek nie masz wątpliwości, że lato już się skończyło). Muzyka dobra na poranne mgły, marznące stopy, wydłużające się wieczory, pierwsze narzucane z niechęcią swetry.

Singiel Hyperborea z płyty Artefacts (lodowiec, gruby szalik, melancholia – te klimaty ♥): 

A więcej można usłyszeć tutaj: płyty Artefacts (2016) i Sans Parade (2013): 

W cyklu 5 zmysłów będę w krótkich słowach (na tyle, na ile umiem) przedstawiać Wam to, czego ostatnio doświadczyłam i co w jakiś sposób mnie poruszyło. To miejsce na piękne zdjęcia, muzykę, filmy, ale też na gotowanie, fajne gadżety i pięknie pachnące kosmetyki – wszystko, czego można doświadczyć zmysłami (co tak naprawdę czyni zbiór poruszanych tu tematów całkowicie otwartym). A ponieważ w ramach swego rodzaju uważnościowego ćwiczenia staram się każdy ze zmysłów wykorzystywać w równym stopniu, coś mi się zdaje, że będzie to kategoria nad wyraz pojemna – i przyjemna! 🙂