Dlaczego nie lubię cytatów motywacyjnych?

Dlaczego nie lubię cytatów motywacyjnych?

Jako osoba od kilku lat związana z internetową branżą psychologiczno-coachingową, śledzę sporo stron poświęconych tej tematyce, a mój facebookowy feed codziennie zalewają rozmaite okołopsychologiczne treści. Pośród nich prym wiedzie jednak jeden, określony typ: cytaty motywacyjne.W końcu wszyscy uwielbiamy cytaty, prawda? To nasze dwa-trzy wersy skoncentrowanej mądrości, błyskawiczna zachęta do działania, słowa otuchy w nudny, pochmurny dzień.

Nie zdradzę tu chyba wielkiego sekretu, jeśli napiszę, że cytaty to jedna z najbardziej lubianych przez internetowych twórców kategorii. Relatywnie niewielka praca włożona w ich stworzenie (chwila researchu, kopiuj-wklej, ewentualnie nałożenie tekstu na obrazek) skutkuje zaangażowaniem odbiorców dużo większym niż wtedy, kiedy publikujemy długi i żmudny, psychoedukacyjny artykuł. Tym bardziej, że ten ładny obrazek z estetycznym hasłem często faktycznie działa na odbiorców. I choć sama piszę o cytatowym boomie w tonie nieco prześmiewczym, ja też często ulegam ich urokowi. Niektóre hasła sobie zapisuję, inne od razu podaję dalej. Kilka razy zdarzyło mi się nawet doświadczyć specyficznych, cytatowych olśnień – oto mądry człowiek z internetu podsumowywał w dwóch wersach wszystko to, co od tygodnia zaprzątało moje myśli. To coś a propos tego popularnego hasła, że wszechświat nam sprzyja i w życiu nie ma przypadków.

Dlaczego więc nie lubię cytatów motywacyjnych?

Wbrew temu, co mogłoby się zdawać, wcale nie chodzi mi o kwestie estetyczne. Owszem, często zgrzytam zębami na widok tekstów banalnych i oczywistych, wypisanych na pierwszym lepszym tle wziętym ze stocka, często bez poszanowania dla podstawowych zasad interpunkcji czy ortografii. Jest taki fanpage: Głupie teksty Helveticą na artystycznych zdjęciach, który zręcznie punktuje te kurioza. Od dłuższego czasu towarzyszy mi jednak myśl, że psychologia jest taką dziedziną, która wymaga od słów maksymalnej prostoty. Że o emocjach i motywacjach warto mówić wprost, nawet jeśli wiąże się z tym balansowanie na granicy banału i kiczu. Wiecie, wszystkie te mądrości typu: „słuchaj głosu serca“ albo „twoje szczęście zależy od twojego nastawienia do życia“. Straszny banał, a jednak nie sposób odmówić im racji.

Myślę sobie też, że każdy kiedyś styka się z tą tematyką po raz pierwszy i te straszne banały na początku wydają mu się prawdziwym objawieniem. Teraz mogę sobie chichotać pod nosem, ale kiedy miałam kilkanaście lat, ja też zachwycam się Potęgą podświadomości i byłam pod wrażeniem przesłania Alchemika. Niech więc te cytaty będą sobie kiczowate i banalne. Jeżeli komuś to pomaga – a z tego co obserwuję, wielu osobom faktycznie pomaga – to wszystko jest okej. Problem moim zdaniem leży w innym miejscu.

Motywacyjny stereotyp

Wśród studentów psychologii krąży taki żarcik, że uniwersalną odpowiedzią na każde postawione psychologowi pytanie zawsze jest: „to zależy“. [W moim przypadku faktycznie tak to działa – co niestety czasem wyprowadza z równowagi moich bliskich 😉 ] Na ludzką psychikę ma wpływ tyle indywidualnych czynników, że każda próba ich uogólnienia zawsze kończy się dużym spłyceniem i pewną stereotypizacją. Tymczasem popularne w sieci cytaty motywacyjne działają w taki właśnie sposób. Podają psychologiczne recepty na sukces, miłość i szczęście w formie uproszczonej, jednowymiarowej i kategorycznej. W tej internetowej pseudopsychologii ludzie dzielą się najczęściej na dwie rozłączne grupy o zestawach przeciwstawnych cech, a przynależność do jednej jest równoznaczna z przeciwstawieniem się drugiej. Internetowe motywatory kochają opozycje i kontrasty. Jesteś albo silny, albo słaby. Jeśli nie zwycięstwo, to porażka. Dużo w nich zniekształcających dychotomii – słów typu „zawsze“, „nigdy“, „każdy“ albo „nikt“.

Prawdziwe życie jest ociupinkę bardziej skomplikowane – na szczęście! Wszyscy mamy gorsze i lepsze dni, czujemy potrzebę zagrzebania się w swojej strefie komfortu i doświadczamy poniedziałkowych kryzysów nawet w najfajniejszej pracy. To jest całkowicie normalne, zdrowe, fajne i okej. Z całą swoją ostrożnością wobec dychotomicznych określeń zaryzykuję stwierdzenie, że każdy czasem tak ma. Każdy – poza ideałem z motywujących cytatów, bo temu chce się działać zawsze i nie poddaje się nigdy. W internetowej dyktaturze nieustannego działania brakuje czasu na zatrzymanie się i krytyczną refleksję. Łatwo zapomnieć, że to cytat jest upraszczający i zamiast tego oskarżyć samego siebie o lenistwo, malkontenctwo i demotywację. Przecież Einstein, Lincoln, amerykański multimilioner i inni spece od sukcesu nie mogą się mylić. Bardziej prawdopodobne jest, że to ja robię coś nie tak.

Najgorsze cytaty motywacyjne – moje typy

Z Waszą facebookową pomocą stworzyłam listę cytatów, które podtrzymują opisywany powyżej motywacyjny stereotyp. Nie neguję tego, że komuś faktycznie mogą pomagać i zachęcać do działania. Sama do pewnego czasu zgadzałam się z niektórymi z nich. Ale po czasie dotarło do mnie, że życie jest jednak odrobinkę bardziej skomplikowane. I że nie ma uniwersalnej recepty na szczęście, nie ma dobrej dla wszystkich motywacji. Właśnie dlatego warto na nie spojrzeć krytycznym okiem – by pamiętać, że nawet jeśli nasze zachowanie znacząco odbiega od internetowego wzorca, wszystko jest z nami okej.

Oto lista moich typów:

1. „Wybierz sobie zawód, który lubisz, a nigdy nie będziesz zmęczony“

Cytat przypisywany Konfucjuszowi, który swego czasu nieźle namieszał mi w głowie. Bo widzicie, mam to szczęście, że zawsze robiłam w życiu to, co lubię. A czułam się zmęczona i tak. I nie tylko zmęczona – często przerażona, znudzona albo zła. Długo miałam w związku z tym wyrzuty sumienia i zastanawiałam się, co jest ze mną nie tak. W końcu znalazłam pracę marzeń, a ja jeszcze narzekam…? Dopiero po czasie dotarło do mnie, że każde – nawet najprzyjemniejsze obowiązki – wiążą się ze zmęczeniem. I że nawet najfajniejsza praca bywa nudna, wkurzająca i męcząca.

2. „Kto nie idzie do przodu, ten się cofa“

Te przypisywanemu Goethemu słowa dobrze obrazują pewien szerszy, charakterystyczny dla naszych czasów trend. To przekonanie, że nie można się ani na chwilę zatrzymać – musimy nieustannie zdobywać nowe kompetencje i angażować się w nowe działania. A przecież czas poświęcony na zatrzymanie się i ewaluację dotychczasowych osiągnięć wcale nie jest czasem straconym. Pamiętacie jeszcze, w jaki sposób uczyliśmy się w szkole? Każdy blok materiału kończył się obowiązkowym powtórzeniem i sprawdzianem wiedzy, dopiero potem można było przejść do nowych treści. Pogoń za rozwijaniem wciąż nowych kompetencji bez poświęcania czasu na weryfikację już zdobytej wiedzy to dla mnie taki rozwojowy konsumpcjonizm. Dzieje się dużo i szybko, ale w gruncie rzeczy niewiele z tego wynika.

3. „Nie ma żadnego usprawiedliwienia, by nie stać się kimś wielkim“ (Tom Peters)

Jest dla mnie coś przerażającego w tych słowach. W świetle tego cytatu życie wydaje się rywalizacją, w której są jacyś „wielcy“ i jacyś „mali“. Co gorsze – musisz chcieć stać się tym „wielkim“. Jeśli nie masz na to ochoty – coś jest z tobą nie tak. Jeśli ci się nie uda, to też nie ma co szukać usprawiedliwień, bo to wyłącznie twoja wina – pewnie nie byłeś wystarczająco zmotywowany. Brr.

4. „Jesteś biedny, bo jeszcze nie zdecydowałeś się być bogatym“ (Brian Tracy)

I dalej: masz nadwagę, bo nie zdecydowałeś, że będziesz szczupły. Nieefektywnie marnujesz czas, bo nie zdecydowałeś się jeszcze być bardziej produktywnym. Cytatów tego typu jest mnóstwo i to chyba najbardziej obśmiewana kategoria na wszystkich stronach w stylu Zdelegalizować coaching i rozwój osobisty. Reprezentuje ten najbardziej moim zdaniem szkodliwy typ, w którym samo założenie ma jakiś sens, ale zostaje przedstawione w tak uproszczony sposób, że staje się absurdalne. Czy dla osiągnięcia jakiegoś celu kluczowe znaczenie ma to, że zdecydowałeś się go osiągnąć? To chyba warunek sine qua non. Niestety poza samą decyzją potrzeba jeszcze kilku innych czynników – drobiazgów takich jak konsekwencja, szczęście czy ciężka praca 😛 – a o tym nikt nie wspomina.

5. „Nie brakuje ci czasu, tylko dyscypliny/organizacji“

Miałam taki dziwny moment w życiu, kiedy jednocześnie studiowałam psychologię, robiłam doktorat, zaczęłam nową pracę i przejęłam dużą część obowiązków zawodowych od mamy, prowadziłam bloga i kończyłam remont. Do tego starałam się dbać o związek, regularnie spotykać z przyjaciółmi, zdrowo gotować i być fit. Funkcjonowałam wtedy w trybie zombie, ale cały czas powtarzałam sobie, że dam radę to wszystko pogodzić, po prostu muszę się lepiej zorganizować. Na szczęście dla mnie, w pewnym momencie zrozumiałam że jedynym sposobem, by „lepiej to zorganizować“, jest po prostu coś sobie odpuścić. Jasne, organizacja i dyscyplina na pewno wiele ułatwiają, ale doba nie jest z gumy i pewnych ograniczeń zwyczajnie nie jesteśmy w stanie przeskoczyć.

6. „Jeśli coś ci się nie podoba – to nie narzekaj, tylko zrób coś z tym“ (Robert Kiyosaki)

Przyznaję, że sama nie przepadam za narzekaniem i do pewnego momentu widziałam w tych słowach sporo racji. Teraz myślę sobie jednak, że są dosyć naiwne. To takie uniwersalne: „jak ci się nie podoba, to zrób lepiej“. Oczywiście, jeśli coś nam nie pasuje, warto się zastanowić, czy możemy coś z tym zrobić. Czasem jednak zwyczajnie brakuje na to sił albo możliwości. Narzekanie bywa irytujące dla otoczenia, ale jest też formą terapii. Pozwala wyrzucić z siebie negatywne emocje albo zwyczajnie poprosić drugą osobę o uwagę. Warto o tym pamiętać.

7. „Nigdy nie narzekaj, że idziesz pod górkę, jeśli zdecydowałeś, że idziesz na szczyt“

Trafiłam na te wspaniałe słowa dopiero robiąc research do tego tekstu, ale z miejsca zaskarbiły sobie pozycję na liście 😉 Poza zakazem narzekania, który opisywałam w przykładzie wyżej, widzę tutaj jeszcze jeden, negatywny aspekt. To takie przekonanie, że skoro już zdecydowałeś się zrealizować jakiś swój cel, musisz być konsekwentny i nie wolno ci okazywać słabości. Przykładowo: jeśli jesteś pracującą mamą i w związku z tym codziennie siedzisz przed komputerem do trzeciej w nocy, nie wolno ci narzekać, że się nie wyspałaś. Przecież sama tego chciałaś, to twoja decyzja, więc zaciśnij zęby i bez gadania rób co trzeba. To bardzo niebezpieczne przekonanie – mnie takie zaciskanie zębów i nieokazywanie słabości nie dało nic poza depresją.

8. „Wszystko czego pragniesz jest poza twoją strefą komfortu“ / „Life begins at the end of your comfort zone“

Znane i lubiane uproszczenie, w którym strefa komfortu staje się ucieleśnieniem wszystkiego, co w nas leniwe, lękliwe i marudne. A przecież, wbrew obiegowej opinii, rozwój wcale nie polega na wyskakiwaniu z tej strefy i rzucaniu się w swoje największe lęki w stylu kamikadze, tylko raczej na stopniowym poszerzaniu jej granic. Sama pisałam o szkodliwości tego przekonania w notce ➡ Kiedy samorozwój staje się pułapką. Polecam też teksty opublikowane przez Andrzeja Tucholskiego i portal Zdrowa Głowa.

9. „Żyj tak, jakby miało nie być jutra“

Internetowy renesans carpe diem bardzo trafnie skomentowała na swoim blogu Riennahera. „Życie tak, jakby miało nie być jutra“ nakłada na nas bardzo dużą presję. Presję działania zawsze na 100% możliwości, robienia zawsze rzeczy proaktywnych, konstruktywnych i potrzebnych, ba! – robienia za wszelką cenę czegokolwiek. Jeśli jutra może nie być, to poświęcenie dnia na jakieś tam głupie klikanie albo leżenie pod kocem wydaje się czymś przerażającym. Umiecie bez wyrzutów sumienia „zmarnować“ dzień? Ja mimo wielu miesięcy ćwiczeń wciąż mam z tym problem, tak silna jest we mnie presja tego działania zawsze na sto procent.

A Wy – dopisalibyście coś do tej listy? Jakie hasła i internetowe motywacyjne mity irytują Was najbardziej? 

Fot. Smart / Unsplash 

  • Och jaki świetny ten Twój wpis… rewela! Zgadzam się w zupełności, cytaty upraszczają i często dalekie są od rzeczywistości, ale dużo zależy od tego, jak je potraktujemy. 🙂 Jeśli literalnie, wiadomo, nasze zażalenia będą usprawiedliwione. Ale z takimi cytatami jest tak, że każdy weźmie z nich dokładnie tyle, ile mu potrzeba. Są osoby „uczulone” na rozwój osobisty i karmią swoje ego wyśmiewając najbardziej oczywiste hasła, bo są banalne. Ale kto powiedział, że to, co jest prawdą, jest skomplikowane? 😉 Inni powiedzą, że nie jest to cała prawda – że jest coś więcej, a rzeczywistość jest bardziej złożona… ale tak jak mówisz, pewnie był etap w ich życiu, kiedy te słowa do nich trafiały. 🙂
    Ale to, co najbardziej uderza mnie w hasłach, to wartości. Baaardzo zauważalnie zmierzające w innym kierunku, niż chciałabym, by zmierzało moje, prywatne nastawienie do życia, siebie i innych ludzi.
    Z cytatów, które przedstawiłaś, wyłączyłabym carpe diem – tu myślę, że rozchodzi się o to, jak rozumiemy to hasło i ew. jak uważamy, że powinniśmy przeżyć swój ostatni dzień – ja myślę, że wcale nie superproduktywnie w potocznym myśleniu o produktywności, ale w pełni świadomie i tu i teraz. I szczerze mówiąc cytat ten rozumiem wyłącznie jako nawoływanie do życia w teraźniejszości, a to coś przeciwnego rozumieniu, o którym piszesz.
    I drugi cytat, który uważam za wartościowy: „nie narzekaj, że idziesz pod górkę, skoro zmierzasz na szczyt”. Ja rozumiem to w ten sposób: wartościowa druga zawsze jest trudna. Zauważ to i doceń.

    • Aneta, dziękuję za Twój wnikliwy komentarz, czytanie ich zawsze sprawia mi dużą przyjemność 🙂 Co do naszych różnic w interpretowaniu cytatów: super, że o tym napisałaś, bo to dla mnie właśnie kolejne fantastyczne potwierdzenie tego „to zależy”, o którym piszę. Okazuje się, że – jak to chyba zawsze ze słowem pisanym bywa – można przeczytać ten sam tekst i rozumieć go zupełnie inaczej. Po Twoich słowach spojrzałam na ostatni cytat świeżym okiem i faktycznie uderzyło mnie, że można go zinterpretować również w taki uważnościowy sposób, o którym piszesz. Moja irytacja wobec promowanej przez inne hasła presji produktywności przełożyła się też na te słowa i dopisała im znaczenie, którego ktoś inny być może wcale by w nich nie zauważył 🙂

      • Matylda, ja też kiedyś Carpe diem rozumiałam całkiem opacznie. Ale carpe diem to stoicyzm, mowa o chwytaniu dnia, chwytaniu chwili, stoicyzm jest bardzo blisko mindfulness. Ale ponieważ ta sentencja krąży wyjęta z kontekstu, to nabudowało się na niej dużo konotacji niespójnych z filozofią Horacego. Tak naprawdę o co biega, pojęłam dopiero na studiach. 🙂

  • Ten wpis był mi bardzo potrzebny. Szczerze mówiąc, od dawna miałam po dziurki w nosie motywacyjnych cytatów pojawiających się na fanpage’ach. Ale chyba jeszcze bardziej przeszkadza mi presja. Presja bycia szczęśliwym, presja dbania o każdy aspekt ciała, presja ciągłego samorozwoju. Zazwyczaj jej ulegam. Albo inaczej, sama na siebie nakładam taką presję: masz być lepsza, masz pracować więcej, masz jeszcze bardziej pocić się na siłowni.

    Z Twoich cytatów, moim absolutnie „ulubionym” jest „Jesteś biednym, bo…”. Nie wszyscy startujemy z tej samej pozycji. Nie wszyscy mamy czysty dom, cudownych rodziców, gotówkę odłożoną na lokacie (to tylko przykłady, które mogą pomóc, ale czasem mogą też zaszkodzić). Nie każdy ma talent, sprawność, umiejętności. Niektórzy odkrywają swoje zainteresowania w wieku 9 lat i je rozwijają, a inni w wieku 30 lat i mają zupełnie inną perspektywę na swój rozwój. Chodzi mi o to, że żadne postanowienie nie staje się od razu prawdą. Czasem ciężka praca pomoże, a czasem los będzie chciał inaczej i zupełnie odwróci nam bieg przyszłości. Ze mną tak było. Od dziecka nauczyciele mi powtarzali, że mam takie a takie możliwości, porównywali innych do mnie, doceniali za pracowitość. Właśnie przez to, że wywierali presję (pewnie w dobrej wierze), kiedy musiałam zrezygnować ze studiów, żeby zająć siostrą, nie mogłam tego zaakceptować. Czułam się gorsza, czułam się niespełniona, a przede wszystkim czułam, że poniosłam w życiu ogromną porażkę. Za tydzień na imprezie rodzinnej spotkam się z byłą znajomą. Ona skończyła dwa kierunki studiów, ma mieszkanie na kredyt, męża i stałą, solidną pracę. Ja mam zaledwie licencjat, mieszkam w domu rodzinnym, do wystawnego wesela finansowo mi daleko, a własna działalność, którą prowadzę, jest dla wielu fanaberią. Porównuję się, boję się tego spotkania, bo ciągle myślę o sobie w kategorii porażki.

    Dlatego tak negatywnie odnoszę się do cytatów motywacyjnych. Mają mało wspólnego z rzeczywistym życiem, nie zakładają gorszych chwil, kaprysów losu, przykrych sytuacji, które wydarzają się każdego dnia. Traktują też nadmierną ambicję i pracoholizm za coś dobrego. A przecież przesada w żadną stronę nam nie służy.

    • Kinga, bardzo poruszył mnie Twój komentarz i mocno identyfikuję się z tym, co piszesz. Czytając Twoją historię, pomyślałam sobie, że chyba właśnie na tym polega problem: internetowe motywacje pasują do pewnego typowego modelu człowieka / sukcesu / kariery. Jeśli od niego odstajesz, łatwo poczuć, że coś jest z tobą nie w porządku, że coś zrobiłeś źle. A przecież w jakiś sposób odstaje każdy z nas…

      Moje życie zawodowe wygląda tak a nie inaczej, bo mój tata przed swoją śmiercią zadbał o to, żeby mnie finansowo zabezpieczyć. Od 18 roku życia miałam więc dużą swobodę w podejmowaniu decyzji bez strachu, czy będę w stanie się utrzymać, i mogłam rozwijać swoje pasje. Często słyszę, że ktoś mi tego zazdrości, bo mam w życiu tak lekko. Jeszcze częściej sama sobie tak mówię, bo przecież w życiu trzeba ciężko pracować na własny sukces. Z zewnątrz nie widać tego, jakim bólem okupiony jest ten mój życiowy komfort. I że tym sukcesem czasem może być po prostu przetrwanie tego, co cię spotyka.

      A niestety presja pozytywności, o której wspominasz, cały czas jest duża. Tak duża, że aż trochę mi głupio publikować ten komentarz, bo jakiś taki… zbyt poważny? Bez żartobliwego akcentu? Myślę sobie jednak, że warto dawać sobie przestrzeń na tę powagę i nie bać się mówić o tym wprost. W końcu właśnie to składa się na to, kim jesteśmy.

  • Ja też nie przepadam.
    Lubię z kolei jak sama takie cytaty wynajduję w książkach i z jakiś powodów są ważne dla mnie.
    Dużo bardziej to do mnie przemawia.
    Pozdrawiam ciepło! 🙂

    • Też bardzo to lubię! I lubię wracać do nich po kilku latach, by sprawdzić, czy po czasie przemawiają do mnie równie mocno co kiedyś 🙂

  • Więc zapraszam na cytaty 🙂

  • No to jestem jakiś dziwny, bo w większości przypadków zgadzam się właśnie z tymi cytatami 🙂

    • Ja też jestem „dziwny”. Lubię cytaty, bo w jednym zdaniu skumulowana jest mądra myśl. Np. „Jesteś tym, o czym myślisz”. Do cytatów trzeba mieć dystans i trochę wyobraźni. Jeśli ktoś dosadnie je odbiera – może źle na tym wyjść. Przenośnia. Zresztą nawet 10 przykazań czy Biblia zbudowana jest z metafor – a podobno są bardzo popularne 😉 Każdy lubi co innego.

    • Aleksandra Worek-Skupien

      Ale może dla Ciebie są one pomocne :). Co nie znaczy,że wszystkim służą tak samo :).

  • Pingback: Miesiąc w skrócie | Czerwiec/lipiec 2017 | Zen Blog()

  • Nawet nie myślałam o cytatach w ten sposób chociaż to może też kwestia tego, że unikam facebookowych sentencji, a szukam tylko wartościowych, życiowych fragmentów np. z książek, które czytam, a przemawiają one do mnie albo wywołują emocje. Rzadko szukam motywacyjnych, a już w ogole odrzucają mnie te, które – jak wspomniałaś – wykonane są na szybko, bez uwagi i poszanowania dla danej myśli w cytacie zamieszczonej.

    • Ja też miałam na myśli właśnie te facebookowe sentencje, a nie cytaty w ogóle. Myślę, że takie kolekcjonowanie samodzielnie wyszperanych w książkach słów ma dużo więcej sensu. Są z jednej strony dużo bardziej zindywidualizowane (bo z jakiegoś powodu zwróciliśmy uwagę akurat na ten fragment), z drugiej – osadzone w kontekście całości, więc łatwiej uniknąć spłycenia. Sama dużo sobie w książkach podkreślam, choć zawsze zaskakuje mnie, że ten mój cytatowy gust bardzo się zmienia w czasie i podczas ponownej lektury po kilku latach mam ochotę podkreślać już zupełnie inne fragmenty 😉

      • O, ale to jest prawda z tym, że uwielbienie dla konkretnych cytatów się zmienia. Ja miałam taki problem, że np. zapisywałam sobie jakiś cytat w zeszycie, a po kilku tygodniach przeglądałam zeszyt i juz jakoś na mnie nie działał. Ba, mogłabym powiedzieć, że jakoś tak obojętnie obok niego przechodziłam. Ale w sumie podobnie podchodzę do książek ogólnie. Czytając coś po raz kolejny zupełnie na coś innego zwracam uwagę.

        • Moja mama ma taką zasadę, że kiedy jakaś książka szczególnie jej się spodoba, nigdy nie czyta jej po raz drugi – właśnie dlatego, że wtedy spodobałyby się jej zupełnie inne rzeczy niż za pierwszym razem i mogłaby stracić tę pierwotną magię 😉

          • A to też jest fakt. Dlatego ja rzadko wracam do książek, które już czytałam. No chyba że to”Harry Potter”.

  • Pingback: „Szczęście. Poradnik dla pesymistów“ Oliver Burkeman - Calm Station()