Dlaczego nie lubię cytatów motywacyjnych?

Dlaczego nie lubię cytatów motywacyjnych?

Jako osoba od kilku lat związana z internetową branżą psychologiczno-coachingową, śledzę sporo stron poświęconych tej tematyce, a mój facebookowy feed codziennie zalewają rozmaite okołopsychologiczne treści. Pośród nich prym wiedzie jednak jeden, określony typ: cytaty motywacyjne.W końcu wszyscy uwielbiamy cytaty, prawda? To nasze dwa-trzy wersy skoncentrowanej mądrości, błyskawiczna zachęta do działania, słowa otuchy w nudny, pochmurny dzień.

Nie zdradzę tu chyba wielkiego sekretu, jeśli napiszę, że cytaty to jedna z najbardziej lubianych przez internetowych twórców kategorii. Relatywnie niewielka praca włożona w ich stworzenie (chwila researchu, kopiuj-wklej, ewentualnie nałożenie tekstu na obrazek) skutkuje zaangażowaniem odbiorców dużo większym niż wtedy, kiedy publikujemy długi i żmudny, psychoedukacyjny artykuł. Tym bardziej, że ten ładny obrazek z estetycznym hasłem często faktycznie działa na odbiorców. I choć sama piszę o cytatowym boomie w tonie nieco prześmiewczym, ja też często ulegam ich urokowi. Niektóre hasła sobie zapisuję, inne od razu podaję dalej. Kilka razy zdarzyło mi się nawet doświadczyć specyficznych, cytatowych olśnień – oto mądry człowiek z internetu podsumowywał w dwóch wersach wszystko to, co od tygodnia zaprzątało moje myśli. To coś a propos tego popularnego hasła, że wszechświat nam sprzyja i w życiu nie ma przypadków.

Dlaczego więc nie lubię cytatów motywacyjnych?

Wbrew temu, co mogłoby się zdawać, wcale nie chodzi mi o kwestie estetyczne. Owszem, często zgrzytam zębami na widok tekstów banalnych i oczywistych, wypisanych na pierwszym lepszym tle wziętym ze stocka, często bez poszanowania dla podstawowych zasad interpunkcji czy ortografii. Jest taki fanpage: Głupie teksty Helveticą na artystycznych zdjęciach, który zręcznie punktuje te kurioza. Od dłuższego czasu towarzyszy mi jednak myśl, że psychologia jest taką dziedziną, która wymaga od słów maksymalnej prostoty. Że o emocjach i motywacjach warto mówić wprost, nawet jeśli wiąże się z tym balansowanie na granicy banału i kiczu. Wiecie, wszystkie te mądrości typu: „słuchaj głosu serca“ albo „twoje szczęście zależy od twojego nastawienia do życia“. Straszny banał, a jednak nie sposób odmówić im racji.

Myślę sobie też, że każdy kiedyś styka się z tą tematyką po raz pierwszy i te straszne banały na początku wydają mu się prawdziwym objawieniem. Teraz mogę sobie chichotać pod nosem, ale kiedy miałam kilkanaście lat, ja też zachwycam się Potęgą podświadomości i byłam pod wrażeniem przesłania Alchemika. Niech więc te cytaty będą sobie kiczowate i banalne. Jeżeli komuś to pomaga – a z tego co obserwuję, wielu osobom faktycznie pomaga – to wszystko jest okej. Problem moim zdaniem leży w innym miejscu.

Motywacyjny stereotyp

Wśród studentów psychologii krąży taki żarcik, że uniwersalną odpowiedzią na każde postawione psychologowi pytanie zawsze jest: „to zależy“. [W moim przypadku faktycznie tak to działa – co niestety czasem wyprowadza z równowagi moich bliskich 😉 ] Na ludzką psychikę ma wpływ tyle indywidualnych czynników, że każda próba ich uogólnienia zawsze kończy się dużym spłyceniem i pewną stereotypizacją. Tymczasem popularne w sieci cytaty motywacyjne działają w taki właśnie sposób. Podają psychologiczne recepty na sukces, miłość i szczęście w formie uproszczonej, jednowymiarowej i kategorycznej. W tej internetowej pseudopsychologii ludzie dzielą się najczęściej na dwie rozłączne grupy o zestawach przeciwstawnych cech, a przynależność do jednej jest równoznaczna z przeciwstawieniem się drugiej. Internetowe motywatory kochają opozycje i kontrasty. Jesteś albo silny, albo słaby. Jeśli nie zwycięstwo, to porażka. Dużo w nich zniekształcających dychotomii – słów typu „zawsze“, „nigdy“, „każdy“ albo „nikt“.

Prawdziwe życie jest ociupinkę bardziej skomplikowane – na szczęście! Wszyscy mamy gorsze i lepsze dni, czujemy potrzebę zagrzebania się w swojej strefie komfortu i doświadczamy poniedziałkowych kryzysów nawet w najfajniejszej pracy. To jest całkowicie normalne, zdrowe, fajne i okej. Z całą swoją ostrożnością wobec dychotomicznych określeń zaryzykuję stwierdzenie, że każdy czasem tak ma. Każdy – poza ideałem z motywujących cytatów, bo temu chce się działać zawsze i nie poddaje się nigdy. W internetowej dyktaturze nieustannego działania brakuje czasu na zatrzymanie się i krytyczną refleksję. Łatwo zapomnieć, że to cytat jest upraszczający i zamiast tego oskarżyć samego siebie o lenistwo, malkontenctwo i demotywację. Przecież Einstein, Lincoln, amerykański multimilioner i inni spece od sukcesu nie mogą się mylić. Bardziej prawdopodobne jest, że to ja robię coś nie tak.

Najgorsze cytaty motywacyjne – moje typy

Z Waszą facebookową pomocą stworzyłam listę cytatów, które podtrzymują opisywany powyżej motywacyjny stereotyp. Nie neguję tego, że komuś faktycznie mogą pomagać i zachęcać do działania. Sama do pewnego czasu zgadzałam się z niektórymi z nich. Ale po czasie dotarło do mnie, że życie jest jednak odrobinkę bardziej skomplikowane. I że nie ma uniwersalnej recepty na szczęście, nie ma dobrej dla wszystkich motywacji. Właśnie dlatego warto na nie spojrzeć krytycznym okiem – by pamiętać, że nawet jeśli nasze zachowanie znacząco odbiega od internetowego wzorca, wszystko jest z nami okej.

Oto lista moich typów:

1. „Wybierz sobie zawód, który lubisz, a nigdy nie będziesz zmęczony“

Cytat przypisywany Konfucjuszowi, który swego czasu nieźle namieszał mi w głowie. Bo widzicie, mam to szczęście, że zawsze robiłam w życiu to, co lubię. A czułam się zmęczona i tak. I nie tylko zmęczona – często przerażona, znudzona albo zła. Długo miałam w związku z tym wyrzuty sumienia i zastanawiałam się, co jest ze mną nie tak. W końcu znalazłam pracę marzeń, a ja jeszcze narzekam…? Dopiero po czasie dotarło do mnie, że każde – nawet najprzyjemniejsze obowiązki – wiążą się ze zmęczeniem. I że nawet najfajniejsza praca bywa nudna, wkurzająca i męcząca.

2. „Kto nie idzie do przodu, ten się cofa“

Te przypisywanemu Goethemu słowa dobrze obrazują pewien szerszy, charakterystyczny dla naszych czasów trend. To przekonanie, że nie można się ani na chwilę zatrzymać – musimy nieustannie zdobywać nowe kompetencje i angażować się w nowe działania. A przecież czas poświęcony na zatrzymanie się i ewaluację dotychczasowych osiągnięć wcale nie jest czasem straconym. Pamiętacie jeszcze, w jaki sposób uczyliśmy się w szkole? Każdy blok materiału kończył się obowiązkowym powtórzeniem i sprawdzianem wiedzy, dopiero potem można było przejść do nowych treści. Pogoń za rozwijaniem wciąż nowych kompetencji bez poświęcania czasu na weryfikację już zdobytej wiedzy to dla mnie taki rozwojowy konsumpcjonizm. Dzieje się dużo i szybko, ale w gruncie rzeczy niewiele z tego wynika.

3. „Nie ma żadnego usprawiedliwienia, by nie stać się kimś wielkim“ (Tom Peters)

Jest dla mnie coś przerażającego w tych słowach. W świetle tego cytatu życie wydaje się rywalizacją, w której są jacyś „wielcy“ i jacyś „mali“. Co gorsze – musisz chcieć stać się tym „wielkim“. Jeśli nie masz na to ochoty – coś jest z tobą nie tak. Jeśli ci się nie uda, to też nie ma co szukać usprawiedliwień, bo to wyłącznie twoja wina – pewnie nie byłeś wystarczająco zmotywowany. Brr.

4. „Jesteś biedny, bo jeszcze nie zdecydowałeś się być bogatym“ (Brian Tracy)

I dalej: masz nadwagę, bo nie zdecydowałeś, że będziesz szczupły. Nieefektywnie marnujesz czas, bo nie zdecydowałeś się jeszcze być bardziej produktywnym. Cytatów tego typu jest mnóstwo i to chyba najbardziej obśmiewana kategoria na wszystkich stronach w stylu Zdelegalizować coaching i rozwój osobisty. Reprezentuje ten najbardziej moim zdaniem szkodliwy typ, w którym samo założenie ma jakiś sens, ale zostaje przedstawione w tak uproszczony sposób, że staje się absurdalne. Czy dla osiągnięcia jakiegoś celu kluczowe znaczenie ma to, że zdecydowałeś się go osiągnąć? To chyba warunek sine qua non. Niestety poza samą decyzją potrzeba jeszcze kilku innych czynników – drobiazgów takich jak konsekwencja, szczęście czy ciężka praca 😛 – a o tym nikt nie wspomina.

5. „Nie brakuje ci czasu, tylko dyscypliny/organizacji“

Miałam taki dziwny moment w życiu, kiedy jednocześnie studiowałam psychologię, robiłam doktorat, zaczęłam nową pracę i przejęłam dużą część obowiązków zawodowych od mamy, prowadziłam bloga i kończyłam remont. Do tego starałam się dbać o związek, regularnie spotykać z przyjaciółmi, zdrowo gotować i być fit. Funkcjonowałam wtedy w trybie zombie, ale cały czas powtarzałam sobie, że dam radę to wszystko pogodzić, po prostu muszę się lepiej zorganizować. Na szczęście dla mnie, w pewnym momencie zrozumiałam że jedynym sposobem, by „lepiej to zorganizować“, jest po prostu coś sobie odpuścić. Jasne, organizacja i dyscyplina na pewno wiele ułatwiają, ale doba nie jest z gumy i pewnych ograniczeń zwyczajnie nie jesteśmy w stanie przeskoczyć.

6. „Jeśli coś ci się nie podoba – to nie narzekaj, tylko zrób coś z tym“ (Robert Kiyosaki)

Przyznaję, że sama nie przepadam za narzekaniem i do pewnego momentu widziałam w tych słowach sporo racji. Teraz myślę sobie jednak, że są dosyć naiwne. To takie uniwersalne: „jak ci się nie podoba, to zrób lepiej“. Oczywiście, jeśli coś nam nie pasuje, warto się zastanowić, czy możemy coś z tym zrobić. Czasem jednak zwyczajnie brakuje na to sił albo możliwości. Narzekanie bywa irytujące dla otoczenia, ale jest też formą terapii. Pozwala wyrzucić z siebie negatywne emocje albo zwyczajnie poprosić drugą osobę o uwagę. Warto o tym pamiętać.

7. „Nigdy nie narzekaj, że idziesz pod górkę, jeśli zdecydowałeś, że idziesz na szczyt“

Trafiłam na te wspaniałe słowa dopiero robiąc research do tego tekstu, ale z miejsca zaskarbiły sobie pozycję na liście 😉 Poza zakazem narzekania, który opisywałam w przykładzie wyżej, widzę tutaj jeszcze jeden, negatywny aspekt. To takie przekonanie, że skoro już zdecydowałeś się zrealizować jakiś swój cel, musisz być konsekwentny i nie wolno ci okazywać słabości. Przykładowo: jeśli jesteś pracującą mamą i w związku z tym codziennie siedzisz przed komputerem do trzeciej w nocy, nie wolno ci narzekać, że się nie wyspałaś. Przecież sama tego chciałaś, to twoja decyzja, więc zaciśnij zęby i bez gadania rób co trzeba. To bardzo niebezpieczne przekonanie – mnie takie zaciskanie zębów i nieokazywanie słabości nie dało nic poza depresją.

8. „Wszystko czego pragniesz jest poza twoją strefą komfortu“ / „Life begins at the end of your comfort zone“

Znane i lubiane uproszczenie, w którym strefa komfortu staje się ucieleśnieniem wszystkiego, co w nas leniwe, lękliwe i marudne. A przecież, wbrew obiegowej opinii, rozwój wcale nie polega na wyskakiwaniu z tej strefy i rzucaniu się w swoje największe lęki w stylu kamikadze, tylko raczej na stopniowym poszerzaniu jej granic. Sama pisałam o szkodliwości tego przekonania w notce ➡ Kiedy samorozwój staje się pułapką. Polecam też teksty opublikowane przez Andrzeja Tucholskiego i portal Zdrowa Głowa.

9. „Żyj tak, jakby miało nie być jutra“

Internetowy renesans carpe diem bardzo trafnie skomentowała na swoim blogu Riennahera. „Życie tak, jakby miało nie być jutra“ nakłada na nas bardzo dużą presję. Presję działania zawsze na 100% możliwości, robienia zawsze rzeczy proaktywnych, konstruktywnych i potrzebnych, ba! – robienia za wszelką cenę czegokolwiek. Jeśli jutra może nie być, to poświęcenie dnia na jakieś tam głupie klikanie albo leżenie pod kocem wydaje się czymś przerażającym. Umiecie bez wyrzutów sumienia „zmarnować“ dzień? Ja mimo wielu miesięcy ćwiczeń wciąż mam z tym problem, tak silna jest we mnie presja tego działania zawsze na sto procent.

A Wy – dopisalibyście coś do tej listy? Jakie hasła i internetowe motywacyjne mity irytują Was najbardziej? 

Fot. Smart / Unsplash