Jak radzić sobie z natłokiem negatywnych informacji?

Jak radzić sobie z natłokiem negatywnych informacji?

U Ciebie wszystko w porządku. Wstajesz rano, dzień coraz dłuższy, słońce wygląda zza chmur. Twoja rodzina jest zadowolona i zdrowa, a lodówka nie świeci pustkami. Ale kiedy włączasz radio albo zaglądasz do swojego smartfona do porannej kawki, zewsząd atakują cię negatywne wiadomości. Absurdy polityki. Wypadki, włamania, morderstwa. Oszukane staruszki, okaleczone zwierzęta, śmiertelnie chore dzieci i ekologiczne katastrofy. Choć w twoim życiu wszystko układa się dobrze, i tak codziennie stykasz się z nieszczęściem. Nawet jeśli starasz się unikać oglądania czy słuchania wiadomości, te najbardziej dramatyczne i tak do Ciebie dotrą. Usłyszysz o nich w sklepie czy w pracy, dowiesz się z dramatycznych apeli znajomych na Faceboooku.

Nie ma nic złego w chęci wiedzy, co dzieje się na świecie. Udawanie, że zło i cierpienie nie istnieją, prowadzi donikąd. Słysząc o tych dramatycznych wydarzeniach, możemy zadziałać. Dzięki wiedzy i empatii tysięcy ludzi, z wielkiego zła może wyrosnąć coś dobrego – tak jak w przypadku » niesamowitej zbiórki na zapełnienie ostatniej puszki Pawła Adamowicza. Świadomość, że gdzieś w dalszym lub bliższym świecie dzieją się nieszczęścia, pozwala nam też docenić to, o czym na co dzień zdarza się zapominać. Poczuć wdzięczność, że jesteśmy zdrowi, najedzeni, wśród bliskich osób.

Problem w tym, że ta wiedza nie jest kwestią wyboru. Choćbyś ich nie szukała, informacje o nieszczęściach i tragediach i tak do ciebie dotrą. Nawet jeśli nie masz na to najmniejszej ochoty.

Kiedy jesteś naprawdę wrażliwy, cudze cierpienie boli jak twoje własne

Mamy różną tolerancję na tego typu informacje, więc być może ten problem wcale ciebie nie dotyczy. Może słysząc o nieszczęściach dziejących się w jakimś – bliższym lub dalszym, ale jednak innym – świecie, nie dopuszczasz ich do siebie i nie pozwalasz, by zepsuły ci dzień. Może przyswajasz te informacje i na chwilę zasmuca cię cudze cierpienie, ale szybko wracasz do własnych spraw.

Ale bywa też inaczej. Przeładowanie negatywnymi informacjami potrafi być dla wielu osób – zwłaszcza tych wrażliwych, z wysoko rozwiniętą empatią – źródłem prawdziwego cierpienia. Może realnie wpływać na ich nastrój, tak jakby odległe zdarzenia dotyczyły ich samych bądź ich bliskich. Uniemożliwiać podjęcie zaplanowanych aktywności, budzić zwątpienie w sens życia i wszystkich swoich działań. Wreszcie może nasilić poczucie beznadziei czy lęku w stopniu, który osobom nisko wrażliwym na takie bodźce trudno sobie wyobrazić.

Empatia jest piękną cechą, ale kiedy z każdej strony atakuje nas cierpienie, potrafi być przekleństwem. Na szczęście, tak jak w każdym innym przypadku, tu też można nauczyć się chronić siebie i dbać o swoje granice. W jaki sposób to zrobić? Oto moje wskazówki, jak radzić sobie z natłokiem negatywnych informacji.

1. Spróbować całkowicie się odciąć

Unikanie absorbowania negatywnych informacji nie jest wcale takie proste. Nawet jeśli starasz się nie czytać gazet i nie oglądać wiadomości, te najbardziej dramatyczne wydarzenia i tak do Ciebie dotrą. Przeczytasz o nich na czyimś Facebooku, usłyszysz w autobusie albo w rozmowie u fryzjera.

Kiedy angażujesz się w działalność dobroczynną, obcowanie z cierpieniem jest praktycznie nie do uniknięcia. Jeśli kochasz zwierzęta i udzielasz się na poświęconych im stronach, pewnie codziennie dowiadujesz się choć o jednym, któremu stała się krzywda. Jeśli ważna jest dla ciebie ekologia, twój newsfeed zapewne bombardują dramatyczne wizje dotyczące przyszłości naszej planety. Niezawinione cierpienie budzi wściekłość, a wściekłość motywuje nas do działania. Im bardziej drastyczne zdjęcia i dramatyczne opisy, tym więcej kliknięć. Tym więcej udostępnień i przelewów. Ale ile takich informacji jesteś codziennie w stanie znieść?

„Powinniśmy wiedzieć, co dzieje się na świecie“

Jest jeszcze kwestia tego, że jako ludzie społecznie zaangażowani powinniśmy wiedzieć, co się dzieje na świecie. To taki przekaz wpojony mnie samej przez moją rodzinę, ale stawiam że nieobcy też dużej części z was. Kiedy próbuję unikać wiadomości o cierpieniu i odcinać się od źródeł negatywnych informacji, z reguły dopadają mnie wyrzuty sumienia. To chowanie głowy w piasek!– karcę samą siebie. Powinnaś działać, zmieniać, a nie udawać, że problem nie istnieje!Tę myśl zawsze podsyca moja babcia, dla której bycie dobrym człowiekiem oznacza świadomość wszelkich wydarzeń, choć budzą one mój dyskomfort. Więc dalej czytam, chłonę, absorbuję… I umartwiam się coraz bardziej, wierząc, że właśnie to jest słuszne. Ale czy rzeczywiście tak jest?

Nie chcę namawiać Was do życia w bańce i udawania, że na świecie nie ma cierpienia. Ale czasem stężenie tych trudnych informacji robi się po prostu zbyt wysokie. Dlatego jeśli czujesz, że obciążenie emocjonalne staje się tak duże, że utrudnia ci codzienne funkcjonowanie – dla własnego zdrowia psychicznego całkowicie się od tego odetnij. Odpuść sobie na trochę społeczne zaangażowanie i zmienianie świata. Nie zrobisz tego, kiedy jesteś wyczerpany nieszczęściem. Nie śledź mediów. Wypisz się ze wszystkich grup, które niosą negatywny przekaz. Ukryj posty znajomych zaangażowanych politycznie. Naucz się ucinać rozmowy na trudne dla ciebie tematy. I nie przejmuj się, kiedy ktoś wytyka ci, że „żyjesz w bańce“. To twoje święte prawo, by na pierwszym miejscu zatroszczyć się o własną psychikę – bo to na nią masz realny wpływ.

2. Dostarczać sobie pozytywnych wiadomości

W toku ewolucji nasze mózgi wykształciły się w taki sposób, że nauczyliśmy się przykładać większą wagę do negatywnych bodźców. Nic w tym dziwnego – w pierwszej kolejności koncentrujemy się na czymś, co potencjalnie może być zagrażające. Dopiero kiedy upewnimy się, że życie nie jest w żaden sposób zagrożone, można spokojnie poświęcić uwagę temu, co je uprzyjemnia. Z płynącego nieprzerwanie źródła wiadomości wyławiamy więc najczęściej właśnie te negatywne. A im bardziej dramatyczne, szokujące czy brutalne jest opisywane zdarzenie – tym więcej uwagi mu poświęcamy. Wiedzę o tym mechanizmie działania naszych mózgów skwapliwie wykorzystują twórcy telewizyjnych dzienników i brukowców. Również na facebookowej ścianie dramatyczne apele o pomoc i katastroficzne artykuły widujemy częściej niż dobre wiadomości.

Dlatego samodzielnie musimy zadbać o to, by zrównoważyć ten negatywny natłok poprzez dostarczanie sobie pozytywów. Jak to zrobić? Polecam poszukać w swojej internetowej przestrzeni takich miejsc, które dzielą się wyłącznie pozytywnymi informacjami. Jeśli nie wiesz, od czego zacząć, oto moje źródła uśmiechu:

» portal Dobre Wiadomości;

» fanpage poświęcony zwierzętom The Dodo – nie wszystkie historie mają happy end, ale w większości to albo zabawne albo wzruszające filmiki, które na długo ogrzewają serce 🙂

» pozytywne podsumowanie 2018 roku – zrobiliśmy w tym roku naprawdę dużo dobrego dla naszej planety!

Natłok negatywnych informacji

3. Działać lokalnie

Kiedy docierają do mnie przygnębiające informacje, często towarzyszy im poczucie zupełnej bezradności. Krzywdy, nieszczęścia i tragedie dzieją się w świecie na ogromną skalę. Choćbym teraz rzuciła wszystko i poświęciła się pomaganiu, to i tak byłaby tylko kropla w morzu potrzeb. Świadomość mojej bezsilności w obliczu zła jest przytłaczająca i sprawia, że czuję się pozbawiona jakiejkolwiek mocy sprawczej. W końcu sama nie zmienię warunków panujących w ubojniach, nie oczyszczę morza z plastiku, nie powstrzymam wojny. Nie zrobię tego, ale mogę tę swoją energię wykorzystać do czynienia dobra i wprowadzania zmiany na moją mikroskopijną skalę.

Dlatego kiedy jakaś wiadomość szczególnie cię poruszy, spróbuj nie poddawać się zniechęceniu. Zamiast tego zastanów się, w jaki sposób twoje jednostkowe działania mogą przyczynić się do faktycznego czynienia dobra. Możesz podpisać petycję albo wziąć udział w proteście. Możesz wesprzeć swoimi pieniędzmi lub czasem fundację, która pracuje na rzecz ważnej dla ciebie sprawy. A przede wszystkim, możesz działać – w swoim niewielkim, ale realnym zakresie. Np. przejść na weganizm, nie kupować ubrań wytwarzanych w nieetycznych warunkach, ograniczać plastik. To jest twój obszar wpływu. I choć działania jednej osoby nie przyczynią się od razu do światowego przełomu, to dokładasz w ten sposób swoją maleńką cegiełkę do zmian idących w dobrym kierunku.

4. Nie przeceniać swoich możliwości wpływu

Przy tym wszystkim, co napisałam w poprzednim punkcie, warto pamiętać o właściwej skali naszych działań. Tak – nawet najmniejsze gesty dobra czynią zmianę. Ale twoje drobne potknięcia na drodze do tych dobrych działań nie oznaczają porażki. Łatwo o tym zapomnieć, szczególnie jeśli masz w sobie rys perfekcjonisty. Wtedy odbierając kolejne negatywne informacje z ważnego dla ciebie obszaru możesz dojść do przekonania, że to w jakimś stopniu twoja wina – bo niewystarczająco się starasz.

Opiszę to na przykładzie moich dążeń w kierunku less /zero waste. Koncepcja wydaje mi się bardzo ważna i słuszna, pamiętam o niej podczas swoich codziennych wyborów, ale jednocześnie mój styl życia wciąż jest daleki od ekologicznego ideału. Zdarzają mi się dni, » kiedy jestem bardzo zadowolona ze swoich działań w tym zakresie. Ale i takie, kiedy moją głowę zaprzątają prywatne trudne sprawy i po prostu zapominam o wzięciu z domu własnej butelki, poproszeniu o ekologiczne zapakowanie czy odmówieniu słomki. Kiedy w takie dni czytam wszystkie infomacje o skali zaśmiecenia Ziemi i o grożącej nam katastrofie, czuję się winna i przypisuję sobie ich sprawstwo.

Jeśli negatywne wiadomości dotyczące globalnych problemów również u ciebie wyzwalają taki mechanizm, spróbuj nie ulegać chęci samobiczowania i spojrzeć na tę sprawę z boku. Zauważ właściwe proporcje – jak wielki jest problem, o którym czytasz i jak nieduże w tej skali staje się twoje „przewinienie“. I pamiętaj – to, że czujesz się winna, nikomu nie przynosi korzyści. Świat nie zmienia się pod wpływem wyrzutów sumienia, tylko realnych działań. A na te trzeba mieć siłę i przestrzeń.

5. Pamiętać, że katastroficzne wizje to wciąż tylko hipotezy

Czasem, kiedy czytam w sieci artykuły opisujące zachodzące w ostatnich czasach zjawiska, mam poczucie, że nic już się nie da z tym zrobić. Czego byśmy nie robili, jest za późno. Zaczynam się zastanawiać, jaki jest sens mojej codziennej pracy czy realizowania celów, skoro w skali globalnej nie ma to żadnego znaczenia? Przygnębiające informacje potrafią na długo wpędzić mnie w poczucie bezsilności i wyzwolić najgorszy katastrofizm.

Często słyszę, że takie doświadczenie towarzyszy wielu osobom. Może takie zwątpienie jest naturalną reakcją wobec ciągle płynących wiadomości o nowych przejawach zła…? Przy tym wszystkim warto jednak pamiętać, że zapadając się w czarnowidztwo oddalamy się od „tu i teraz“ i tracimy kontakt z rzeczywistością. Nikt nie wie, jak będzie kiedyś. Może lepiej niż to zapowiadają prognozy. A może dużo gorzej. Ale to kiedyś jeszcze nie nadeszło – a twoje życie toczy się w teraźniejszości. I w tej zastanej teraźniejszości jest okej. Tak, warto znać prognozy i wizje na przyszłość, nawet te bardzo pesymistyczne. Chociażby po to, by w odpowiedzi na nie móc już teraz działać. Ale przy tym warto pamiętać, że każda rozmowa na temat przyszłości jest siłą rzeczy tylko hipotezą. To, co jest teraz i tutaj – to twoja rzeczywistość.

A jak Wy radzicie sobie w natłoku negatywnych informacji? Co robicie, kiedy czujecie, że jest ich za dużo w waszej codzienności?

fot. Mag Pole via Unsplash