Najciekawsze książki 2017 roku – mój wybór

Najciekawsze książki 2017 roku – mój wybór

Zapisuję sobie wszystkie przeczytane książki, odkąd skończyłam 13 lat. Początkowo robiłam to chyba na polecenie nauczycielki (zadanie domowe z polskiego?), z czasem – już tylko dla czystej przyjemności własnej. Pamiętam rekordowy rok bodajże 2004, kiedy moja lista osiągnęła 65 pozycji. Rozpierała mnie duma, choć trzeba przyznać, że podszyta lekkim wyrzutem sumienia, bo na swojej liście poza „pełnoprawnymi“ powieściami umieszczałam osobno także opowiadania i komiksy.

Obecnie nie osiągam już tak imponujących wyników; i nie ilość przeczytanych książek wydaje mi się w obcowaniu z literaturą najważniejsza. Wciąż jednak skrupulatnie i z radością kataloguję wszystkie przeczytane teksty. Od kilku lat robię to z pomocą portalu Lubimy Czytać, bo w wirtualnych notatkach łatwiej mi zachować konsekwencję. Tak jak w zeszłym roku, postanowiłam tę swoją najświeższą listę przejrzeć i wybrać z niej 5 najciekawszych pozycji. Książki, które wydały mi się ciekawe i ważne; takie, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Co wcale nie oznacza, że ich lektura zawsze była dla mnie przyjemna i prosta. No dobrze, powiem mniej eufemistycznie: patrząc na tę listę naprawdę nieco się przestraszyłam, jak duży ciężar emocjonalny niosą za sobą niektóre polecane przeze mnie tytuły. Ale to w końcu blog z headlinerami o psychoterapii i depresji, więc chyba mogliście się tego po mnie spodziewać 😉

No dobrze, to skoro te miłe słowa zachęty mamy już za sobą 😉 pora na przedstawienie właściwych bohaterów dzisiejszej notki. Oto mój wybór 5 najciekawszych książek, które przeczytałam w 2017 roku:

Przeczytaj też: » Najciekawsze książki 2016 roku  

Jonathan Franzen – Korekty5. Jonathan Franzen – Korekty

Korekty przeczytałam na samym początku minionego roku, dlatego moją opinię w wersji „tuż po lekturze“ możecie poznać w ubiegłorocznym podsumowaniu lutego. Z perspektywy czasu oceniam najważniejsze dzieło Franzena jako książkę ważną, natomiast niekoniecznie taką, z którą czuję się związana w osobisty, emocjonalny sposób.

Franzen opowiada historię pewnej – typowej, czy wręcz stereotypowej – amerykańskiej rodziny. Ale nie tylko. Dzieje rodu Lambertów stają się pretekstem do nakreślenia społeczno-obyczajowej panoramy Ameryki z przełomu tysiącleci. Franzen okazuje się genialnym satyrykiem – bardzo celnie punktuje wady i kurioza rozszalałego amerykańskiego kapitalizmu. W Korektach zabrakło mi jednak czułości wobec bohaterów i personalnego wymiaru fabuły. A w gruncie rzeczy to właśnie trafia do mnie najlepiej. Nie „diagnoza“, nie „panorama“, ale właśnie czuły, osobisty detal: wiążący z bohaterami emocjonalnie, pozwalający przejąć część ich historii do swojego życia. W tym przypadku trudno było mi się zżyć i współodczuwać z Lambertami, którzy wydawali mi się raczej nośnikami pewnych opisywanych przez Franzena cech niż bohaterami z krwi i kości.


Karl Ove Knausgard – Moja walka4. Karl Ove Knausgard – Moja walka 2 / Cztery pory roku

O Karlu Ove Knausgardzie usłyszałam dobrych parę lat temu. Przeczytałam wywiad z tym zupełnie nieznanym mi wcześniej, zarośniętym Norwegiem w jednym z pierwszych polskich numerów Harper’s Bazaar i całkowicie mnie zafascynował. I jego pomysł na literaturę, tak ostentacyjnie autentyczną, jak tylko się da, i postać sama w sobie (pewnie dlatego, że z jakiegoś powodu Knausgard bardzo kojarzy mi się z moim własnym ojcem).

I właśnie tym słowem określiłabym doświadczenie lektury Karla Ovego. Nie jest prosta i przyjemna – ale jest fascynująca. Jeżeli kiedykolwiek mieliście któryś tom Mojej walki albo cyklu Cztery pory roku w ręce, pewnie domyślacie się, dlaczego tak mówię. To proza bardzo bliska rzeczywistości – szalenie intymna, ale przede wszystkim… zupełnie zwyczajna. Przyjmując formułę całkowitego, wyzywającego wręcz autentyzmu, Knausgard opisuje po prostu swoją codzienność. Spacery z dziećmi. Męki twórcze. Zakupy w supermarkecie. Rozwój miłości – od ekstatycznych początków do małżeńskiej codzienności, kiedy czasem mamy ochotę tę drugą osobę zakłuć widelcem.

Lektura Mojej walki na pewno wymaga dużo samozaparcia – zauważyłam, że między kolejnymi tomami robię sobie przynajmniej roczne przerwy 😉 Dla mnie jednak przyjemność tak bliskiego obcowania z czyjąś psychiką – bez ochronnych filtrów, bez autocenzury czy ocen – jest niesamowitym i wartym tych wyrzeczeń doświadczeniem.

Hanya Yanagihara – Ludzie na drzewach3. Hanya Yanagihara – Ludzie na drzewach

Ludzie na drzewach to debiutancka powieść autorki naszego zeszłorocznego fenomenu wydawniczego, czyli Małego życia. O drugiej powieści Yanagihary pisałam na tym blogu już dużo: poświęciłam Małemu życiu osobny tekst, a w ubiegłorocznym zestawieniu najciekawszych książek powierzyłam mu pierwsze miejsce. Tegoroczna lektura debiutu jako drugiego w kolejności była dla mnie ciekawym doświadczeniem. Miałam wrażenie, że dostrzegam w Ludziach na drzewach zalążki wątków, którym Yanagihara w późniejszej powieści pozwoliła w pełni rozkwitnąć. A przy tym, jest w niej dużo świeżości – to jednak zupełnie inna historia.

W swoim debiucie Yanagihara opowiada historię fikcyjnej (choć inspirowanej prawdziwą historią) wyprawy antropologicznej, prowadzącej do wielkiego naukowego odkrycia. Tyle tylko, że za tym odkryciem i naukowym postępem stoją ogromne koszty i ludzkie dramaty, z których najczęściej nie zdajemy sobie sprawy. Ludzie na drzewach są dla mnie przede wszystkim studium wykorzystywania, i to wykorzystywania na wielu płaszczyznach (jednostki i całej społeczności). I celnie pokazują to, co według mnie jest w takich sytuacjach najbardziej symptomatyczne: że ten, kto wykorzystuje, nie musi wcale dążyć do celowego wyrządzenia krzywdy. Ba, może nawet wydawać mu się, że jest dla tej drugiej strony dobroczyńcą! Yanagihara pokazuje, że wykorzystywanie to często przede wszystkim nie tyle celowe zadawanie przemocy, co po prostu zupełne pominięcie perspektywy drugiej strony.

Edward St. Aubyn – Patrick Melrose2. Edward St. Aubyn – Patrick Melrose

O cyklu Edwarda St. Aubyna również opowiadałam Wam na blogu wcześniej: dokładny opis możecie przeczytać w sierpniowym przeglądzie kulturalnym. Tak jak wspomniałam we wstępie, mniej więcej w tym momencie pisania zorientowałam się, że 2017 był rokiem naprawdę ciężkich emocjonalnie lektur. Patrick Melrose porusza bowiem podobne do tych opisywanych przez Yanagiharę obszary. Kazirodztwo, pedofilia, uzależnienie, depresja… I do tego to „historia oparta na faktach“ – artykuł o autorze z The New Yorker możecie przeczytać tutaj. 

Ciężar tych tematów kontrastuje z niesamowitym stylem St. Aubyna, który opowiada o wszystkim tonem szyderczej anegdotki. To właśnie kontrast pomiędzy lekkim, wilde’owskim stylem kolejnych malowanych w Patricku Melrose scenek a przedstawianą historią rodzinną najbardziej mnie poruszył. Naprawdę, dawno żaden tekst nie zrobił na mnie tak dużego wrażenia i pod względem emocjonalnym, i tym techniczno-literackim. Na półce czeka na mnie drugi tom (licząc w polskiej wersji, bo oryginalnie cykl wyszedł jako pięcioksiąg) i już nie mogę się doczekać dalszej lektury. Powrót do Patricka Melrose’a będzie dla mnie tym bardziej ciekawy, że wkręciłam się ostatnio w oglądanie The Crown. Jeśli chodzi o obraz brytyjskich najwyższych sfer, historia St. Aubyna stanowi dla niego bardzo ciekawy – i niesłychanie gorzki – kontrapunkt.

Nathan Hill – Niksy1. Nathan Hill – Niksy

Niksy skończyłam czytać dosłownie kilka dni temu, ale nie miałam wątpliwości, że to one powinny zająć pierwsze miejsce na tej liście. Dlaczego? Bo to taki literacki kogel-mogel, łączący w sobie cechy kilku książek, które wymieniałam wcześniej. Plus paru innych ważnych dla mnie pozycji, z których jako pierwszy przychodzi mi do głowy ukochany Szczygieł Donny Tartt. Dla mnie Niksy to taki destylat współczesnej amerykańskiej powieści 😉 I z drugiego powodu – bo to książka, która daje nadzieję i podnosi na duchu.

Niksy to przede wszystkim opowieść o relacji Samuela – 30-letniego, niespełnionego pisarza – z matką. Matką, która opuściła go bez słowa, kiedy miał 11 lat. Matką, która pojawia się w jego życiu 20 lat później jako „liberalna radykalistka”, na temat której Samuel ma za zadanie napisać ośmieszający paszkwil. To zadanie staje się dla bohatera pretekstem do poznania historii swojej rodziny – i samego siebie przy okazji, oczywiście.

W Niksach też bywa trudno – to historia o porzuceniu, samotności i zawiści. A przede wszystkim: o lęku. I o tym, jak rodzice, chcąc uchronić dzieci przed powtórzeniem własnego losu, mimowolnie wpychają je na te same ścieżki. Jednocześnie, podczas lektury słyszałam w Niksach echo opisywanych wcześniej Korekt. Tak jak Franzen, Hill maluje w swoim tekście panoramę społeczną współczesnej Ameryki, którą symbolizują – niby fikcyjne, ale jakże dobrze znane 😉 – gra Elflandia, piosenkarka Molly Miller i portal społecznościowy Yestem!. Na marginesie, muszę wyrazić zachwyt polskim tłumaczeniem – majstersztyk! No ale Jerzy Kozłowski to, jak wiadomo, klasa sama w sobie.

W tym wszystkim Nathan Hill ma jednak wobec swoich bohaterów mnóstwo czułości. Nie piętnuje ich, nie szydzi, nie dzieli na ofiary i winnych. Niksy to historia o tym, że każdy wybór ma swoje konsekwencje, które często nieodwracalnie zmieniają życie – własne i innych osób. Ale nigdy nie jest za późno, by zacząć naprawiać swój błąd. I o tym właśnie są moim zdaniem Niksy – o powrotach i nadziei na happy end.

Tak wygląda moja lista najciekawszych książek 2017. Czytaliście którąś z nich? I co na was zrobiło największe wrażenie w minionym roku?