Mity na temat psychoterapii

Mity na temat psychoterapii

Kiedy prawie dwa lata temu publikowałam na blogu mój pierwszy tekst dotyczący psychoterapii, nie spodziewałam się, jak duży odzew wywoła. Do dnia dzisiejszego regularnie otrzymuje związane z nim wiadomości od znajomych i nieznajomych osób. Pytacie o najróżniejsze kwestie związane z psychoterapią albo po prostu dzielicie się refleksjami dotyczącymi Waszych osobistych doświadczeń. To dla mnie dowód, że pisanie o tej formie pomocy psychologicznej jest ważnym i wciąż potrzebnym zadaniem.

I właśnie dlatego treści związanych z psychoterapią będzie w najbliższym czasie więcej. Chciałabym opublikować na blogu cykl poświęconych psychoterapii tekstów, w których postaram się odpowiedzieć na najczęściej zadawane przez Was pytania, wyjaśnić stereotypy i najczęstsze wątpliwości. Chociaż psychoterapia pomału przestaje być w Polsce tematem tabu, wciąż jest w tej kwestii wiele do wyjaśnienia, opowiedzenia i zrobienia. A ja jestem w tym komfortowym położeniu, że mogę to robić z dwóch perspektyw. Jako pacjentka, która doświadczyła jej zbawiennego działania na własnej skórze. I jako przyszła psychoterapeutka, w tym roku rozpoczynająca własne szkolenie psychoterapeutyczne. Wierzę, że taka perspektywa pozwala mi mówić o psychoterapii w sposób rzetelny, ciekawy i przystępny.

Dlatego, jeśli macie jakiekolwiek pytania czy wątpliwości związane z psychoterapią – piszcie. Jeśli chcielibyście przeczytać na jakiś temat artykuł – dawajcie znać. Marzy mi się, by w porozumieniu z Wami stworzyć tu takie małe psychoterapeutyczne kompendium, które pomoże jak największej liczbie osób znaleźć i wybrać najwłaściwszą dla nich formę pomocy.

Na pierwszy ogień chciałabym opowiedzieć Wam o kilku związanych z psychoterapią mitach. To takie przekonania, z którymi niestety wciąż często się stykam – czasem także wśród osób, które psychologią zajmują się zawodowo. Przyznaję, że zanim sama rozpoczęłam psychoterapię, również ja wierzyłam w kilka z nich…

1. Psychoterapia to powód do wstydu

Mimo wielu napisanych na ten temat w ostatnich latach artykułów i licznych przeprowadzonych kampanii społecznych, poszukiwanie pomocy psychologicznej wciąż uważane jest za coś, o czym nie wypada mówić głośno. Samo doświadczenie kryzysu psychicznego jest czymś szczególnie niepożądanym i wstydliwym. Skoro już się przytrafił – powinniśmy umieć „wziąć się w garść“ i uporać z własnymi problemami samodzielnie.

Kiedy rozpoczynałam swoją pierwszą psychoterapię, też myślałam w taki sposób. Było mi wstyd, że nie potrafiłam poradzić sobie sama. Poszukiwanie pomocy wydawało mi się oznaką słabości i niesamodzielności. Chociaż to było bardzo wyczerpujące i czasowo, i emocjonalnie doświadczenie (codzienne spotkania grupowe przez 3 miesiące), nie zgłosiłam tego na uczelni, nie powiedziałam rodzinie ani przyjaciołom. Dlaczego? Bo wstydziłam się własnej słabości.

Z perspektywy czasu takie podejście wydaje mi się bardzo smutnym paradoksem. Bo choć tak często postrzegamy psychoterapię jako wyraz słabości, w istocie wymaga ona ogromnej siły. Siły do skonfrontowania się z trudnymi emocjami i wiedzą na swój temat, która rzadko bywa przyjemna. I siły do przeciwstawienia się społecznej presji. A jeśli znacie kogoś, kto brał udział w psychoterapii i mówi o tym otwarcie, pomyślcie przez chwilę – czy faktycznie postrzegacie go jako słabeusza? Bo we mnie – na długo przed rozpoczęciem doświadczeń własnych – takie osoby zawsze budziły ogromny szacunek. Byłam pod wrażeniem ich szczerości i autentyczności, odwagi do mówienia o swojej wrażliwości otwarcie.

2. Psychoterapia to ostatnia deska ratunku

W świetle poprzedniego punktu to przekonanie wydaje się całkiem logiczne. Ponieważ psychoterapia jest czymś tak wstydliwym, wyrazem niemożności poradzenia sobie i słabości – decydujemy się na nią dopiero wtedy, kiedy wszystkie inne metody zawodzą. W rezultacie psychoterapię najczęściej rozpoczynają osoby, których samopoczucie psychiczne jest już tak złe, że utrudnia codzienne funkcjonowanie i wykonywanie najprostszych życiowych czynności.

A przecież kryzys psychiczny nie bierze się znikąd. Najczęściej samopoczucie psychiczne stopniowo pogarsza się od wielu miesięcy. Czujesz się coraz bardziej zmęczony i zniechęcony, masz poczucie, że rzeczywistość cię przerasta, bierzesz na barki coraz więcej… ale dopóki da się jako tako normalnie funkcjonować, zaciskasz zęby i starasz się to przetrwać. W końcu trzeba być silnym i nie narzekać – tysiące ludzi tak funkcjonują i jakoś żyją.

Ważne, by pamiętać, że nigdy nie jest za wcześnie na rozpoczęcie psychoterapii. Żadna motywacja do rozpoczęcia leczenia nie jest „niewystarczająca“ albo „zbyt błaha“. Nie warto czekać, aż sprawy pogorszą się na tyle, że nie będziesz w stanie wyjść z domu czy wstać z łóżka. Jeżeli doświadczasz cierpienia psychicznego – to naprawdę wystarczający argument, by poszukać pomocy.

Mity na temat psychoterapii

3. Psychoterapia zachęca do egoizmu i próżności 

Psychoterapia polega na opowiadaniu o sobie: swoich przekonaniach, swoich doświadczeniach, swoich emocjach. Psychoterapeuci najczęściej zachęcają swoich pacjentów, by podejmowali działania prowadzące do zaspokojenia swoich potrzeb i poprawywłasnego samopoczucia, nawet jeśli jest to w sprzeczności z oczekiwaniami ich bliskich. Wiele osób w procesie terapii uczy się mówić otwarcie o swoich potrzebach i wyrażać niezadowolenie wprost. To wszystko sprawia, że chodzenie na psychoterapię bywa często postrzegane jako nauka egoizmu i próżności. Wciąż silne jest w nas przekonanie, że dbanie o własne potrzeby jest czymś niewłaściwym. Że nie wypada mówić dużo o sobie, nie wolno „biadolić“ czy narzekać, a sukcesy należy skromnie przemilczeć. Że poświęcanie czasu i uwagi na poznanie samego siebie jest bezwartościowe i mało pożyteczne.

Terapia faktycznie uczy znajomości siebie i poświęcania samemu sobie więcej uwagi. Taka postawa nie prowadzi jednak do wyobcowania i narcyzmu, a przeciwnie – korzystnie wpływa na relacje z otaczającymi nas ludźmi. Bo to, że nie mówisz o swoich potrzebach wprost, nie oznacza przecież, że przestają istnieć. Świadomie czy nie, dajesz im wyraz komunikatami nie wprost. Mimiką, pretensjami do drugiej osoby, pasywno-agresywną komunikacją… Psychoterapia uczy asertywności. To oznacza mówienie o swoich potrzebach wprost, ale też z szacunkiem dla drugiej strony i z założeniem, że ona zawsze ma prawo do odmowy. Poznając siebie lepiej, określając swoje siły i słabości, wiesz na jakie aspekty swojego zachowania musisz zwracać uwagę. I w rezultacie uczysz się lepiej funkcjonować w świecie, który cię otacza.

4. Rozmowa z przyjacielem może zastąpić psychoterapię 

To argument, który w rozmowach o psychoterapii pojawia się bardzo często. Skoro psychoterapia to „tylko rozmowa“, to dlaczego mam chodzić na cotygodniowe spotkania z obcą osobą i jeszcze za to płacić, skoro zupełnie za darmo mogę wygadać się przyjaciółce lub przyjacielowi? W końcu rozmowa z bliską osobą o problemach z reguły też poprawia samopoczucie, a poza tym jest bezpieczna i bezpłatna.

Sęk w tym, że relacja psychoterapeutyczna to coś zupełnie innego niż przyjacielska bliskość. Z kilku powodów. Po pierwsze, dzięki temu, że psychoterapeuta jest obcą osobą, paradoksalnie łatwiej jest opowiadać o trudnych i wstydliwych rzeczach, które niekoniecznie chcielibyśmy omawiać nawet z najbliższymi. Po drugie, nawet jeśli nasi przyjaciele chcą dobrze, w obliczu tak zwanych „trudnych tematów“ mogą często reagować milczeniem albo zakłopotaniem. A to często kończy się poczuciem winy i postanowieniem, by na przyszłość nie zwierzać się już nikomu z bolesnych tematów.

Nawet jeśli trafiłeś na przyjaciela, który jest empatyczny, rozumie twoje doświadczenia i potrafi słuchać, a każda rozmowa z nim sprawia, że czujesz się lepiej – to taka relacja też nie zastąpi rozmowy ze specjalistą. Oczywiście, warto ją doceniać i pielęgnować – to szalenie ważny zasób, który bardzo pomaga w zdrowieniu. Ale psychoterapia nie polega wyłącznie na wysłuchiwaniu i dawaniu wsparcia. Nie ma na celu dążenia wyłącznie do tego, byś poczuł się lepiej. Wręcz przeciwnie, często zachęca do drążenia tego, co najboleśniejsze, co chcielibyśmy w rozmowie pominąć i ukryć… Muszę przyznać, że czasem podczas swojej psychoterapii, kiedy zatrzymujemy się przy jakimś sprawiającym duży dyskomfort temacie, myślę sobie: „i po cholerę ja to powiedziałam…“. Ale to właśnie te sesje są dla mnie najbardziej efektywne i przynoszą największą zmianę.

5. Psychoterapia nie jest dla ciebie, jeżeli miałeś „szczęśliwe dzieciństwo“

W powszechnej wiedzy od dawna wiadomo, że według psychoterapii wszystkie nasze problemy psychiczne wywodzą się z dzieciństwa. Przy czym jest to dzieciństwo odbite w czarnym zwierciadle: patologiczne i mroczne, naznaczone przez seksualizację, przemoc i alkohol. Taka wizja wielu osobom wydaje się zupełnie sprzeczna z ich wspomnieniami z dzieciństwa, które upłynęło raczej szczęśliwie. Często pojawia się potrzeba, by chronić swoich rodziców przed nieuprawnioną krytyką terapeuty, a w przypadku psychoterapii grupowej – poczucie wyobcowania i braku przynależności do grupy, która o pretensjach wobec swoich rodzin pochodzenia mówi tak otwarcie.

Warto więc pamiętać, że w psychoterapii nie chodzi o „obmawianie“ rodziców czy zrzucanie na nich winy za swoje złe samopoczucie. Można mieć naprawdę „szczęśliwe dzieciństwo“, czuć wobec rodziców miłość i wdzięczność i… wciąż potrzebować terapii. I bardzo z niej korzystać. Choć w powszechnej wiedzy o psychologii wpływ rodziców często bywa demonizowany, to jednak wiele problemów, z którymi borykamy się w dorosłym życiu, ma swój początek w dzieciństwie. Terapia uczy po prostu, jak przyglądać się temu obszarowi w uważny i obiektywny sposób.

Spotkaliście się z którymś z opisywanych przeze mnie przekonań? Jakie mity o psychoterapii Wam przychodzą do głowy?

PS: ZALEŻY MI NA SZERZENIU WIEDZY NA TEMAT PSYCHOTERAPII I ODCZAROWYWANIU ZWIĄZANYCH Z NIĄ MITÓW. DLATEGO JEŚLI SPODOBAŁ CI SIĘ TEN TEKST ALBO UWAŻASZ, ŻE MOŻE SIĘ OKAZAĆ KOMUŚ PRZYDATNY – PROSZĘ, UDOSTĘPNIJ GO DALEJ 🙂

fot. Ryoji Iwata / Roman Kraft  via Unsplash