Medytuj i twórz. O książce „Mindfulness. Droga do kreatywności”

Medytuj i twórz. O książce „Mindfulness. Droga do kreatywności”

Z przyjemnością odświeżam nieco zakurzony ostatnio dział dotyczący mindfulness, by opowiedzieć Wam o książce Mindfulness: droga do kreatywności dr. Danny’ego Penmana. Bardzo się ucieszyłam, gdy wydawnictwo Samo Sedno zwróciło się do mnie z propozycją jej zrecenzowania, bo temat jest mi bliski z kilku powodów.

Po pierwsze, choć staram się pielęgnować uważność w codziennym życiu i każde wydarzenie traktować w charakterystyczny dla niej, nieoceniający sposób, to wciąż czuję pewien niedosyt związany z regularnym praktykowaniem medytacji i trudno mi utrzymać w tej kwestii konsekwencję. Możliwość przetestowania programu na sobie jest więc dla mnie szansą na zwiększenie poświęcanego medytacji czasu.

Po drugie – mimo że do tej pory na blogu chyba nie było tego widać – psychologia twórczości to dziedzina najbliższa mi z perspektywy naukowej i właśnie temu tematowi poświęciłam swoją pracę magisterską. I wreszcie trzeci, już bardzo prywatny powód – bo taki zastrzyk kreatywności jest mi teraz szczególnie mocno potrzebny. Potrzebuję go, by działać twórczo i na pełnych obrotach, ale ilość obowiązków i presja czasowa zupełnie mi w tym nie pomagają – im bardziej próbuję coś wymyślić, tym większą czuję w głowie pustkę. Znacie ten stan? Jestem pewna, że każdy z nas choć raz się z nim zetknął. Jak więc praktyka uważności może pomóc w wyjściu z tego impasu?

Typ myślenia „otwarty” i „zamknięty”

Autor wyjaśnia ten mechanizm, powołując się na klasyczną już teorię twórczości J.P. Guilforda, który wyróżnia dwa typy myślenia – myślenie konwergencyjne i myślenie dywergencyjne. Myślenie konwergencyjne polega na poszukiwaniu wyłącznie jednego, słusznego rozwiązania, bazuje na wiedzy, sprawdzonych schematach i logice. Myślenie dywergencyjne – uznawane przez Guilforda właśnie za to związane z kreatywnością – polega natomiast na generowaniu licznych rozwiązań, równoległym badaniu i testowaniu wielu różnych dróg dojścia do odpowiedzi.

Warto pamiętać, że żaden z tych typów myślenia nie jest dobry ani zły. Uzupełniają się nawzajem i we właściwych typach zadań świetnie się sprawdzają. Myślenie konwergencyjne potrzebne jest do rozwiązywania problemów bazujących na znanej strukturze, dywergencyjne z kolei – do tych, które potrzebują otwartości i innowacji.

Autor wiąże te dwa typy myślenia z dwoma podstawowymi wymiarami ludzkiego funkcjonowania – trybem działania i trybem bycia. Tryb działania koncentruje się na szybkim generowaniu rozwiązań i odhaczaniu kolejnych zadań, często działa na autopilocie, wiąże się z odtwarzaniem nawykowych, schematycznych czynności. Tryb bycia z kolei to stan, w którym nie stawiamy przed sobą żadnych celów, pozwalając sobie po prostu doświadczać świata – często zapominany w dorosłym, wypełnionym planami i zadaniami życiu. Tryb działania, charakteryzujący się sztywnym, nastawionym na realizację celu myśleniem konwergencyjnym, nie sprzyja kreatywności. To właśnie dlatego tak trudno jest ją z siebie wykrzesać, kiedy jesteśmy nastawieni na szybką i skuteczną realizację stojących przed nami zadań.

Mindfulness Droga do kreatywności

Program rozwoju kreatywności

Tyle teorii. Jak to wygląda w praktyce? Na program rozwoju kreatywności dr. Danny’ego Penmana składają się cztery tygodnie. Każdy tydzień to nieco inna praktyka, rozwijająca jedną z potrzebnych kreatywności umiejętności:

➨ Tydzień 1: Adaptacja. Wprowadzenie do medytacji i pierwsze spotkanie z „trybem bycia“ (medytacja oddechowa).
➨ Tydzień 2: Tworzenie. Rozbudzanie ciekawości i zainteresowania otaczającym światem (medytacja dźwiękowo-myślowa).
➨ Tydzień 3: Odporność psychiczna. Rozwijanie empatycznego i pełnego szacunku stosunku do samego siebie i własnych pomysłów. To ważne, bo każda innowacja wymaga od jej twórcy ogromnej odwagi. W tym tygodniu praktykuje się wobec samego siebie medytację miłującej dobroci, czyli mettę.
➨ I wreszcie Tydzień 4: Wgląd. Ten tydzień uczy rozwijania i podtrzymywania umiejętności otwierania umysłu, dystansowania się od myśli i pozostawania w trybie bycia, poprzez medytację otwartej obserwacji.

Do książki dołączona została płyta CD z prowadzonymi medytacjami – autor zachęca jednak, by wykonywania tych łatwiejszych uczyć się po jakimś czasie bez towarzystwa nagrania, co pozwoli na swobodniejszą i bardziej zindywidualizowaną praktykę. W każdym tygodniu powinno się praktykować 2 x dziennie, dodając do tego również 1-2 minutowe mini-medytacje na złapanie oddechu. Dodatkowo na każdym etapie wykonujemy tzw. wyzwalacz z nawyku – zadanie zachęcające do zrobienia czegoś inaczej niż zwykle (wyjście z pracy o innej porze, zakupy w innym supermarkecie). Brzmi poważnie, ale medytacje są dość krótkie (10-15 minut), więc praktyka nie zajmuje wiele czasu. Spokojnie można ją wkomponować w nawet mocno zatłoczony plan dnia.

Znalazło się też miejsce na rozwianie wątpliwości. Każdej lekcji towarzyszą opisy najczęstszych problemów związanych z praktyką, które w moim przypadku skutecznie neutralizowały wewnętrzny, krytyczny głosik „czy na pewno nie robię nic źle“ albo „dlaczego nie czuję się po tym tak natchniona, jak powinnam“.

Mindfulness Droga do kreatywności

Cel nie jest istotny 

Podczas lektury każdego poradnika psychologicznego lubię zwracać uwagę na źródła i wiarygodność teorii, z których korzystał autor. W tym przypadku byłam bardzo usatysfakcjonowana poziomem dopracowania tekstu od strony naukowo-teoretycznej. O wartości naukowej podręcznika bardzo dobrze świadczy zresztą sam fakt, że przedmowę do niego napisał prof. Mark Williams – jeden z twórców terapii poznawczej opartej na uważności (MBCT). Long story short, to dobrze podbudowany teoretycznie i godny zaufania tekst.

Ale tym, co naprawdę mnie kupiło, były słowa zamykające książkę:

Nie potrzebujesz ani takiej książki, ani takich rad. (…) Na pewno jednak osobiście przekonałeś się już, jakie korzyści płyną z uważności i prawdopodobnie masz nadzieję na wyraziste podsumowanie tematu. Nie dostaniesz go. Nie mógłbyś go dostać, bo nie istnieje jeden, właściwy sposób, aby osiągnąć cel, co więcej – nie ma w ogóle żadnego konkretnego celu.

Uśmiechnęłam się do siebie podczas lektury, bo to taki ostateczny prztyczek w nos wymierzony trybowi działania. Czytasz w końcu poradnik w określonym celu, tylko po to, by na koniec dowiedzieć się, że ten cel wcale nie jest istotny. A co najważniejsze – nie jest też do niczego potrzebny. Ot, mindfulnessowa przewrotność 🙂

Czekam z wprowadzeniem programu w życie na odrobinę luźniejszy okres. Próbowałam wykonywać ćwiczenia z pierwszego tygodnia, ale zabrakło mi regularności, więc zgodnie z sugestią autora postanowiłam wrócić do początku. Bardzo jestem ciekawa, jakie efekty przyniesie pełen, czterotygodniowy trening!

A Wy, spotkaliście się kiedyś z treningami wykorzystującymi sztukę uważności? A może rozwijacie kreatywność, stosując własne metody? dajcie znać, w jaki sposób wspieracie tę ważną i tak często potrzebną zwłaszcza w blogosferze cechę. 
  • Powiem szczerze, mam do Ciebie żal. Bo ta książka czeka u mnie w kolejce do kupienia i czytania, ale że kolejka (nawet tylko książek „uważnościowych”) niebezpiecznie mi się wydłuża, to wciąż sobie mówię: „Potem.” Podejrzewałam, że książka jest świetna (autor! wydawnictwo!), czytałam nawet recenzję na zaprzyjaźnionej stronie, ale dopiero Twoja rekomendacja przekonała mnie, że… żadne „potem”, muszę ją przeczytać TERAZ!

    • Znam ten ból i rozumiem ten żal, bo moja kolejka planowanych przeczytań też cały czas rośnie… 🙂

  • Megly

    Był czas kiedy bardzo interesowałam się pojęciem „midfulness” (literatura, wywiady, publikacje).
    Co ciekawe, nigdy nie natknęłam się właśnie na tę książkę (a szkoda!)
    Coś mi się wydaje, że wprowadzenie takiego programu w życie mogłoby się przyczynić w dużej mierze do poprawy jego jakości. To mi się podoba.
    Pozdrawiam cieplutko! 🙂

    • Akurat ta książka dopiero pojawiła się w księgarniach, więc nic dziwnego, że wcześniej się na nią nie natknęłaś 🙂

  • To prawda, w blogowaniu kreatywność jest niezbędna i czasami tak o nią trudno! Im bardziej człowiek na siebie naciska, że przydałby się nowy post, bo przerwa już długa, tym gorzej coś sensownego wymyślić 😀
    Dopiero tryb „dobra, chrzanię to” i totalne, szczere odpuszczenie tematu sprawiają, że nagle wszystko zaczyna inspirować. Dobrze byłoby nauczyć się tego drugiego stanu „na luzie” i mieć nad tym lepszą kontrolę.

    Są tacy płodni autorzy, którzy np. wydają w ciągu roku po kilka książek i zawsze się zastanawiam, jak oni to robią. Sprawdziłam sobie, że taki Remigiusz Mróz ma tylko 30 lat, a skubany napisał do tej pory 21 książek (!!!). Takie osoby mają chyba bardzo świadome panowanie nad umysłem i kreatywnością, bo nie sądzę, żeby to był przypadek. Chyba ta higiena głowy i kreatywność jest wypracowana 🙂 Bardzo ważny temat dla wszystkich twórców!

    • Czytałam ostatnio kilka wywiadów na ten temat (m.in. z Karlem Ove Knausgardem, którego bardzo lubię, i chyba z Katarzyną Bondą) – wszyscy podkreślali, że nie ma czegoś takiego jak wena i kluczem do sukcesu jest po prostu konsekwentna, żmudna praca. Nie wiem jak Twoje doświadczenia w tym temacie, ale ja bardzo się z tym zgadzam – im dłuższa jest u mnie przerwa i czekanie na odpowiedni moment, tym trudniej mi się zabrać do pracy, a słowa składają się na początku powoli i ospale. Najwięcej udaje mi się pisać właśnie wtedy, kiedy zadbam o tę rutynę i codziennie zmuszam się do pisania, czy mi się chce czy nie 🙂

  • Karpacka Biel

    Tematyka mindfulness bardzo mnie ciekawi, jednak do tej pory nie miałam okazji sięgnąć po jakąś publikacjęz tego zakresu. Zawsze też obiecuję sobie uroczyście, że w końcu skupię się na naukce technik medytacyjnych i oczywiście wszystko pozostaje w sferze nieziszczonych planów 😉

    Teoretyczne fundamenty prezentowanej publikacji natychmiast przyciągnęły mnie do siebie, niczym magnes i zaczęłam analizować własne działania pod tym kątem. Rzeczywiście, codziennie strategie działania sie rozwidlają i chociaż oczywiście bezpiecznie szybować na sprawdzonych kalkach i schematach, to nie można uniknąć, a nawet nie należy, trybu bycia. Szczerze mówiąc, dla mnie ten drugi wspaniale ubogaca nasze życia, pozwala nam na rozsmakowanie w świecie, szybowanie pośród mnóstwa możliwości i zmierzanie do celu. Właśnie – cel – kiedyś doszłam do wniosku, że wcale nie musimy go nigdy osiągnąć, nie musi być sprecyzowany, ale ważne, by był – jak Gwiazda Polarna wyznacza nam bowiem kierunek działań 🙂 I dzięki temu mamy poczucie sensu, nieodzowne i uspokajające 🙂

    P.S. Te cienkopisy to jedne z moich ulubionych. Miło je u Ciebie widząc, zwłaszcza na tak barwnych fotografiach 🙂

    • Tak, to bardzo ważne słowa – tryb bycia pozwala rozsmakować się w życiu i naprawdę go doświadczyć. Warto pielęgnować ten stan, bo niestety deadline’y i presja, o której wspominałaś w poprzednim komentarzu, działają na niego przytłaczająco… A cienkopisy faktycznie są super, narzeczony mi je ostatnio przyniósł i nie korzystam teraz z żadnych innych 😉

  • A ja mam straszny problem z uważnością – naprawdę nie wiem z której strony to ugryźć, żeby było dobrze. Książka wydana jest fajnie, po tym co piszesz wydaje się być świetna, ale boję się czy to nie będzie znów mój uważnościowy falstart, bo nie dam rady wykorzystać jej w życiu.

    • Chyba na tym właśnie polega cały myk z uważnością, że nie da się jej praktykować dobrze albo źle 😉 Moim problemem na początku była duża niecierpliwość. Chociaż medytacja zajmuje 10-20 minut, trudno było mi się zmusić, żeby wysiedzieć ten czas, bo przecież mam do zrobienia tyle innych, bardziej pilnych rzeczy. Pomogły mi bardziej energetyczne warianty ćwiczeń, np. medytacja w ruchu albo podczas spacerów – no i uświadomienie, że bycie uważnym wcale nie musi z automatu oznaczać też wyciszenia czy samych pozytywnych emocji, nie ma nic złego w złości czy irytacji podczas ćwiczenia. Taki był mój problem z uważnością – na czym polegał Twój?

  • Wydaje mi się, że poniekąd w blogowaniu – zarówno samemu jak i czytaniu innych – dość mocno się rozwija kreatywność, to samo fora, dyskusje, spotkania z ludźmi. Uwielbiam to i zawsze będę bronić takich rzeczy, bo uważam, że ludzie, ktorzy z góry skreślają innych i inne zdania, bardzo dużo SAMI na tym tracą – wszak każda rozmowa, nawet na pozornie błahy temat i z kimś o skrajnie innych poglądach, zwyczajnie nas rozwija, coś wnosi, nawet jeśli nie zmieniamy kompletnie zdania.Ot, taka moja opinia 🙂

    PS Świetny szablon bloga … kreatywny? 😉

    • Tak, masz całkowitą rację. Myślę też sobie, że w takich rozmowach wcale nie musi nawet chodzić o zmianę zdania. Umiejętność kulturalnego wymieniania odmiennych opinii z szacunkiem dla tej drugiej strony jest szalenie cenna, zwłaszcza w dzisiejszych czasach 🙂

  • Brzmi bardzo ciekawie. Szczególnie podoba mi się założenie trzeciego tygodnia czyli praca nad odpornością psychiczną – coś, co tak bardzo by mi się przydało teraz, nie tylko w trakcie tworzenia. 🙂

  • Kreatywność ma w sobie coś z odpuszczenia 😉 Odpuszczenia planowania, właśnie tej zadaniowości i inżynierii, no i ciągłego myślenia. Coś w człowieku musi po prostu pofrunąć. Uważność na pewno pomaga o tyle, że myślenie przestaje tak przeszkadzać i powstaje miejsce na coś nowego 🙂

    • Dokładnie o tym sobie ostatnio myślałam – że żeby być kreatywnym, trzeba sobie pozwolić na odrobinę chaosu, luzu i przede wszystkim niedoskonałości 🙂