JEDNA MAŁA RZECZ | #8 Zatrzymaj się i poczuj magię grudnia

JEDNA MAŁA RZECZ | #8 Zatrzymaj się i poczuj magię grudnia

Bardzo lubię grudzień. To miesiąc, który przez samą swoją naturę zmusza do zwolnienia tempa nawet tych najbardziej zapracowanych. Ciemne poranki i błyskawicznie zapadający zmierzch wysyłają czytelny komunikat: zrób tylko to, co konieczne, i wracaj prędko pod kołderkę. Pięknie udekorowane witryny sklepowe i migoczące dekoracje świetlne wabią wzrok nawet tych, którzy na co dzień nie poświęcają swojemu otoczeniu zbyt wiele uwagi. Zastępy Mikołajów i dzyndzające zewsząd kolędy są tak przesłodzone, że aż zęby trzeszczą… ale mimo wszystko rozkosznie jest dać się ponieść tej fali bożonarodzeniowego kiczu. Tak, grudzień ma w sobie dużo magii – zimowej, świątecznej i tej związanej z symboliką zamykania roku. Warto pozwolić sobie ją poczuć.

Od kilku dni podsumowuję już w myślach kończący się rok i dochodzę do podstawowego wniosku: to był bardzo, bardzo intensywny czas. A tak duże natężenie zdarzeń musi mieć swoje konsekwencje. Piękne wspomnienia, satysfakcję z odniesionych sukcesów. Poczucie własnej wartości dokarmione i oparte na solidnym fundamencie. Ale też: zmęczenie, przepracowanie i wiążącą się z nimi frustrację. Bo cały czas nie umiem sobie odpuścić. Wciąż chcę być we wszystkim najlepsza. I coraz częściej odnoszę wrażenie, że w swoich poszukiwaniach spokoju kręcę się w kółko. Och, potrafię mówić o nim bardzo ładnie, ale jeśli chodzi o praktykę, nie jestem dalej niż wtedy, kiedy zakładałam Calm Station. „Stacja spokoju“ wciąż jest dla mnie odległym punktem docelowym, a nie miejscem, z którego wyruszam.

Taka natura ma swoje prawa. Więc kiedy przychodzi grudzień, Mikołaje ruszają w miasto, a na choinkach u sąsiada zapalają się śliczne światełka, moją pierwszą myślą nie jest wcale: zasłużyłam na to, by zwolnić i się cieszyć. Tylko raczej: jak zdołam zrobić wszystko, co sobie zaplanowałam w czasie jeszcze krótszym niż zazwyczaj?! Zamiast mościć się pod kocykiem, w pierwszym odruchu zbieram resztkę sił i chcę ruszać do ostatniego galopu.

Czuję, że nie jestem sama w tej potrzebie perfekcji. W tym przeświadczeniu, że chwila na nacieszenie się magią grudnia przyjdzie dopiero wtedy, kiedy uporam się z całą listą zadań. Że trzeba się napracować, żeby zasłużyć na przyjemności. Dzisiejsze zadanie z projektu JEDNA MAŁA RZECZ dedykuję więc wszystkim tym, którzy pod koniec roku czują szczególnie mocno, że gorset perfekcjonizmu trochę zbyt ciasno ich ściska. Skorzystajmy wspólnie z tej grudniowej magii i poćwiczmy odpuszczanie w jej sprzyjających aurze 🙂

Dzisiejsze zadanie brzmi więc:

Wciśnij pauzę. Odłóż listę zadań. Zatrzymaj się i poczuj magię grudnia.

Na tyle, na ile to możliwe: niech to będzie miesiąc bez ścisłych planów. Bez frustracji, jeśli jakiegoś celu nie uda się zrealizować, jeśli jakieś rozgrzebane zadanie przeciągnie się na kolejny rok. Bez wytyczania sobie nowych projektów – na to za chwilę przyjdzie pora. Pozwólmy sobie, by grudzień stał się czasem spokojnego podsumowania, doceniania i uszanowania tego, co się przez ostatni rok wydarzyło (nawet, jeśli na co dzień nie czujesz się z tego zadowolony/a). By był miesiącem rozluźnienia i rozleniwienia.

Więc choć mój wewnętrzny perfekcjonista krzyczy, że powinnam zebrać się w sobie i zasuwać, bo na koniec miesiąca przecież i tak odpocznę – już teraz pozwalam sobie działać wolniej, luźniej i robić mniej. Świadomie odpuszczam dyscyplinę, którą na co dzień w różnych sferach życia sobie narzucam. Przez tych kilka tygodni staram się całkowicie zaakceptować wszystkie moje wady i słabostki, z którymi przez resztę miesięcy walczę. Te nieupilnowane przerwy, kończące się rozlazłym scrollowaniem Facebooka. Te troszkę zbyt słodkie herbaty w kawiarni, drożdżówki i jabłkowe rożki, bo nie chce mi się szykować ich zdrowszych alternatyw. Wszystkie ominięte treningi i przedłużające się poranne drzemki. Wieczorem spędzam ostatnio czas zupełnie nierozwijająco – zakutana w koc, piję herbatę i gapię się na te ładne, sąsiedzkie światełka. Jakie to jest szczęście!

pomoce naukowe, czyli co jeszcze ułatwia zatrzymanie magii grudnia:

1. Wyzwanie Self Care Challenge przygotowane przez Igę (Kryzysowi.pl). Z ręką na sercu: dbacie o to, by każdego dnia zrobić dla siebie coś dobrego? Pamiętacie o tym? Przerażająco smutne jest dla mnie to, jak często taki pomysł wydaje się egoistyczny albo abstrakcyjny. A to przecież podstawa podstaw.

2. Praktyka medytacji miłującej dobroci, która w okresie świątecznym brzmi szczególnie pięknie – odsyłam Was do świetnego artykułu Joanny Nogaj.

3. Celebrowanie świątecznych przygotowań. Niezależnie od światopoglądu czy relacji rodzinnych, warto pozwolić sobie na poddanie się tej przedświątecznej ekscytacji. W swoim rytmie i tylko w takim zakresie, na jaki macie ochotę. Jeśli nie przepadacie za Świętami, nie zachęcam do zmuszania się do spotkań towarzyskich czy szykowania nielubianych potraw. Wystarczy drobny, czytelny tylko dla Was samych akcent.

4. Beztroskie wymyślanie planów na nowy rok. To jeden z moich ulubionych paradoksów „nierobienia“: kiedy sobie odpuszczam i zwalniam, staje się bardziej kreatywna i zmotywowana do działania. Podczas świątecznej laby ten mechanizm działa szczególnie skutecznie i kolejne pomysły na noworoczne projekty same przychodzą do głowy. To piękny moment spontanicznej kreacji, który warto docenić. Pozwolić sobie na chwilę pasywnej, niespiesznej obserwacji tego procesu, zanim rzucimy się w wir działania 🙂

A Ty? Jak spędzasz przedświąteczny czas? Co pomaga Ci poczuć grudniową magię?

Jedna Mała Rzecz to projekt, który zachęca do działań drobnych, ale konsekwentnych. Przekonałam się, że to właśnie w nich kryje się ogromna siła. Będę Was zachęcać do mini-wyzwań, mikroeksperymentów, do przekraczania swojej strefy komfortu, ale tylko o jeden, malutki kroczek. Nic spektakularnego. Bez oklasków i euforii na końcu. A jednak – czasem już ta śmieszna, drobna rzecz wystarcza, by poczuć się dobrze i osiągnąć swój cel. 

  • Praktyka miłującej dobroci jest fantastyczna, sama ją robię, choć w trochę innej formie. 🙂 Piękne przygotowania do Świąt. Ważne. Mi zawsze pomaga jedno, zarąbiście ważne pytanie: a gdyby to były ostatnie święta? Czy też bym tak goniła za dopięciem spraw, generalnym wysprzątaniem domu, wyśrubowanymi normami doskonałych kulinariów? Czy może coś innego byłoby ważniejsze. I zawsze zmienia mi się perspektywa. Uważność dobra rzecz. 🙂 A Twoje slow święta zapowiadają się cudownie, ciepło i tak odprężająco… <3 🙂

    • O tak, u mnie również pomaga to pytanie – i w wersji świątecznej, i w takiej zwykłej, codziennej 🙂 Czyni cuda, kiedy jestem poirytowana, od razu zmienia optykę.

  • Masz rację, że nie jesteś sama w tym perfekcjonizmie – sama zamiast zwolnić i cieszyć się grudniem zafundowałam sobie koszmarny tydzień pełen prania, prasowania, wypełniania zobowiązań i gonienia za wszystkim na raz. I obiecywałam sobie oczywiście, że jak to zrobię to już odpocznę, ale wiadomo, lista zadań nigdy nie redukuje się do zera. 🙂 Więc staram się sobie podarować to, że tak się zajechałam w tym grudniu i nadrobić jeszcze to całe świąteczne lenistwo.
    Podoba mi się to, co napisałaś o niestresowaniu się rozgrzebanymi sprawami, z którymi wchodzimy w Nowy Rok. Mam wrażenie, że zewsząd trąbi się o tym, jak to nie należy zaczynać Nowego Roku ze starymi problemami i w konsekwencji napędzamy tę przedświąteczną gonitwę. A z drugiej strony, co tak naprawdę się stanie jeśli nie wyrobimy się z czymś do 31-ego grudnia? Czy gdyby Nowy Rok przypadał w marcu przywiązywalibyśmy do tego aż taką wagę? Super, że zwróciłaś na to uwagę. 🙂

    • Z tym Nowym Rokiem jest chyba trochę tak, jak ze wszystkimi innymi nowymi startami w mniejszej skali – nowym tygodniem, nowym dniem itp. Sama długo czułam potrzebę „zamykania” wszystkiego, by móc rozpocząć nowy etap ze świeżą głową i czystą kartą, na której mogłabym rozpisać sobie nowe pomysły. Tyle tylko, że kiedy dążyłam do zamykania za wszelką cenę, zazwyczaj na nic innego nie starczało mi już czasu i nowy dzień rozpoczynałam zajechana i znużona, a nie pełna pomysłów i wypoczęta. Z rozpoczynaniem roku jest podobnie. Moim zdaniem naprawdę lepiej machnąć ręką na te niezamknięte sprawy i pozwolić sobie odetchnąć. Zwłaszcza, że ten styczniowy kop motywacyjny związany z „noworocznymi postanowieniami” jest w nas tak mocno zakorzeniony, że energia do działania jakoś sama z siebie wzrasta 😉 Życzę Ci więc duuużo świątecznego lenistwa 🙂

  • Dla mnie grudzień to również piękny miesiąc i wartościowy czas. Dawkuje sobie przyjemności, jeśli tylko mam chwilę robię to co lubię i staram się być bardziej dla siebie. Wychodzi różnie, bo zapracowanie, bo domknięcie projektów i innych spraw, bo przygotowania. Ale mimo wszystko staram się robić dla siebie dobre rzeczy i częściej się zatrzymywać:)

    • U mnie też różnie to bywa, tym bardziej że przednoworoczne szaleństwo domykania wszystkich celów w różnych miejscach daje się we znaki 😉 Ale najważniejsza jest intencja – sama świadomość i pozwolenie sobie na korzystanie z wolniejszych chwil dają bardzo dużo!

  • Pingback: #Tu i teraz: grudzień 2017 - Calm Station()