JEDNA MAŁA RZECZ | #4 Spójrz na swoje życie z perspektywy makro i mikro

JEDNA MAŁA RZECZ | #4 Spójrz na swoje życie z perspektywy makro i mikro

Zawsze będę twierdzić, że poczucie szczęścia zależy od wielu czynników, ale jest taka jedna, mała rzecz, bez której naprawdę ciężko w tej kwestii coś zdziałać. Cały sekret szczęścia kryje się już w poprzednim zdaniu. To jedno słówko: poczucie. Paradoksalnie, żeby poczuć się naprawdę szczęśliwymi, musimy uświadomić sobie, że ten stan nie ma żadnych konkretnych wytycznych, żadnych obiektywnych wymagań, które należy spełnić. Że coś, co tak mocno wpływa na jakość życia, jest sprawą całkowicie subiektywną. Zresztą, nie chodzi wyłącznie o szczęście – wszystkie inne stany psychiczne działają w gruncie rzeczy tak samo. To jedna z kluczowych nauk mindfulness: zdarzenie samo w sobie nie niesie ze sobą żadnego ładunku emocjonalnego, a to, co z nim zrobimy, zależy tylko i wyłącznie od znaczenia nadanego w głowie. Chwile, kiedy faktycznie udaje się nabrać dystansu i zobaczyć je dokładnie takim, jakie jest, jeszcze bez żadnych przypisanych znaczeń, są czymś magicznym. Warto ćwiczyć tę umiejętność i pielęgnować takie momenty. Dlatego dzisiaj zachęcam Was do wykonania ćwiczenia, które pokazuje, w jak wielkim stopniu samopoczucie zależy od interpretacji.

Zadanie na ten tydzień brzmi: spójrz na swoje życie z perspektywy makro i mikro.  

To ćwiczenie bardzo mi pomaga, kiedy trochę zbyt głęboko zapadam się we własne „ja“. Wiecie, te dni, kiedy zły nastrój jawi się jako na zawsze przegrane życie, zadyszka na fitnessie prowadzi do wniosku, że powinnam to wszystko rzucić, bo nigdy nic mi w tej dziedzinie nie wyjdzie (» Nie zasługuję na ładny strój do ćwiczeń), a kłótnia z bliską osobą to czytelny dowód na to, że w życiu jesteśmy skazani na samotność i wszelkie bliskie relacje to fikcja (pozdrawiam egzystencjalistów). Krótko mówiąc, kiedy dramatyzuję, a moja głowa przekłada ten mało stabilny stan emocjonalny na wnioski o charakterze ogólnych prawd. Znacie to, prawda?

To jest właśnie perspektywa mikro. Percepcja przestawia się na ten najdokładniejszy, najbardziej czuły na detale tryb. Lubię o tym myśleć jak o sztuce filmowej albo fotografii: wyobrażam sobie zdjęcie albo taki kadr z filmu, w którym kamera wydobywa każdy, najdrobniejszy szczegół fizjonomii bohatera – sieć zmarszczek pod oczami, żółtą plamkę na tęczówce, widoczny jedynie pod światło drobny meszek na policzkach. Widok bardzo kameralny, bardzo intymny, dostrzegalny jedynie z naprawdę bliska. W takim trybie w psychice władzę pełnią wrażenia i nastroje, a każda (nawet całkiem przelotna) emocja zajmuje cały kadr. W takim trybie czuję, że cały świat sprowadza się do tego, czego właśnie doświadczam i o czym myślę. Spróbujmy jednak trochę rozszerzyć ten plan. Stopniowo wycofajmy oko kamery, niech obejmie twarz, popiersie, całą sylwetkę. I jeszcze dalej – jak na tych wizualizacjach, w których z detalu przechodzimy do widoku domu, miasta, kraju, kontynentu, całej ziemi. O tak:

Mam takie szczęście, że okna naszego mieszkania z jednej i z drugiej strony wychodzą na inne bloki. Kiedy jeszcze paliłam i wieczorami wychodziłam na papierosa, w mojej wyobraźni prawie zawsze zachodził taki właśnie zoom out – w dużo mniejszej niż przedstawiona na filmie, ale całkowicie doświadczalnej skali. Obserwowałam pobliski blok: jak kolejni sąsiedzi wracają do domu po pracy, w ilu oknach zapalają się światła, ile z nich rozjaśnia niebieskie migotanie telewizora, ile osób właśnie zasiada na kanapie, krząta się po kuchni, zmywa naczynia i rozwiesza pranie, karmi swoje zwierzęta i przewija swoje dzieci. To taki zwyczajny, codzienny widok, ale zawsze ściska mnie za serce. Uświadamiam sobie wtedy, że tylko w tym momencie, w zasięgu mojego wzroku, poza moim toczy się życie kilkudziesięciu innych osób. I że każda z tych osób doświadczyła lub doświadczy tak jak ja tylu prostych, zwyczajnych, a przecież jednak bardzo doniosłych rzeczy: dorastania, budowania relacji, bliskości i straty, wyzwań, porażek i sukcesów. I że dla któregoś z nich – np. tej pani z dziesiątego piętra, na którą zawsze zwracam uwagę, bo ma najładniejszy balkon i ilekroć jest w domu, to coś przestawia albo sprząta – moje życie, z całą swoją głębią, też jest tylko takim elementem krajobrazu: zapalonym wieczorem światłem, sylwetką widoczną w oknie. W jej oczach nie mam historii, imienia, pewnie nawet wieku. Cała moja głębia, wydarzenia rozkminiane godzinami, emocje, które w nocy nie pozwalajają mi spać, z perspektywy drugiej strony ulicy po prostu nie istnieją. To jest właśnie moja skala makro.

Na wszelki wypadek napiszę: żadna z tych skal nie jest w percepcji świata gorsza ani lepsza i nie chodzi mi o to, by faworyzować którąkolwiek z nich. Każda ma swoje fajne i mroczne aspekty, bo – jak to najczęściej z ludzką konstrukcją psychiczną bywa – „wszystko jest po coś“. Bardzo sobie cenię perspektywę mikro za jej spostrzegawczość i czułość. Gdyby nie ona, trudno byłoby mi zrozumieć moje potrzeby i motywacje, to na jej delikatnej mocy opiera się uzdrawiające działanie psychoterapii i innych metod wsparcia psychicznego. Ale kiedy funkcjonujemy wyłącznie w takim trybie, łatwo zapaść się w swoje i cudze problemy, a każdy irytujący drobiazg może stać się życiową tragedią – właśnie dlatego, że brakuje szerszej perspektywy, w której można by to zdarzenie umiejscowić. Perspektywa makro z kolei – choć z reguły działa na mnie kojąco, uświadamiając mi, jak drobny jest mój problem i jak łatwo będzie wziąć go na bary – też może przecież budzić zgoła odmienne uczucia i prowadzić do ogromnego, egzystencjalnego lęku, bo skoro jestem tak drobnym, niezauważalnym nawet w perspektywie własnej ulicy elementem świata, to jaki sens ma moje życie?

Nie zachęcam więc do tego, by kurczowo trzymać się jednej albo drugiej, tylko do elastyczności. Z mojego doświadczenia wynika, że trudno jest przekroczyć pewną zwykłą, codzienną perspektywę; łatwiej założyć, że ta usłużnie podsuwana nam przez mózg, najbardziej dostępna interpretacja jest jedynym sposobem, w jaki należy patrzeć na świat. Moim naturalnym trybem jest mikro – rozdłubuję własne i cudze emocje godzinami, a każdy drobiazg poddaję szczegółowej analizie ze wszystkich możliwych perspektyw. Wycofanie się z tego i szersze spojrzenie na problem pozwala mi odetchnąć i daje błogosławiony dystans. Ale może u Ciebie jest na odwrót? Może tym, czego potrzebujesz, jest właśnie zoom in i czułe spojrzenie, które po raz pierwszy od dawna zamiast całego obrazu obejmie pojedynczy detal? Jakkolwiek by nie było – poeksperymentuj z tym trochę. Dopuść do siebie ten drugi, mniej wygodny styl. Przestawiaj suwak, zbliżaj się i wycofuj, baw się do woli każdym z nich – twój aparat odbioru świata ma tak szeroki zakres, że szkoda byłoby nie wykorzystać wszystkich jego możliwości.

Życzę Wam fascynujących odkryć filozoficzno-fotograficznych 🙂 A jeśli macie ochotę, koniecznie dajcie znać, w którym trybie Wy funkcjonujecie najczęściej? 

Jedna Mała Rzecz to projekt, który zachęca do działań drobnych, ale konsekwentnych. Ostatnie miesiące nauczyły mnie, że to właśnie w nich kryje się ogromna siła. Będę Was zachęcać do mini-wyzwań, mikroeksperymentów, do przekraczania swojej strefy komfortu, ale tylko o jeden, malutki kroczek. Nic spektakularnego. Bez oklasków i euforii na końcu. A jednak – czasem już ta śmieszna, drobna rzecz wystarcza, by poczuć się dobrze i osiągnąć swój cel.