JEDNA MAŁA RZECZ | #1 Przerób coś złego na coś dobrego

JEDNA MAŁA RZECZ | #1 Przerób coś złego na coś dobrego

Jedna Mała Rzecz to projekt, który przyszedł mi do głowy natychmiast po podjęciu decyzji o stworzeniu bloga. Ostatnie miesiące nauczyły mnie, że w drobnych – a często wręcz śmiesznych – zmianach kryje się ogromna siła.

Do tej pory, kiedy było mi źle, robiłam w życiu rewolucję: tworzyłam precyzyjny plan działania (och, uwielbiam planować), zakładający zmianę stylu życia, sposobu myślenia, relacji z ludźmi, a przy okazji jeszcze wystroju mieszkania, zawartości szafy, portfela i lodówki. Następnego dnia wstawałam rano i… nie byłam w stanie mu sprostać. Trudno zacząć dzień o 7 od godzinnego treningu i fit śniadania, jeśli od lat wstajesz o 10, sięgnięcie po puszkę z kocią karmą jest w twoim rozkładzie dnia czynnością najbliższą gimnastyce, a menu śniadaniowe obejmuje dwa papierosy, napompowaną bułę i rozpuszczalną kawę. Porażka już na starcie zniechęcała mnie do dalszych działań i tak oto, zanim naprawdę zaczęłam, z reguły już było po wszystkim.

Dzisiaj wiem, że zmiana nie bierze się z deklaracji, tylko z codziennych wyborów – tak małych, że często trudno je nawet zauważyć. Dlatego będę Was zachęcać do mini-wyzwań, mikroeksperymentów, do przekraczania swojej strefy komfortu, ale tylko o jeden, malutki kroczek. Nic spektakularnego. Bez oklasków i euforii na końcu. A jednak – czasem już ta śmieszna, drobna rzecz wystarcza, by poczuć się dobrze i osiągnąć swój cel.  

Na dobry początek zaplanowałam więc wyzwanie, które nie wymaga absolutnie żadnych poświęceń, nakładów finansowych czy wolnego czasu, a jedynie chwili umysłowej gimnastyki. Kojarzycie Potęgę podświadomości Josepha Murphy’ego? Na pewno. A wszystkie te teksty, że „odpowiednie nastawienie jest kluczem do sukcesu“ i że „poczuj się zwycięzcą, to będziesz zwycięzcą“? Jeśli też już wychodzi Wam to uszami – witam w klubie.

Sęk w tym, że tak faktycznie jest. To, jak myślimy, wpływa na nasze emocje i w konsekwencji – na nasze zachowania. Dzieje się to w dosyć oczywisty sposób: jeśli myślisz, że świat jest zły i chce cię skrzywdzić, interpretujesz przydarzające ci się rzeczy w określony sposób i pośród wszystkiego, co cię spotyka, zauważasz przede wszystkim to, co potwierdza twoją tezę. Jakoś tak to działa, że lubimy mieć rację.

W internetowym chórze „możesz wszystko“ bardzo drażni mnie jednak to, że ta zmiana stylu myślenia jawi się jako coś łatwiutkiego i niewymagającego głębszej refleksji. Hop, siup, myśl pozytywnie, a jak nie umiesz, to i tak niczego nie osiągniesz, bo jesteś zawistnym polaczkiem. A to przecież fundamentalna różnica! Takiego negatywnego widzenia rzeczywistości uczymy się od lat – nie mówimy dobrych rzeczy na głos, żeby nie zapeszyć, nie chwalimy za bardzo, bo jeszcze komuś się w głowie poprzewraca, podkreślamy swoje słabe strony i zbywamy komplementy na temat tych mocnych. Jak tu myśleć, że jesteś zwycięzcą, skoro całe życie uczysz się mówić, że każdy twój sukces to drobiazg, a twoje osiągnięcia są w gruncie rzeczy nieistotne?

Jak wszystko, pozytywne myślenie wymaga czasu i pracy. Zacznij od drobiazgów. Daj sobie przyzwolenie na sceptycyzm i niechęć. Nie musisz od razu stawać się hurraoptymistą i swoją pozytywną energią porywać tłumów. Po prostu od czasu do czasu spróbuj zrobić coś inaczej niż zwykle. Jak?

Zadanie na ten tydzień brzmi: przerób coś złego na coś dobrego.

Celowo piszę „przerób“, bo chodzi mi o zadanie wymagające pracy i kreatywności – wybranie jakiegoś nieprzyjemnego zdarzenia i przeinterpretowanie go tak, by poza jego negatywnymi skutkami wynikało z niego także coś, co jest okej. Takie działanie nie przekreśla związanych z nim nieprzyjemnych emocji (i całe szczęście, bo one też są ważnym sygnałem). Po prostu do tworzącego się automatycznie negatywnego zestawu próbujesz dorzucić coś jeszcze.

Moje przykłady z ostatniego, generalnie niezbyt przyjemnego dnia (kiepsko ostatnio sypiam i stresuję się ważnym egzaminem):

  • W nocy długo nie mogłam zasnąć i teraz od rana czuję się strasznie niewyspana ➪ dzięki temu mogę wypić drugą kawę, na którą na co dzień jest za późno;
  • Trudno mi zasnąć, boję się, że ta sytuacja i dziś się powtórzy ➪ jeśli się powtórzy, będę miała wreszcie czas, by w spokoju poczytać książkę;
  • Zapomniałam kupić części rzeczy potrzebnych na obiad ➪ dzięki temu zrobię sobie dodatkowy spacer, itp. 

Ciągle jestem niewyspana, zmęczona i poirytowana – problemy ze snem i stres to generalnie niezbyt fajne rzeczy, trudno się z ich powodu cieszyć. Ale obok tych emocji pojawiają się inne uczucia: bonusowa kawa jest wyjątkowo smaczna, spacer w pełnym słońcu przypomina mi, jak bardzo lubię późne lato, a moment z książką, choć w środku nocy, mimo wszystko relaksuje mnie i wycisza. Zauważam, że ten dzień ma też jasne momenty i wracam do równowagi.

Takie reinterpretowanie może wymagać czasem sporo kreatywności, ale można (i warto) je ćwiczyć – stopniowo wchodzi w nawyk. Na początku lepiej nie mierzyć zbyt wysoko i eksperymentować głównie z drobiazgami – o tych naprawdę trudnych wydarzeniach też da się myśleć w ten sposób, ale wymaga to o wiele więcej pracy i czasu. Więc zamiast skupiać się na tym, co trudne, zacznij od drobnych, codziennych ukłuć: bałaganu, brzydkiej pogody czy nadąsanej kasjerki w sklepie. Spróbuj pracować przez ten tydzień ze swoim zmęczeniem, smutkiem, rozdrażnieniem i – nie wypierając ich – dodawać do powodujących je zdarzeń pozytywne kontrapunkty. Na koniec zastanów się, co Ci to dało i czy w jakiś sposób wpłynęło na Twoją ocenę poszczególnych dni i generalnej jakości życia.

Trzymam kciuki za Twoje drobne, ale ważne próby 🙂 Będzie mi bardzo miło, jeśli na koniec podzielisz się w komentarzach swoimi spostrzeżeniami.

fot. Rodion Kutsaev / Unsplash