Jak oswoić lęk? Moja lista codziennych lęków

Jak oswoić lęk? Moja lista codziennych lęków

W sieci od kilku lat krąży obrazek, który bardzo lubię. „Nie możesz pozbyć się swoich lęków – informuje podpis – ale możesz nauczyć się z nimi żyć“. Sam rysunek przedstawia dziewczynkę i potwora, siedzących ramię w ramię na kanapie podczas popołudniowej herbatki. Dzięki tej prostej metaforze autor obrazka świetnie oddał to, co w terapii lęku wydaje mi się najbardziej istotne – że większą poprawę przynosi akceptacja niż walka.

Jak oswoić lęk?

Autor: Alex Noriega | Stuff No One Told Me.com

Każdy ma swojego lękowego potwora. Czasem staje się on na tyle duży i groźny, że funkcjonowanie z nim pod jednym dachem przekracza nasze możliwości. Trudno chociaż na niego spojrzeć, a co dopiero proponować mu herbatę! Jeśli więc odczuwasz lęk na tyle duży, że przeszkadza on w codziennym funkcjonowaniu – na pewno warto poszukać pomocy specjalisty.

Ale są też takie potwory, z którymi idziemy przez życie od wielu lat. I choć na ogół nie uniemożliwiają wykonywania codziennych czynności, choć w ogólnej ocenie funkcjonujemy „jako tako“ albo „całkiem dobrze“, to jednak od czasu do czasu dają o sobie znać. Psują radość z dawno oczekiwanego sukcesu, podtruwają myśli o wymarzonym urlopie, rzucają cień wątpliwości na właśnie podjętą decyzję. To te drobne, anegdotyczne dziwactwa, które wymieniamy w tekstach z cyklu „11 dziwnych faktów o mnie“. To przesądy, których wciąż się trzymamy, choć niby zdajemy sobie sprawę, że są głupie. To te małe ukłucia przerażenia i wyświetlające się w głowie najczarniejsze scenariusze, które dopiero po kilku chwilach udaje nam się jakoś zracjonalizować i ugłaskać. Za tym wszystkim stoi lęk.

Mój potwór

Moja znajomość z lękowym potworem trwa, odkąd pamiętam. Byłam typem dziecka, który wychowawcy określają „nadmiernie wrażliwym“, i od najmłodszych lat bardzo łatwo było mnie przestraszyć. Z biegiem czasu lęk przed stworami mieszkającymi pod łóżkiem dorósł razem ze mną i nabrał nieco bardziej abstrakcyjnej formy. Jak wygląda mój dorosły lęk? To ciche, ale stałe oczekiwanie, że w każdym momencie może przydarzyć się coś złego.

Coś złego przybierało już w moim życiu różne formy, od tych bardzo ogólnych do zaskakująco konkretnych. Miewało też różne stopnie nasilenia. Kilka lat temu, w czasach mojej kiepskiej kondycji psychicznej, lęk potrafił skutecznie zdominować moje dni i powstrzymywać mnie od jakichkolwiek działań. Na szczęście te czasy dawno minęły, ale to nie znaczy, że mój lękowy potwór zniknął. Gdzieżby tam. Jest. Ugłaskany, oswojony, przemielony przez poznawczo-behawioralne strategie wyuczone na terapii – ale stały. Siedzi sobie w kącie i cicho burczy, ilekroć robię coś, co wymaga ode mnie choć odrobiny niepewności i ryzyka. Najgorszy scenariusz, przedstawiony z detalami, w wielu opcjach do wyboru, mam zawsze pod ręką.

Jak oswoić lęk? 

Odczuwanie lęku jest czymś naturalnym. To emocja taka sama jak radość, czy smutek – każda z nich jest nam potrzebna do życia. Nie da się całkowicie wyeliminować go z życia, nie da się przestać się bać. I całe szczęście, bo takie działanie na dłuższą metę byłoby dla nas szkodliwe! Mając te słowa w pamięci, można jednak nad lękiem pracować – po to, by trochę go oswoić i uodpornić się nieco na towarzyszący lękowi dyskomfort.

Jak to zrobić? Przede wszystkim – zauważyć go i nazwać. Wbrew pozorom to trudniejsze niż się wydaje. W naszym społeczeństwie odczuwanie lęku przystoi co najwyżej małym dzieciom, u dorosłych kojarzy się ze słabością i emocjonalnym zahukaniem. Często więc, czując lęk, usiłujemy przekonać samych siebie, że jest inaczej. Odwracamy wzrok i staramy się jakoś te nieprzyjemne emocje zagłuszyć. Albo lokujemy przyczynę lęku gdzieś na zewnątrz, przypisując mu pozornie racjonalne przyczyny. Lęk często przybiera też formę bardzo ogólnych przekonań o funkcjonowaniu świata. Ludziom nie wolno ufać; nie chwal dnia przed zachodem słońca. Wracając do metafory z przebywającym w pomieszczeniu potworem: to tak, jakbyśmy – bojąc się na niego spojrzeć – zakrywali go parawanem albo firanką, a jego groźne pomruki interpretowali jako hałasy z ulicy lub odległe grzmoty 😉

Dlaczego warto zauważyć i nazwać swój lęk?

1. Po to, by go oswoić, a w konsekwencji zmniejszyć

Mówi się, że świadomość problemu to połowa sukcesu – i mam wrażenie, że w radzeniu sobie z lękiem jest to połowa szczególnie istotna. Dlaczego? Bo nade wszystko, lęk jest uczuciem niepewności. Często nie wiadomo nawet, co i dlaczego wzbudziło tak silny niepokój. Dyskomfort związany z lękiem jest jednak na tyle duży, że zamiast poświęcać czas i energię na te dociekania, wolimy prewencyjnie unikać wszystkich jego możliwych przyczyn. Niepokój zaczynają budzić nawet te sytuacje, której do tej pory wydawały się bezpieczne. W ten sposób lęk zatacza coraz szersze kręgi.

Zamiast więc odgradzać się od swojego lęku, warto poświęcić chwilę na jego identyfikację. Czego dokładnie się boję? Skąd to się wzięło? Co za tym lękiem może stać? Często straszniejsze niż sam obiekt lęku jest wspomnienie dyskomfortu, który nam wtedy towarzyszył (np. gorsze niż samo spostrzeżenie pająka wydaje mi się wspomnienie tego, jak na jego widok cała się trzęsłam i było mi niedobrze). Taki lęk przed lękiem prowadzić może do obsesyjnego tropienia i unikania wszystkich tych rzeczy, które mogą go potencjalnie wzbudzić. Lęk lubi zagarniać i uogólniać. Przeciwstawiając się temu poprzez nazywanie go i próbę dojrzenia wszystkich szczegółów tak dokładnie, jak tylko się da – odbieramy mu zawłaszczone terytorium 😉

2. Po to, by zwalczyć wstyd

Jak wspominałam wyżej, lęk wciąż kojarzy się ze słabością. Mimo pewnych zmian zachodzących w wizerunku problemów psychicznych, kwestie związane z lękiem nadal postrzega się raczej w zerojedynkowych kategoriach. Mam też wrażenie, że w ostatnich latach lęk coraz częściej bywa utożsamiany z rozwojowym lenistwem (strefa komfortu i tak dalej). Dorosłym ludziom po prostu nie wypada się bać. A to czyni bardzo trudnym zarówno opowiadanie o swoich zaburzeniach lękowych, jak i – po prostu – mówienie wprost o tym, że odczuwamy właśnie tę emocję.

Tymczasem, w lęku nie ma nic wstydliwego. Warto przypominać sobie o tym tak często, jak się da, i próbować mówić o swoich odczuciach otwarcie. Po co? Chociażby po to, żeby przełamać to tabu i dodać innym otuchy. Świadomość, że nie jesteśmy z jakimś problemem sami, ma naprawdę wielką moc. Do tej pory jestem wdzięczna jednej z moich ulubionych blogerek za to, że kilka lat w którymś ze swoich tekstów mimochodem wspomniała, że boi się ciemności. To było dla mnie prawdziwe objawienie. Więc – jest – ktoś – jeszcze. Uff.

3. Po to, by wiedzieć, nad czym pracować

Wyjaśnijmy sobie jedną rzecz. Akceptacja lęku nie jest zgodą na to, by już na zawsze nad nami dominował. Nie oznacza też pozwolenia na oddanie się pod kontrolę tych emocji. Świadomość swojego lęku pozwala lepiej go poznać, a w konsekwencji – opracować plan zaradczy. Trudno w końcu zmienić coś, co jest abstrakcyjne i nie ma precyzyjnych granic.

Moja lista codziennych lęków 

Na koniec tego tekstu chciałam podzielić się z Wami moją listą codziennych lęków. Robię to z pewną nieśmiałością. Mimo wszystkiego, co napisałam wcześniej, wciąż trochę zawstydza mnie, że „taka duża dziewczynka jak ja może bać się tylu rzeczy“. Ale właśnie – może. Nie ma w tym nic złego.

1. Podróżowanie

Nie lubię procesu przemieszczania się i właściwie każdy środek komunikacji budzi mój niepokój. Im mniejszą mam podczas podróży kontrolę, tym większy czuję lęk. Najgorzej jest w samolotach, których naprawdę panicznie się boję. Czuję się komfortowo tylko wtedy, kiedy sama prowadzę samochód, ale wtedy boję się innych rzeczy 😉

2. Parkowanie

To u mnie klasyczny przykład tego, jak łatwo przerobić drobną słabość w obsesję. Parkowanie to mój słaby punkt i na początku jazdy zdarzyło mi się kilka przycierek, przez które zupełnie straciłam wiarę w swoje możliwości manewrowe. Teraz, jeśli jadę gdzieś, gdzie mogą być kłopoty z parkowaniem – denerwuję się i wyobrażam sobie tę sytuację cały dzień. Co ciekawe, kiedy o tym nie myślę i idę na żywioł, wszystko mi się udaje 🙂

3. Ciemności

W domu jeszcze nie jest źle, bo mam męża, za naszym oknem stoi latarnia, a wszystkie dziwne hałasy można zrzucić na koty. Ale w obcym miejscu, a już najgorzej w obcym domu poza miastem… brrr.

4. Drastyczne sceny przemocy

Już kiedyś o tym pisałam. Drastyczne sceny na długo zostają mi w głowie, więc żeby ich uniknąć, często prewencyjnie sprawdzam sobie filmy albo seriale na Common Sense. To też klasyczny przykład lęku przed lękiem, bo samo oczekiwanie na tę scenę jest dla mnie dużo bardziej męczące niż patrzenie na nie per se.

5. Wojny, katastrofy, końce świata

Generalnie nie można ze mną śledzić wiadomości, rozmawiać o polityce międzynarodowej albo oglądać filmów katastroficznych (w dzieciństwie Tragedia Posejdona zaserwowała mi niezłą traumę).

6. Szczęście nie trwa wiecznie

To taki mój najgłębszy i najbardziej podstawowy lęk. Przed stratą, przed odrzuceniem, przed tym, jak szybko ktoś lub coś może zniknąć z mojego życia. Długo się z jego powodu broniłam przed wchodzeniem w jakiekolwiek poważniejsze relacje – po co, skoro i tak znikną? Obecnie jest to lęk dogłębnie przekopany, przepracowany i oswojony na tyle, na ile się da. Ale wciąż groźna z niego bestia i wystarczy mi jeden gorszy dzień, by pokazał, na co go stać.

7. Lęk, że boję się za dużo

Bo skoro tyle się boję, to coś musi być ze mną nie tak. Nawet jeśli sama czuję się obecnie zdrowa i naprawdę dobrze funkcjonująca. Gdzieś tam wciąż wydaje mi się, że istnieje jakiś obiektywny, wystandaryzowany poziom lęku dla całego społeczeństwa i jeśli go przekraczam – coś jest ze mną nie tak.

8. Lęk, że boję się za mało

Hej, nadwrażliwcy, być może to znacie. Jeśli niepokój towarzyszy Wam w większości trudnych sytuacji, a potem nagle przychodzi coś, co – choć powinno – kompletnie nie budzi takich odczuć… To staje się podejrzane, prawda? Ostatnio mam w życiu taką sytuację, w której radzę sobie zaskakująco dobrze i emocjonalnie kosztuje mnie bardzo mało. Nie mogę przestać się zastanawiać, gdzie jest haczyk.

A Ty? Co znalazłoby się na Twojej liście lęków?

Na wszelki wypadek jeszcze jedna, ważna uwaga. W tekście świadomie potraktowałam zjawisko lęku bardzo ogólnie, odnosząc się przede wszystkim do koncepcji lęku jako stanu, a nie jako cechy (więcej o tym rozróżnieniu możecie przeczytać chociażby tutaj). Nie powołuję się też na żadną klasyfikację zaburzeń lękowych. Tekst dotyczy sytuacji, w których odczuwany lęk nie zaburza codziennego funkcjonowania. Jeśli podczas lektury tego tekstu poczułeś, że w Twoim przypadku jest inaczej, opisane tutaj metody mogą okazać się niewystarczające – zachęcam do tego, by w takiej sytuacji poszukać specjalistycznej pomocy u psychologa lub psychiatry.

Fot. Redd Angelo / Unsplash