Hour by Hour 2017. Nieperfekcyjne wyzwanie fotograficzne

Hour by Hour 2017. Nieperfekcyjne wyzwanie fotograficzne

Być może zwróciliście uwagę, że na blogu pojawia się ostatnio trochę więcej lżejszych, typowo lifestyle’owych treści. To chyba wpływ wiosny: im dłuższe i cieplejsze stają się dni, tym łatwiej mi po prostu skupić się na życiu. Więcej doświadczać, mniej zastanawiać się nad doświadczaniem. Cóż mogę powiedzieć – maj ❤.

Wspominam o tym, bo dziś biorę udział w kolejnym po wymianie książkowej blogowym wyzwaniu: Hour by Hour, którego twórczyni są dwie Kasie: Kasia z Worqshop i Kasia z Antilight. Wyzwanie uczy dostrzegania i doceniania codzienności takiej, jaka jest – z całą swoją zwyczajnością, rutynowością i bałaganem w tle. Po ostatnim tekście, w którym narzekałam, że chciałabym robić więcej zdjęć, wiadomość o wyzwaniu dotarła do mnie kilkoma różnymi kanałami (dziękuję, dziewczyny!) i po dłuższym namyśle odważyłam się na start.

Ja i mój perfekcjonizm jesteśmy ostatnio w stanie wojny, a opublikowanie tego tekstu wydało mi się w tej wojnie genialnym manewrem taktycznym. No bo tak: zdjęcia, których moim zdaniem totalnie nie umiem robić – a tu na dodatek cykane w biegu, z bylejakim światłem. Mało tego, pokazywanie na nich samej siebie w zdecydowanie mniej formalnej niż do tej pory wersji. No i jakoś tak to wyszło, że choć wyzwanie wystartowało 1 maja, ja zabrałam się za robienie zdjęć w ostatnim dniu jego trwania. Trochę czasu zajęło mi edytowanie i opisanie zdjęć… i teraz, kiedy publikuję ten tekst, Hour by Hour 2017 jest już de facto zamknięte. Myślę sobie jednak, że mniej ważne od ścisłego przestrzegania dat jest samo podjęcie próby i świadomość, jak wiele sprawiło mi to przyjemności.

Na dzień zdjęciowy wybrałam (z konieczności 🙂 ) poniedziałek 15 maja. Oto on, godzina po godzinie:

Hour by Hour 2017 | Wyzwanie fotograficzne

7:30 

Budzę się i – po krótkich pertraktacjach z wewnętrznym leniem – wstaję. Karmię koty i szykuję sobie śniadanie (dziś jajecznica z pomidorami). Mój narzeczony jeszcze śpi, więc mam całe mieszkanie dla siebie. Poranki to chyba taka pora, którą najbardziej celebruję. Rzadko mam jakieś plany z samego rana, więc mogę spokojnie zjeść śniadanie i przygotować się do nadchodzącego dnia.

8:30 

Celebrację poranka obowiązkowo zamyka wypicie pierwszej kawy na kanapie. To takie 5-10 minut, kiedy poza cieszeniem się smakiem kawy nie robię absolutnie nic innego (no dobrze, czasem zdarza mi się rundka po social mediach, ale staram się tego unikać). Jednocześnie to taki mój codzienny rytuał przejścia – zamyka poranek i oznacza właściwe rozpoczęcie dnia. Po wypiciu ostatniej kropelki wrzucam przyspieszenie, ekspresowo się ogarniam i najczęściej w ciągu 15 minut już siadam do komputera, gotowa do pracy.

Hour by Hour 2017 | Wyzwanie fotograficzne

9:30 

Moje przedpołudnie jest dzisiaj trochę poszarpane. O 11 jestem umówiona w Centrum na przymiarkę sukni ślubnej, dodatkowo moja mama zapowiedziała się z błyskawiczną wizytą po drodze do pracy, żeby podrzucić nam do spróbowania kawałek swojego imieninowego tortu 😉 Duże zadania wymagające skupienia przekładam więc dzisiaj na popołudnie i koncentruję się na załatwianiu drobnych spraw organizacyjnych na ten tydzień, z kalendarzem i bullet journalem pod ręką.

10:30 

Już po spotkaniu z mamą, lecę do Centrum na przymiarkę i robię sobie to oto urokliwe selfie w naszej windzie. Wstydliwy fakt – robię ich sobie naprawdę sporo, przejazd z 11 piętra trochę trwa i czymś w końcu trzeba zająć ręce 😉

Hour by Hour 2017 | Wyzwanie fotograficzne

11:30 

Już po przymiarce. Jestem zadowolona – suknia jest już praktycznie skończona i zaczynam się w niej czuć coraz bardziej swobodnie. Przy okazji udaje mi się też zamknąć temat biżuterii i zamówić w salonie piękną opaskę. Zdjęć nie mam, bo projektantki na to nie pozwalają, a ja jestem osobą o bardzo dużym szacunku do zasad i nie wyobrażam sobie robienia w takiej sytuacji np. zdjęcia z ukrycia (co, jak wnoszę po obserwacji kilku ślubnych grup na Facebooku, jest bardzo popularną praktyką). Po wyjściu z salonu siadam na chwilę w Coście, by zjeść drugie śniadanie i wykonać kilka telefonów. Szczerze nie znoszę załatwiać spraw przez telefon i często szukam właśnie takich sposobów, by trochę sobie tę czynność osłodzić.

12:30 

Wracam do domu. Po drodze robię dla nas szybkie zakupy na najbliższe dni. W mieszkaniu druga kawa i wreszcie na spokojnie zabieram się do pracy.

Hour by Hour 2017 | Wyzwanie fotograficzne

13:30 

Podczas pracy staram się pamiętać o robieniu 5-10 minutowych przerw na relaks. Często polega on po prostu na chwili kocio-ludzkiej czułości. Podobno uspokajający wpływ głaskania kotów został ostatnio udowodniony naukowo. Ja i widoczny na zdjęciu Buniek możemy potwierdzić, że w naszym przypadku sprawdza się świetnie 🙂

14:30 

Skończyłam pierwszy blok i robię sobie dłuższą, popołudniową przerwę. Zanim zabiorę się za obiad, rozpisuję w bullet journalu zadania na ten tydzień. Dominują kwestie organizacyjne związane ze ślubem. Zostało nam niecałe 6 tygodni i musimy trochę zwiększyć tempo, tym bardziej, że za niektóre rzeczy dopiero się zabieramy.

Hour by Hour 2017 | Wyzwanie fotograficzne

15:30 

Przygotowuję sobie obiad: kaszę z pieczarkami, papryką, cebulą i indykiem, podlaną gęstym mleczkiem kokosowym (dzięki diecie Healthy Plan By Ann nauczyłam się stosować je jako zdrowszy odpowiednik śmietany). W poniedziałki o 16 zazwyczaj chodzę na zumbę, ale akurat dzisiaj sobie odpuszczam ze względu na sporo obowiązków i kiepskie samopoczucie. Zamiast tego obiecuję sobie, że wieczorem poćwiczę w domu.

16:30 

Odpuszczoną godzinę spędzam na lenistwie. Przytulam się do kotów, przez chwilę czytam, ale szybko zaczynam zasypiać, więc robię sobie zieloną herbatę i przerzucam się na internet. Surfowanie prowadzi mnie dzisiaj do tekstów o najnowszym Obcym (utwierdzam się w przekonaniu, że nie warto go oglądać) i serialu Anne, który dla odmiany dopisuję na samym szczycie mojej serialowej wishlisty. Swoją drogą, wiecie że nigdy szczególnie nie lubiłam Ani z Zielonego Wzgórza? Moimi bohaterkami dzieciństwa były Polyanna i Emilka 🙂 Próbuję też wreszcie tortu, który dostaliśmy od mamy. Przez dłuższą chwilę zastanawiam się, czy mogę zjeść znajdujące się na nim płatki i listki… Ryzykuję, a co mi tam! Chrupiąc płatki róż, czuję się jak elfka.

17:30 i 18:30 

Ups… Po regeneracyjnej godzinie wracam do pracy. Tym razem wsysa mnie ona do tego stopnia, że zupełnie zapominam i o przerwach, i o zdjęciach.

Hour by Hour 2017 | Wyzwanie fotograficzne

19:30 

Tomek wraca z pracy, więc wspólnie wybieramy się po odbiór obrączek do naszego najbliższego centrum handlowego – Galerii Mokotów. Spędziłam na Mokotowie całe życie (kilka lat mieszkałam niby po śródmiejskiej stronie ulicy, ale ciiiś) i bardzo lubię rejestrować zmiany, które na przestrzeni tych lat zachodziły w mojej dzielnicy. Galeria Mokotów na przykład jest jednym z najstarszych handlowych gigantów – jeszcze z tych czasów, kiedy stawianie betonowych molochów w centrum miasta wszystkim wydawało się takim super pomysłem. Z biegiem lat pojawiły się większe centra handlowe, do których przeniosły się tłumy i w dni robocze jest tam teraz naprawdę kameralnie i dość pusto. W odpowiedzi Galeria zaczęła kreować się na miejsce z projektancko-artystycznym zacięciem. Dzięki temu na korytarzach można spotkać dosyć ciekawe konstrukcje, jak chociażby ta pasiasta ławka z nogami, której musiałam zrobić zdjęcie.

20:30 

Obrączki są, państwo młodzi są… Jeśli chodzi o ślub, najważniejsze mamy chyba załatwione!

Hour by Hour 2017 | Wyzwanie fotograficzne

21:30 

Ostatnie wieczorne godziny spędzamy już w luźnej, chilloutowej atmosferze. Tomek odpoczywa po ciężkim dniu w pracy, Minor wprawdzie niespecjalnie się dziś zmęczył, ale odpoczywa dla towarzystwa. Ja zajmuję się już ostatnimi, przyjemnymi zadaniami – odpowiadam na komentarze na blogu i obrabiam zdjęcia z wcześniejszej części dnia. Zaraz dołączę do chłopaków na kanapie, ale najpierw obiecana zumba w domowych warunkach!

22:30 

Nie przepadam za sobą na zdjęciach, ale to bardzo mi się spodobało. Zupełnym przypadkiem pokazało to, co jest dla mnie najważniejsze w ćwiczeniach – jak wielką sprawiają mi radość! Miał być typowy dla mnie, selfiowy uśmiech z zamkniętymi ustami, a wyszedł taki radosny banan. W tle na ekranie widać Zumba Fitness: World Party na Kinecta, z którym ćwiczę.

23:30 

Chodzimy spać koło północy, więc czas po jedenastej to już dla mnie pora przygotowania do snu. Ponieważ miewam kłopoty z zasypianiem, dbam o to, żeby podczas tej ostatniej godziny wystarczająco się wyciszyć. Staram się o tej porze nie korzystać z elektronicznych urządzeń, nie zajmować żadnymi zadaniami, nie podejmować trudnych tematów w rozmowach. To ostatnie jest dla mnie szczególnie trudne, bo mam tendencję do rozpoczynania w środku nocy rozkmin zmieniających życie 😛 Na szczęście tym razem idę spać ze spokojną głową. Jeszcze ostatni łyk herbatki, kilkanaście stron Knausgarda, nocny posiłek dla kotów i można ruszać pod kołdrę. Dobranoc!

Udział w Hour by hour dał mi mnóstwo radości. Przyjemnie było się zastanawiać, co będę robić za godzinę, kiedy akurat wypadnie pora następnego zdjęcia. Fajnie było zobaczyć, jak wiele przyjemnych drobiazgów i detali składa się na coś tak drobnego jak jeden, zwyczajny dzień. Kasiu i Kasiu, dziękuję za ten pomysł – to było bardzo dobre, rozwijające uważność przeżycie! 🙂