Jak ćwiczyć uważność? 3 proste, codzienne czynności

Jak ćwiczyć uważność? 3 proste, codzienne czynności

Kiedy słyszysz o mindfulness, medytacji, praktykowaniu uważności – jakie wizje stają Ci przed oczami? Czy wyobrażasz sobie wtedy ścieranie kurzu albo obieranie cebuli? A może Twoje myśli od razu podążają znanym, instagramowym tropem: brzeg morza, kwiat lotosu, joga, kominek i kubek herbaty?

Wraz ze wzrostem popularności, każde zjawisko ulega spłyceniu, a mindfulness nie jest w tej kwestii wyjątkiem. Niby wiemy, na czym to polega – na doświadczaniu teraźniejszości takiej, jaka jest, koncentracji na chwili obecnej (tu pisałam o tym więcej). W praktyce trudno jednak wyobrazić sobie uważność bez zestawu powiązanych z tematem, estetycznych gadżetów. Mindfulness kojarzy się, owszem, z doświadczaniem chwili, ale tylko tej ładnej, przyjemnej, sympatycznej. Wakacje na Dominikanie są z pewnością godne celebrowania, ale dreptanie do spożywczaka z zasmarkanym od mrozu nosem już niekoniecznie. A przecież życie składa się głównie z takich momentów: ani dobrych, ani złych, po prostu zwyczajnych. Tysięcy wypraw do sklepu, przejazdów do pracy i wyrzuceń śmieci, których w ogólnym rozrachunku nawet nie będziemy pamiętać.

„ZMYWANIE DLA ZMYWANIA”

Podczas zmywania naczyń powinniśmy być tylko zmywaniem naczyń. (…) Kiedy zmywamy i myślimy o herbacie, która na nas czeka – to śpieszymy się, żeby sprzątnąć naczynia tak, jakby nam przeszkadzały. Wtedy nie można powiedzieć, że zmywamy dla zmywania. (…) Jeśli nie umiemy zmywać naczyń, to wszystko wskazuje na to, że nie będziemy również umieli pić herbaty. Podczas picia będziemy myśleli o innych rzeczach, ledwie zdając sobie sprawę, że trzymamy w rękach filiżankę. W ten sposób będziemy wsysani w przyszłość, niezdolni do prawdziwego przeżycia nawet jednej minuty.

– Thich Nhat Hanh, Cud uważności

Prawda jest taka, że uważność nie wymaga żadnych gadżetów, pięknych krajobrazów czy specjalnych warunków. To po prostu nowy sposób doświadczania codzienności. Jej drobnych zachwytów, ale też zniecierpliwień, nudy i frustracji. Wszystkiego, co składa się na życie takie, jakim jest, a nie takie, jakim chcielibyśmy, żeby było.

Dlatego – zamiast szukać swojego mindfulness daleko – spróbuj spojrzeć w nowy, uważny sposób na to, co najlepiej znasz. Przygotowałam listę 3 prostych, domowych czynności, które większość z nas codziennie wykonuje. Z reguły robimy je całkowicie automatycznie, poświęcając swoją uwagę analizie innych, ważniejszych spraw. A gdyby tak następnym razem pozostać przy nich, dostrzec je w pełni, nie uciekać myślami? Jeśli macie ochotę, spróbujcie dać sobie chwilę takiej pełnej obecności w tym, czym się właśnie zajmujecie. Moje doświadczenie uczy, że w takich małych, prozaicznych czynnościach kryje się niespodziewanie wiele treści.

Przygotowanie kawy / herbaty

Uważność można ćwiczyć nad kubkiem z ulubioną herbatą lub kawą – to bardzo przyjemne zadanie. Możesz zauważyć, jak różni się doświadczenie popijania herbaty w biegu, podczas pracy, od spokojnego delektowania się nią wtedy, gdy zrobisz sobie przerwę. Zwrócić uwagę na to, jak wiele zmysłów angażuje taki rytuał. Smak – oczywiście. Ale, i zapach, po którym oceniamy herbatę przed spróbowaniem albo ten charakterystyczny dla świeżo zmielonej kawy, pozostający w pomieszczeniu przez kilkanaście minut po zaparzeniu. Dotyk – przyjemne ciepło kubka albo bolesne pieczenie w język, kiedy napijemy się zbyt szybko. Wzrok, bo odcień napoju zmienia się w zależności od koloru wnętrza kubka. Wreszcie słuch – kawiarniany brzęk naczyń, przyjemny szum strugi gorącej wody nalewanej z czajnika do stopniowo zapełniającego się naczynia.

Idąc dalej, warto zwrócić uwagę także na wcześniejszy element rytuału – sam proces przygotowywania. Zauważyłam ostatnio, jak rzadko uczestniczę w nim od początku do końca. Kiedy wstawiam wodę na herbatę, nie czekam w miejscu, aż czajnik skończy pracę. Kręcę się po domu, sprzątam, zaczynam coś czytać, wracam do pracy i kiedy przypominam sobie o wodzie, ta często jest już praktycznie letnia. Bardzo drażni mnie też czekanie, aż mój ekspres wyciśnie z siebie odpowiednią ilość kawy. Odchodzę od niego, siadam przy komputerze, a za chwilę biegnę w panice przez mieszkanie, bo kawa właśnie przelewa się przez ścianki kubka. Choć to tylko kilka chwil, trudno mi się powstrzymać przed szukaniem w tym czasie innych zajęć. A przecież umiejętność koncentracji uwagi wyłącznie na obserwacji tego procesu byłaby idealnym przejawem uważności wobec tego, co codzienne i zwykłe. Celebracja gotowania wody – medytacja nad czajnikiem.

Gotowanie

Często mówię, że gotowanie to jedna z najbardziej relaksujących mnie czynności. Podczas pracy bardzo pilnuję swoich przerw na kolejne posiłki, bo – poza korzyściami płynącymi z regularnego odżywiania – pozwalają mi odetchnąć, odpocząć od ekranu i pozbierać myśli. Jeśli chodzi o uważność, gotowanie wydaje mi się bardzo przyjemnym polem do codziennej praktyki, głównie dlatego, że łatwo się na nim skoncentrować. Bo przecież podczas przygotowywania obiadu tyle się dzieje – obieramy, kroimy, podgrzewamy, ustalamy kolejność wykonywania poszczególnych działań, komponujemy potrawy pod względem smakowym i wizualnym.

Tak jak picie herbaty, gotowanie to doświadczenie, które z łatwością angażuje wszystkie zmysły. Smak – to, jak w procesie gotowania poszczególne składniki tracą swoje unikatowe właściwości i łączą się w jedną smakową całość, ma w sobie coś filozoficznego. Zapach, który staje się zapowiedzią i pozwalać wyciągać wnioski, czy potrawa wyszła tak, jak chcemy. Intensywne barwy warzyw i owoców. Mój ulubiony miękki, skwierczący dźwięk, kiedy wrzucam zimne składniki na rozgrzaną patelnię (ale nie zbyt rozgrzaną i suchą, bo wtedy skwierczenie przemienia się w nieprzyjemne trzaski). Dotyk – doświadczenie tego, jak bardzo sprężysta skórka świeżego warzywa różni się od śliskiej wiotkości surowego mięsa. I wreszcie samo jedzenie, które poza aspektem praktycznym ma też w sobie coś z obcowania ze świeżo skończonym dziełem sztuki – nawet jeśli to tylko jajecznica.

Jazda samochodem / komunikacją miejską

Chodziłam na kurs mindfulness akurat podczas nauki jazdy i bardzo rozbawiła mnie różnica między mną a jedną z koleżanek. Koleżanka – z kilkunastoletnim doświadczeniem za kółkiem – opowiadała, że wykonuje w samochodzie nasze medytacyjne ćwiczenia. To było dla niej proste, bo wszystkie związane z obsługą samochodu zadania wykonywała niemal automatycznie. A dla mnie prowadzenie auta było wtedy medytacją samą w sobie – zadaniem tak trudnym i absorbującym, że cała moja uwaga skupiała się wyłącznie na wykonywanych przeze mnie czynnościach. Teraz jeździ mi się już o wiele łatwiej, ale mimo wszystko staram się pielęgnować tę koncentrację. Czerpię przyjemność z płynności ruchów kierownicy. Lubię się wsłuchiwać w pomruki silnika, sprężynujący dźwięk pedału, z którego właśnie zdjęłam nogę, słyszeć i czuć różnicę w fakturze drogi. Ciekawym ćwiczeniem uważności jest też dla mnie stanie w korku. Przykre doświadczenie, w którym praktycznie nic ode mnie nie zależy, to dla mnie lekcja radzenia sobie z irytacją i nauka cierpliwości.

Przemieszczanie się komunikacją miejską też daje pole do ćwiczeń. Kiedy jeszcze sporo jeździłam autobusami, lubiłam je za paradoksalną możliwość pobycia ze sobą sam na sam. Paradoksalną, bo podróżowałam metalową puszką z kilkadziesięcioma obcymi osobami na pokładzie, a jednocześnie – nikt nic ode mnie nie chciał, nie zagadywał, nie zaczepiał. Lubiłam zwracać uwagę na to, jak różnorodni pasażerowie dzielą ze mną tę podróż. Jak wiele ich różni, jak instynktownie ustawiam się bliżej tych, którzy wydają się bardziej podobni do mnie, bardziej bezpieczni. Autobus dawał mi też tę możliwość, której bardzo brakuje mi jako kierowcy – obserwacji mijanego właśnie za oknem świata, z budynkami, neonami, przechodniami i wszystkimi ich historiami, których nigdy nie będzie mi dane poznać.

a co tobie przychodzi do głowy? 

Kiedy myślę, w jaki jeszcze sposób można codziennie praktykować uważność, do głowy przychodzi mi kilka kolejnych pomysłów. Poranny prysznic – zamiast układać w głowie nieistniejące dialogi i planować dzień, skupić się wyłącznie na doświadczaniu ciepła wody i zapachów kosmetyków. Sprzątanie i przyjemność obserwowania, jak zmiana dzieje się na naszych oczach i jak mocno posprzątanie najbliższej przestrzeni wpływa na samopoczucie. Doświadczanie ludzkiej różnorodności na przykładzie kolejki w supermarkecie. I tak dalej. Wszystkie te nudne, powtarzalne elementy, z których składa się moje życie. A co przychodzi do głowy Tobie?

Jak rozumiecie bycie uważnym? Próbowaliście kiedyś takiego ćwiczenia uważności podczas zwyczajnych, codziennych praktyk? I czy podczas zmywania myślicie o zmywaniu, czy jednak o herbacie? 😉