Co słychać? Jesień 2018

Co słychać? Jesień 2018

Co u Ciebie słychać? W jakim nastroju upłynął Ci październik?

Kilka dni temu przyszedł mi do głowy pomysł na taki właśnie, zupełnie bezpretensjonalny tekst. Notkę, która swoją formą przypominałaby przyjacielskie spotkanie na kawie, po kilku miesiącach zabiegania i ciszy. Co u mnie? Jak wyglądają moje plany i marzenia na najbliższy czas? Dziś blogi pełnią sto i jeden funkcji, ale mnie wciąż bliska jest ta podstawowa i najprostsza ze wszystkich – opowiadania o tym, co się u nas w życiu dzieje. Tak po prostu.

Więc choć zazwyczaj moje teksty powstają w oparciu o bogaty research i ściśle określony plan, ten dzisiejszy publikuję zupełnie spontanicznie. Z czystej przyjemności i ochoty do podzielenia się z Wami tym, co się u mnie aktualnie dzieje. A dzieje się dużo i fajnie – jak to w październiku.

1. Zostanę psychoterapeutką!

To wciąż dalekosiężny plan, ale wreszcie: skonkretyzowany, wprowadzony w życie i z określoną datą realizacji. Celowo zapisuję go jednak w takiej właśnie, bardzo zdecydowanej formie (i z bardzo celowym wykrzyknikiem 🙂 ), bo mało jest w moim życiu rzeczy, których byłabym równie pewna.

O zawodzie psychoterapeutki myślałam od lat – właściwie od mojego pierwszego kontaktu z tą formą pomocy psychologicznej. Ale przez cały ten czas sama nie dawałam sobie do niego prawa. Kiedy o tym mówiłam, w oczach moich bliskich widziałam przerażenie. „Jesteś taka wrażliwa i delikatna, czy to na pewno dobry zawód dla ciebie?”. Przyjmowałam ten lęk i myślałam sama, że to fascynujący zawód, ale ktoś „taki jak ja“ go nie udźwignie. Że ponieważ sama mam swoją trudną historię i z psychoterapią zetknęłam się najpierw jako pacjentka, nie mam prawa znaleźć się po drugiej stronie. Testowałam dla siebie lżejsze formy pomocy – warsztaty rozwojowe, coaching – ale mimo starań nie umiałam poczuć, że to właśnie to.

I wreszcie, dopiero w tym roku, uwierzyłam w siebie. W końcu dałam sobie prawo do rozwoju w tym obszarze, który od lat wydawał mi się najbardziej fascynujący.

Zrozumiałam, że moja wrażliwość i doświadczenie drugiej strony, to nie wada, tylko największy zasób. Przestałam przyjmować na siebie cudzą troskę – bo mnie samej ten temat nigdy nie przerastał. I wiecie co? Nigdy nie byłam w stanie zidentyfikować się z jakimś zawodem. Myślałam, że co 2-3 lata będę sobie zmieniać branżę przez całe życie. A myśląc o sobie i o psychoterapii, mam mocną wizję siebie w tym zawodzie za 20, 30 lat. Nie wiem, czy tak będzie – nigdy nie wiadomo, jak będzie i co mi jeszcze strzeli do głowy 🙂 Ale sam fakt, że taka wizja budzi radość, a nie przerażenie, wydaje mi się bardzo istotny.

W tym miesiącu rozpoczęłam semestr zerowy w Studium Psychoterapii w Laboratorium Psychoedukacji. To sam począteczek drogi – i wcale nie wiadomo, czy kolejne kroki będą właśnie tam – ale czuję się na to gotowa i pierwszy raz w życiu mam pewność swojej zawodowej ścieżki.

2. Fundacja „Nagle Sami“

Poza Studium Psychoterapii w październiku zaczęłam jeszcze jeden, bardzo ważny dla mnie zawodowo projekt. Przez najbliższy rok będę pracować w zespole psychologów Telefonu Wsparcia Fundacji „Nagle Sami“. Naszym zadaniem jest udzielanie wszechstronnego wsparcia osobom, które doświadczają straty. Fundacja prowadzi m.in. anonimową linię zaufania (gdzie od przyszłego tygodnia będę dyżurować także ja!), ale też stacjonarne konsultacje, psychoterapie i grupy wsparcia. Można się również do niej zgłosić po poradę prawną albo wziąć udział w szkoleniach uwrażliwiających otoczenie na zachowania i potrzeby osób w żałobie.

Opisuję Wam to wszystko dosyć szczegółowo, bo mam poczucie, że żałoba jest w społeczeństwie bardzo niewdzięcznym tematem. Chociaż radzenie sobie ze stratą to jeden z najbardziej uniwersalnych tematów ludzkiej egzystencji, to jednak, kiedy nas dotyka, często zostajemy z tym zupełnie sami. I nie ukrywam, że do Fundacji „Nagle Sami“ przyciągnęły mnie powody osobiste. Kiedy kilkanaście lat temu sama doświadczyłam straty, czułam, że jestem z tym zdana wyłącznie na siebie. Miałam wrażenie, że najwygodniej dla wszystkich byłoby, gdybym schowała się z moimi emocjami w ciemnej norce i nie zatruwała innym życia. Zwłaszcza, że moje przeżywanie żałoby odbiegało od tego, jak to „powinno być“ w podręcznikowej wersji.

Tak to niestety często wygląda – śmierć budzi przerażenie i popłoch. Osoby w żałobie często doświadczają straty podwójnej. Tej ostatecznej, ale też bliskich osób, które z zakłopotania i własnego lęku odsuwają się na bezpieczny dla nich dystans. Dlatego chciałabym, żebyście pamiętali, że istnieje miejsce, które powstało specjalnie dla nich. I jeśli znacie kogoś, komu taki obszar może okazać się przydatny – proszę, dajcie mu o tym znać.

 

3. Blogowa przyszłość

To bardzo aktywne wejście w „psychologiczne buty“ sprawia oczywiście, że po raz kolejny zastanawiam się nad przyszłością tego miejsca. To dylemat, który towarzyszy mi właściwie od samego początku istnienia Calm Station.

Jakaś część mnie – Pani Ekspert – chciałaby publikować tu wyłącznie starannie opracowane artykuły psychoedukacyjne. Ta część uważa, że moją rolą w sieci jest opowiadanie o psychologii i psychoterapii w sposób ciekawy i przystępny. A to, co w tym wszystkim moje własne, lżejsze albo bardziej prywatne, powinno zostać na blogu ukryte – albo być używane wyłącznie jako przykład „dla dobra sprawy“, ilustrujący jakąś kwestię teoretyczną w praktyce. Ale jest i druga część. To ja, która założyłam pierwszego bloga mając 13 lat, i bez opisywania własnych przeżyć już nie wyobrażam sobie życia. Teraz mam 29, a to oznacza, że więcej czasu na tym świecie spędziłam pisząc bloga niż nie 😉

…I jak tu się teraz ograniczyć do wygodnej maski Eksperta?

Mam poczucie, że ten dylemat widać w konstrukcji treściowej bloga. Są okresy artykułów typowo „wiedzowych“, a potem takich, które powstały przede wszystkim z mojej potrzeby podzielenia się osobistym doświadczeniem i przeżyciem. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Nie wiem, do jakiego stopnia mi „wypada“. I choć ta rozterka powraca do mnie w regularnych odstępach czasu, pomału godzę się z myślą, że może po prostu nie potrafię się na coś zdecydować. I może wcale nie muszę. Może wystarczy, że będę po prostu robić tak, jak w danej chwili wychodzi mi najlepiej…? Jeśli macie jakieś przemyślenia w tej kwestii – dostrzegacie w treści jakąś dysproporcję albo przeciwnie, czegoś jest za dużo, czegoś jest za mało – dajcie proszę znać, bo to Wasze zdanie jako Czytelników jest dla mnie w tej kwestii najistotniejsze.

Psst, no i jest jeszcze jeden duży projekt związany z blogiem – i zupełnie nie wiem, czy się sprawdzi, czy nie! Ale o tym za kilka tygodni na pewno napiszę Wam więcej.

4. Koniec terapii własnej

Wreszcie ostatni powód, dla którego ten październik jest taki fajny i przełomowy. Po prawie 3 latach cotygodniowych spotkań skończyłam własną psychoterapię! Miałyśmy  z moją terapeutką kilka podejść do tego tematu i za każdym razem okazywał się przedwczesny. Ale tym razem myślę, że już nie – różne tematy się wyczerpały i podomykały, i mam poczucie, że to właściwy moment. Nigdy chyba nie czułam się z siebie tak dumna! Obrona magisterki i takie tam inne sukcesy mogą się przy tym schować.

Oczywiście, nie jest tak, że w moim życiu wszystko jest teraz przyjemne, gładkie i proste. Bolesne sprawy dalej bolą – w sumie o wiele bardziej niż wcześniej, bo kiedy zaczynałam terapię, nie pozwalałam temu bólowi dojść do głosu. Różne sprawy z przeszłości dalej smucą, frustrują, złoszczą… Ale przyjmuję je ze spokojem. I w ogóle jakoś dużo spokoju mam w sobie ostatnio. Chyba to Calm z tytułu bloga to wreszcie bardziej rzeczywistość niż wishful thinking.

Cała naprzód!

To wszystko sprawia, że listopad zaczynam z wielką dawką energii i motywacji do działania. Działam, planuję, pomału ogarniam już w myślach przyszły rok. Po kilku latach zbierania się do tematu wreszcie mi się udało i razem z Anią Ulanicką zrobiłyśmy super sesję fotograficzną w jesiennych liściach 😉 To dobry dla mnie czas i korzystam z niego, póki trwa – na przekór depresyjnej wizji, którą niesie ze sobą listopad.

A jak u Ciebie? Co słychać? W jakim nastroju upłynął Ci ten miesiąc? Jeśli masz ochotę, to opowiedz mi coś o sobie – tak po prostu.

fot. Anna Ulanicka / Studio Ulanicka