Tylko nie horror! Alternatywne filmy na Halloween

Tylko nie horror! Alternatywne filmy na Halloween

Lubisz obchodzić Halloween, ale nie znosisz oglądania horrorów? Witam w klubie. Celebrowanie tego dnia sprawia mi dużą przyjemność i żałuję, że wśród wielu Polaków Halloween wciąż budzi opór. Cieszę się jak dziecko na myśl o przebierankach, dekorowaniu domu sztuczną pajęczyną i wycinaniu upiornych twarzy z dyń. Podoba mi się, że dzięki obcowaniu z tą upiorną tematyką udaje nam się choć w niewielkim stopniu przełamać dotyczące śmierci tabu. Kiedy byłam młodsza, bardzo interesowałam się wszystkimi mitycznymi, słowiańskimi potworami (Wampir Marii Janion czytany do poduszki 😉 ) i celebrowanie Halloween wiąże się też dla mnie z powrotem do tamtych lat.

Z drugiej strony – szczerze i z całego serca nie znoszę horrorów. Nawet oglądanie ich zapowiedzi w kinie sprawia mi duży dyskomfort. Nie lubię się bać, zaszczepione lęki na zbyt długo zostają mi w głowie, a co bardziej soczyste obrazy wspominam przez wiele miesięcy. I mój gust, i wrażliwa konstrukcja psychiczna nie pozwalają na oglądanie horrorów, a ja w pełni ich decyzję akceptuję i nie czuję żadnej potrzeby, by z nią walczyć 😛

Co jednak ze sobą począć, kiedy nadchodzi Halloween i masz ogromną ochotę obejrzeć jakiś pasujący tematycznie film – ale niekoniecznie taki, w którym fabuła kręci się wokół operowania piłą albo ekscentrycznych gustów kulinarnych bohaterów? Spieszę z pomocą. Przez lata konsekwentnego unikania horrorów udało mi się zgromadzić kilka filmów, których horrorami nazwać nie sposób, ale przy tym świetnie pasują do halloweenowej tematyki. Jeśli czujecie, że to coś dla Was – zapraszam do lektury.

Jeśli nie horror, to co?  

1. Donnie Darko (2001, reż. Richard Kelly)

Nie bez przyczyny Donnie Darko otwiera tę listę, bo to jeden z moich najukochańszych filmów. I choć w miarę łatwo mi powiedzieć, czym nie jest (nie jest horrorem 😉 ), to już zaklasyfikować go do konkretnego gatunku jest o wiele trudniej. Najprościej powiedzieć chyba, że Donnie łączy elementy science fiction, dramatu psychologicznego i kina młodzieżowego. Mówiąc bardzo ogólnikowo, film opowiada o nastolatku (Jake Gyllenhaal), którego pewnego dnia odwiedza gość z przyszłości – królik Frank – z ostrzeżeniem, że wkrótce skończy się świat. Problem w tym, że Donnie nie jest tak do końca wiarygodny, bo od dawna jest w terapii z powodu urojeń, ale ostatnio przestał przyjmować leki… Mam nowego przyjaciela – opowiada swojej terapeutce w jednej z pierwszych scen Donnie. – Prawdziwego czy wymyślonego? – obojętnie pyta terapeutka. – Wymyślonego – przyznaje Donnie. Co więc w tej historii jest rzeczywistością, a zmyśleniem? I czy coś, co zostało zmyślone, nie może być jednocześnie prawdziwe?

Donnie Darko to dla mnie film kompletny – zabawny, wciągający i poruszający. Do tego jest świetnie zagrany, bardzo stylowy i ma fenomenalną ścieżkę dźwiękową, złożoną z synthpopowych klasyków lat 80. Film polecam na halloweenowy seans ze względu na niebagatelną rolę, którą w fabule odgrywa ten właśnie dzień. Poza tym odtworzenie tego kostiumu to wciąż jeden z moich imprezowych celów 😉

2. Tylko kochankowie przeżyją (2013, reż. Jim Jarmusch)

Kiedy dowiedziałam się, że Jim Jarmusch kręci film o wampirach, byłam szczerze zdziwiona. Taki temat zupełnie nie pasował mi do bardzo charakterystycznego stylu amerykańskiego reżysera. Oglądając Only Lovers Left Alive szybko zdałam sobie sprawę jak bardzo się mylę. Powolny, drobiazgowy i wysmakowany język filmów Jarmuscha pasuje do nich jak ulał. Tylko kochankowie przeżyją koncentruje się na historii pary wampirów – Adama i Ewy, brawurowo sportretowanych przez Toma Hiddlestona i Tildę Swinton. Jednak dużo ważniejszy niż blada skóra, długie kły i żądza krwi jest w tej opowieści inny aspekt wampiryzmu.

Prawdziwym problemem pary bohaterów nie jest zdobywanie pożywienia (u Jarmuscha krew bardziej niż jedzenie przypomina wyrafinowany narkotyk), lecz radzenie sobie z własną nieśmiertelnością. Nieśmiertelnością, które może stać się brzemieniem, ale też szansą, by w pełni docenić różnorodność i piękno świata. Tylko kochankowie przeżyją to chyba pierwszy obejrzany przeze mnie film o wampirach, którym to wieczne trwanie przynosi nie tylko udrękę, ale i przyjemność. W gruncie rzeczy traktuję go jako przypowieść o humanizmie i przypomnienie, jak wiele piękna nas otacza i ile otuchy można czerpać z obcowania z kulturą. Świat w każdej sekundzie oferuje nam tyle nowych dźwięków, słów, obrazów i smaków – warto je docenić, szczególnie jeśli nie ma się wiecznego życia do dyspozycji.

3. Wiecznie żywy / Warm Bodies (2013, reż. Jonathan Levine)  

Wiecznie żywy to historia miłosna, którą doskonale zna każdy z nas. Chłopak i dziewczyna spotykają się w niestandardowych okolicznościach. On ratuje ją z opresji (choć ona wcale tego nie chce). Dziewczyna od razu wpada mu w oko, ale chłopak jest trochę nieśmiały. Czuje się  w jej towarzystwie naprawdę niezręcznie, chciałby coś powiedzieć, ale nie wie co. Ona początkowo nie wie co myśleć – czy chłopak jest w gruncie rzeczy uroczym dziwakiem, czy totalnym creepem? To szablon fabularny znany nam z większości rozgrywających się w liceum komedii romantycznych. W Warm Bodies jest tylko jedna, drobna różnica. Na świecie panuje zombie-apokalipsa i on jest umarlakiem, a ona – córką bezlitosnego pogromcy żywych trupów. To przeszkoda nieco większa niż przynależność do dwóch różnych klas, prawda?

Wiecznie żywy ogrywa bardzo prosty schemat i zupełnie nie kryje nawiązań do Romeo i Julii. Ona ma na imię Julia, on pewnie mógłby mieć „Romeo”, ale niestety po śmierci zapomniał swoje imię – więc pozostaje R. I chociaż od początku wiemy, do czego to wszystko dąży, nie sposób odmówić tej historii ciepłego, komediowego uroku. Poza tym któż z nas, będąc nastolatkiem, w towarzystwie obiektu swoich westchnień nie czuł się chwilami tak brzydki i głupi jak zombie? Warm Bodies jest całkiem trafną metaforą tego okresu.

4. Frankenweenie (2012, reż. Tim Burton)  

Frankenweenie to animacja, która przenosi klasyczną opowieść o Frankensteinie w świat dzieci. Nastoletni Victor nie może pogodzić się ze śmiercią swojego ukochanego psa. Zamiast pozwolić mu odejść, nocami eksperymentuje więc z elektrycznością, by przywrócić mu życie. I choć jego próby stosunkowo szybko odnoszą powodzenie, orientujemy się, że wskrzeszenie Sparky’ego to dopiero początek prawdziwych problemów. Tym bardziej, że ukochany piesek Victora nie był jedynym zwierzęciem domowym, które chce wrócić z zaświatów…

Lojalnie uprzedzam: to może być animacja pod szyldem Disneya, może być kierowana do dzieci i obfitować w mniej lub bardziej śmieszne gagi, które najprawdopodobniej was rozbawią. Ale przy tym to jeden z najsmutniejszych filmów, jakie widziałam w swoim życiu.  Frankenweenie wprost opowiada o wszystkich bolesnych uczuciach towarzyszących stracie ukochanego zwierzęcia. Nie sposób powstrzymać się przed przywoływaniem z głowy własnych doświadczeń. Ostrzegam więc – krew nie płynie, ale łzy leją się przy tym filmie strumieniami.

5. O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu (2014, reż. Ana Lily Amirpour)

Moją listę zamyka autorski film Any Lily Amirpour, opisywany przez samą reżyser jako „irański, wampiryczny spaghetti western“. To chyba najbardziej wysmakowany stylistycznie film o wampirach, jaki widziałam. (A musicie przyznać, że wampiryzm doczekał się w kinie wielu naprawdę wdzięcznych przedstawień!) O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu jest niespieszną opowieścią o wampirzycy-mścicielce, przemierzającej ulice Bad City i wymierzającej sprawiedliwość. Pewnego dnia na jej drodze przypadkowo staje Arash – młody, zagubiony chłopak, wplątujący się w przestępczy światek Bad City, by ratować ojca.

Film ilustruje świetna muzyka (między innymi Kiosk, Radio Tehran i jeden z moich ulubionych zespołów White Lies), a każdy z czarno-białych kadrów tej opowieści to małe arcydzieło. Drugoplanowym, ale ważnym bohaterem historii jest kot, co stanowi jej kolejny, niezaprzeczalny atut 😉 Jednocześnie, choć uważam dzieło Any Lily Amirpour za naprawdę piękne wizualnie, sama historia stosunkowo szybko zaczęła mnie nużyć. Wiem jednak, że O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu ma w Polsce wielu fanów – może więc ostentacyjnie powolny rytm tej opowieści i do Was trafi.

 

Widzieliście któryś z zaproponowanych przeze mnie filmów? Jak Wam się podobały? I co dopisalibyście do tej niehorrorowej, halloweenowej listy? Niecierpliwie czekam na Wasze propozycje 🙂
  • Nie widziałam żadnego z tych filmów, choć „Donnie Darko” i „Tylko kochankowie” przeżyją są od dawna na celowniku. 🙂 Zaciekawił mnie też ostatni tytuł – konkretnie tytuł filmu, który sam w sobie koncentruje się bardzo mocno wokół jednego z moich większych lęków. Fantastyczne, klimatyczne propozycje! 🙂
    Co do moich propozycji to chyba dorzuciłabym „Jane Eyre” oraz wszelkie możliwe adaptacje „Wichrowych Wzgórz” – najbardziej lubię chyba tę z Tomem Hardym. Siostry Bronte to mój klasyk na jesień. Druga propozycja to „Sok z żuka”. Bałam się tego filmu jako dziecko ale teraz potrafię się przy nim tylko uśmiechać. 🙂 Widziałaś?

    • O tak, siostry Bronte faktycznie świetnie pasują! „Sok z żuka” widziałam, ale bardzo dawno temu i chętnie go sobie odświeżę. Też się go trochę bałam, kiedy byłam mała 😉